O autorze








zBLOGowani.pl
czwartek, 20 września 2018

 

Co to było za lato!

Upały, pielgrzymki wyjeżdżających i przyjeżdżających klientek, ciągłe dostawy, a do tego sporo istotnych zmian w moim życiu prywatnym.

Ale to już za mną i mogę z ulgą odsapnąć.

Teraz na spokojnie, bogatsza o cały ten letni balast emocji i doświadczeń - wracam do nieśpiesznego blogowania.

Na pierwszy ogień idzie temat odkładany najdłużej, czyli książka  "Rozejście mięśnia prostego brzucha" autorstwa Katy Bowman, stanowiąca swoiste kompendium wiedzy o Diastasis Recti.

Za wydaniem tej książki na polskim rynku odpowiedzialne jest wydawnictwo Fizjopress czyli Aleksandra Polanowska-Lenart specjalizująca się między innymi w fizjoterapii zaburzeń funkcjonalnych dna miednicy  oraz Joanna Lipko - filolog angielski. 

Skąd wiem o tej książce? Otóż jakieś 1,5 roku temu, dzięki mojej notce "Nowe szaty cesarza, czyli biust w hamaku"  poznałam Asię Tokarską – rewelacyjną fizjoterapeutkę, której w duszy od dawna grały także brafittingowe muzy. Oprócz tego, że Asia jest czynnym fizjoterapeutą, prowadzi szkolenia i udziela się obecnie w pro-brafittingowych przedsięwzięciach szkoleniowych - na swoim kanale Joanna Tokarska fizjopozytywnie umieszcza świetne, mądre, wartościowe filmiki. Są to między innymi rozmowy z koleżankami po fachu, o różnych specjalizacjach. Po obejrzeniu takiej rozmowy z panią Olą nie mogłam doczekać się następnej. Dziewczyny rozmawiały bowiem o urofizjoterapii i o…rozstępie mięśnia prostego brzucha!

Pamiętacie może mój wpis z grudnia 2017? O tym, czemu NIE POLECAM PASÓW POPORODOWYCH?

Jakiś czas po jego publikacji pojawiła się u mnie w salonie młoda kobieta z pytaniem – dokąd ma się udać i kto może jej pomóc w pozbyciu się takiego rozstępu. Przeczytała bowiem moją notkę mieszkając jeszcze w UK, a po powrocie do Polski odwiedziła wszystkie znane jej w okolicy gabinety fizjoterapeutyczne. W ŻADNYM Z NICH nie otrzymała ani odpowiedzi na swoje pytania, ani rady – gdzie może się udać ze swoim problemem.

I niestety, nie był to przypadek odosobniony. Oprócz tej miłej pani kontaktowały się ze mną inne kobiety, które pisały, że zostały same ze swoim problemem. Nikt ich nie uczył, nie uprzedzał. Znikąd pomocy, znikąd informacji. Temat był przez środowisko lekarskie przemilczany albo bagatelizowany. Jednym słowem dramat.

Pół roku później Asia poinformowała mnie, że na polskim rynku ukaże się książka o wyżej wspomnianym rozstępie. Wiadomość ta była jak miód lany w moje serce. Pani Aleksandra, z którą przeprowadziłam ciepłą i wielce obiecującą rozmowę obiecała podesłać mi egzemplarz.

No i podesłała.

Dziękuję, dziękuję, dziękuję!.

Bo, co tu dużo pisać – jestem szczęśliwa, że W KOŃCU ktoś zdecydował się tak konkretnie dotknąć tematu i przybliżyć go Polkom.

„Rozstęp mięśnia prostegu brzucha. Cholistyczne podejście” Katy Bowman jest bowiem w mojej ocenie dla  Polek niczym zdjęcie z ich oczu ciemnej zasłony.

Autorka przystępnie, jasno i rzeczowo wyjaśniła przyczyny RMPB oraz przybliżyła czytelniczkom swoje, autorskie ćwiczenia zapobiegające powstaniu tego rozstępu.

Ale do rzeczy.

„RMPB” został opatrzony wstępem przez Marzenę Dębską - jedną z najlepszych na świecie specjalistek w diagnostyce prenatalnej. Przyznacie, że jest to bardzo mocna rekomendacja. Kobiety, które otarły się o tematy okołoporodowe wysokiego ryzyka na pewno znają to nazwisko. Dla bardzo dużej grupy pacjentek oddziału ginekologicznego w Szpitalu Bielańskim jest ono niemal synonimem cudu. 

Już we wspomnianym wstępie pani doktor Dębska podkreśla, że nasz brzuch nie istnieje w oderwaniu od reszty ciała. Że klatka piersiowa, jama brzuszna i miednica są ze sobą połączone i jednocześnie oddzielone mięśniami. Nieprawidłowa postawa, źle dobrane obuwie, nadmierne rozciągnięcie czy obciążenie mięśni wpływają na siebie wzajemnie i można je porównać do naczyń połączonych - zaburzenia pracy mięśni są ich konsekwencją.

Jednocześnie przedmówczyni zauważa też, i słusznie, że w Polsce brakuje rzetelnej informacji na temat odpowiedniego postępowania z pacjentkami, a jeszcze bardziej - wskazówek dla nich samych - jak mogą zapobiegać rozejściu mięśnia prostego brzucha (RMPB).

Na szczęście TERAZ, po publikacji „RMPB”, już tak nie jest, a to dzięki uporowi i determinacji pani Aleksandry, która postanowiła tę lukę ( w której odbijało się tysiąckrotnie echooo) -  zapełnić.

 

Autorka „RMPB” – Amerykanka Kathy Bowman jest  biomechanikiem, edukatorką, pisarką, liderką ruchu Movement (Ruch), blogerką, podcasterką, terapeutką, szkoleniowcem i mamą. Ta ostatnia rola oraz to, co działo się z jej ciałem podczas i po ciąży stanowiły niejako zapalnik do zgłębienia przez nią tematu rozstępu mięśnia prostego brzucha oraz odzyskania funkcjonalności a także wzmocnienia mięśni posturalnych. Katy stworzyła swój własny program ćwiczeń, który przybliżyła dokładnie czytelniczkom w książce. Odwołuje się w nim do naturalnego ruchu, do którego zdolność ludzie utracili stopniowo, w czasie ewolucji.

Zacytuję kilka krótkich fragmentów, które zmieniły moje postrzeganie RMPB. Wierzę, że Was zaciekawią i zachęcą do nabycia tej książki:

*”Obecnie kobiety najczęściej dowiadują się o tym, że mają rozejście mięśnia prostego brzucha, z Internetu; nie zawsze są to informacje wiarygodne i rzetelne. Co gorsza, pacjentki często słyszą, że rozejście to stan naturalny i tak ma być już zawsze, co nie jest prawdą. Okazuje się, że mając odpowiednią wiedzę, powstawaniu rozejścia mięśnia prostego brzucha można zapobiegać, a jeśli już do niego doszło, doprowadzić ćwiczeniami do jego zniwelowania w bardzo wielu, jeśli nie w większości przypadków”.

* „RMPB jest problemem dotyczącym całego ciała, zdefiniowanym poprzez swoje symptomy – przemieszczenie jednego lub kilku mięśni brzucha. Myląc symptom z problemem, ignorujemy całą rzeszę złych nawyków i przyczyn zewnętrznych, które doprowadziły do pojawienia się tegoż symptomu. Sięgamy po ćwiczenia, pasy korekcyjne i interwencje chirurgiczne aby skorygować defekt. Metody te nie usuną jednak dolegliwości, ponieważ z ich pomocą nie dotrzemy do źródła powstania RMPB”.

*”…kresa biała nie jest wyizolowanym miejscem, „w którym łączą się mięśnie brzucha”, ale strukturą, która powstała w wyniku tego spotkania. Zamiast nazywać RMPB separacją mięśniową, prawdopodobnie celniej byłoby nazywać je uszkodzeniem tej stworzonej z rozcięgien plecionki, a nie uszkodzeniem samych mięśni”.

*”Kresę białą tworzą rozcięgna (w szczególności ścięgna) wszystkich mięśni brzucha, a zatem każdy z tych mięśni może powodować RMPB”.

*”Kresa biała łączy się z miednicą i klatką piersiową; ruchy i postawa tych części ciała mogą przyczyniać się do powstawania RMPB.”

Wiedziałyście, że nieprawidłowe „noszenie” bioder czy nieprawidłowe siedzenie za biurkiem przez 30 lat życia mogą doprowadzić do deformacji Waszych mięśni, a co za tym idzie – niepotrzebnego obciążania kresy białej?

Kathy uważa również, że nasze UBRANIA MAJĄ ZNACZENIE. Neguje nadużywanie odzieży wyszczuplającej, obcisłej bielizny, p-asków, rajstop, obcisłych/za małych/wąskich spodni. Uzasadnia to tym, że odzież nie napiera jedynie na większe komory ciśnieniowe w obrębie jamy klatki piersiowej, jamy brzusznej czy miedniczej, ale przede wszystkim na ich zawartość. Jeśli regularnie uciskane są tętnice, żyły, naczynia limfatyczne, przewód pokarmowy, żołądek, jelito cienkie, jelito grube, narządy układu rozrodczego – jego zawartość przemieści się.

Autorka prosto i obrazowo wyjaśnia kwestię sił, a w szczególności ciśnienia i nienaturalnie wysokiego ciśnienia, oraz ich wpływie na przemieszczanie się, nadwerężanie oraz potencjalne uszkadzanie części ciała.


Ale nie będę Wam streszczać książki. Zresztą nie chcę Was pozbawiać przyjemności odkrywania, jak łatwo można „odczarować” rozstęp mięśnia prostego brzucha i zapobiec problemowi, jeśli ktoś nas poprowadzi przez temat z taką swobodą  a jednocześnie – podając konkretną wiedzę.

Napiszę jeszcze na koniec, że w książce, obok opisów ćwiczeń, znajdziecie także polecenia książek i produktów oraz wskazówki na temat diety.

Książkę kupicie tutaj:

---> ROZEJŚCIE MIĘŚNIA PROSTEGO BRZUCHA<---

Otrzymuje ona specjalną rekomendację Bloga Noszę Biustonosze:



"Rozejście mięśnia prostego brzucha. Holistyczne rozwiązanie dla osłabionych mięśni brzucha" Katy Bowman polecam gorąco wszystkim kobietom. W szczególności oczywiście tym, które planują macierzyństwo, ale też powinny przeczytać ją (KONIECZNIE!) położne, lekarze ginekolodzy, fizjoterapeuci, brafitterki, slimfitterki, styliści oraz ci wszyscy, którzy mają do czynienia w swojej pracy z kobietami i ich fizycznością.

 

#rozejściemięśniaprostegobrzucha #diastasisrecti #uroginekolog #kobiecetematy #slimfitting #paspoporodowy #fizjopozytywna #joannatokarska #fizjopress #katybowman

15:00, renulec
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 czerwca 2018

Uwielbiam uczucie spełnienia po dobrze wykonanej pracy. Lubię stan spokoju gdy odpoczywam. Z niepokojem trwam w szczęściu (bo kiedyś zawsze ma swój kres), zaś strach wzbudza we mnie mobilizację i odruchy obronne.

Ale demotywuje mnie tylko jeden stan.

A jest to bezsilność.

Kiedy podczas mojej pracy od kolejnej pani słyszę "NIENAWIDZĘ, gdy odznaczają mi się sutki" odpowiadam przeważnie żartem "przecież cały świat wie, że jest pani kobietą, więc co innego mogłoby się pani odznaczać w TYM miejscu"?

Wiem, że są instytucje, które narzucają pracownicom określony dress-code, wymagają wręcz, by kobiecy biust nie absorbował uwagi rozmówcy. Kobiety pracujące w banku, nauczycielki, urzędniczki - naprawdę nie mają łatwo. 

O ile jestem w stanie zrozumieć, że kobiece detale anatomiczne mogą rozproszyć faceta przy liczeniu ogromnej sumy pieniędzy, nastolatka podczas deklinacji czasownika sein lub petenta wypełniającego druk ZWUA - nijak nie mogę zrozumieć - dlaczego tak zwana "ulica" zwraca na TO uwagę?

Czemu ciocia Ziuta zwraca uwagę dwudziestokilkuletniej bratanicy, ubranej w maxi spódnicę (zakrywającą jej nawet pięty!), że jej biust przykuwa uwagę, ponieważ "pod bluzką odznacza się za dużo"?

A pani w osiedlowym warzywniaku? Dlaczego popatrzyła dzisiaj na Ciebie z o wiele mniejszą sympatią niż zazwyczaj gdy wpadłaś po codzienną porcję jabłek i wczesnoletnich czereśni? Przecież ona też ma biust! Czy to możliwe, by NAPRAWDĘ zniesmaczył ją Twój softowy stanik?

Nie jestem w stanie policzyć, ile razy kobiety prosiły mnie, by pomóc im w rozwiązaniu tego problemu. Nie, nie mylicie się - napisałam problemu, bo one postrzegają często odznaczanie się tej części ciała, czyli sutków, jako PROBLEM.

Tymczasem problem z biustem, jak niejedna Amazonka by nam powiedziała, pojawia się dopiero wtedy, gdy tenże zaczyna chorować!

Zdrowy biust POSIADA SUTKI! 

Dążąc za wszelką cenę do ich zamaskowania postępujemy tak, jak byśmy chciały ukryć fakt, że jesteśmy (choćby potencjalnie, ale jednak) dawczyniami życia, karmicielkami potomstwa!

Nigdy nie ośmielam się narzucać swojego zdania kobietom, z którymi pracuję.

A gdyby mnie ktoś pytał- owszem. Mam w sklepie samoprzylepne nakładki na tę część ciała. Jak każdy student pierwszego roku ekonomii wie - popyt rodzi podaż. Nakładki są stosowane w solarium, do opalania, ale też pod mocno wydekoltowane kreacje, pod którymi nie ma miejsca na biustonosz.

Jednak, gdy się tak bardziej zastanowić...czy ten nasilający się trend maskujący w zestawieniu z rosnącą swobodą obyczajów na świecie to nie jest przesada? Lekkie "przegięcie"? A nawet, śmiem twierdzić - czasem wręcz hipokryzja? 

Czy przeszkadzają Wam w ogóle odznaczające się pod stanikiem sutki?

Denerwują?

Krępują?

A może Wam to "lotto", a jedynie reakcja otoczenia jest czynnikiem sprawczym poszukiwania rozwiązań maskujących? Jak uważacie - czy to świat wariuje czy my? 

Moje drogie, będę Wam niezmiernie wdzięczna za podzielenie się ze mną swoimi doświadczeniami i przemyśleniami w tej materii.

Z czerwcowymi ściskami i pozdrowieniami, niezmiennie Wasza

- R.

20:18, renulec
Link Komentarze (3) »
wtorek, 01 maja 2018

W ubiegłym tygodniu byłam gościem podczas Turnieju Szkół Mody w Oxfordzie, jak z przymrużeniem oka nazywają Zespół Szkół Zawodowych i Ogólnokształcących w Biłgoraju "lokalsi". To pierwsza edycja tego turnieju. Kosztowała i uczestników i (zapewne) organizatorów mnóstwo emocji i wysiłku. Jestem jednak pewna, że za rok odbędzie się kolejna.

Dlaczego tak sądzę? Ponieważ temat wiodący - recyclingfashion, to nie tylko ostatnimi czasy trend modny, ale przede wszystkim trend odpowiedzialny społecznie.

Organizatorzy napisali tak (a ja się podpisuję pod tym obiema rękami): "odzież często jest traktowana jako produkt jednorazowego użytku. Wielkie sieci wytwarzają ubrania masowo, głównie z włókien syntetycznych. Przeniesienie produkcji do krajów o taniej sile roboczej, obniżenie jakość wyrobów i stosowanie tanich materiałów wpływa na minimalizowanie kosztów wytwarzania tej odzieży.

Problemem staje się między innymi godna praca i wynagrodzenie, powstające góry śmieci – odzież syntetyczna to też plastik, niedbale uszyte wyroby (jakość szycia, rozwiązania konstrukcyjne – sylwetkę traktuje się jak figurę płaską), wpływ środków chemicznych wykorzystywanych w produkcji odzieży na zdrowie ludzi.

Pragniemy  zwrócić uwagę na konieczność prowadzenia działań na rzecz ochrony środowiska,  popularyzowanie trendów ekologicznych oraz wykorzystywanie materiałów pochodzących z recyklingu.

Przeciwdziałając nieświadomemu robieniu zakupów, często niepotrzebnych promujemy ruch slow wear, zwany także jako slow fashion. To przeciwieństwo mody proponowanej przez wielkie korporacje i sieci handlowe. To także rodzaj świadomej postawy konsumenckiej, polegającej na robieniu dobrze przemyślanych zakupów odzieży.

Zwolennicy tego ruchu sprzeciwiają się masowej produkcji odzieży i zachęcają innych do szukania własnego stylu, niesztampowych połączeń materiałów i elementów odzieży, oryginalności i odwagi w ubieraniu się".

Przedmiotem turnieju było zaprojektowanie projektu plastycznego stroju scenicznego, który to strój miał z kolei zostać uszyty z materiałów odzyskanych w całości z odzieży używanej i zaprezentowany podczas pokazu finałowego.

Komisja konkursowa, w skład której weszła m.in prodziekan Politechniki Łódzkiej (Wydział Technologii Materiałowych i Wzornictwa Tekstyliów), projektant mody, nauczyciel zawodu i pracodawca z branży odzieżowej  oceniła prace według określonych w regulaminie turnieju kryteriów (pomysłowość i oryginalność stroju, umiejętność łączenia wielu elementów: barw, faktur, struktury materiału, staranność i estetyka wykonania oraz całość stylizacji).

A zadanie było trudne, ponieważ wszystkie prace były ciekawe:

Trzeba przyznać, że uczestnicy turnieju wykazali się dużą inwencją. Lubię nietuzinkowe rozwiązania. Szczególnie przypadły mi do gustu dwa kostiumy. Pierwszą modelkę "przecięłam" na pół celowo. Zobaczcie sami, jak fajnie to wygląda:

Zaś Model zaprezentował zaskakujące rozwiązanie konstrukcyjne. Myślę, że niejeden projektant mógłby je zaimplementować na swój grunt, bo jest ciekawe:


Czy słyszeliście może lub czytaliście o organizacji Fashion Revolution? Z pewnością organizatorzy naszego turnieju także inspirowali się wydarzeniami z kwietnia 2013 w Bangladeszu (kiedy zawalił się kompleks fabryczny Rana Plaza, powodując śmierć ponad tysiąca osób - pracowników fabryki ubrań szytych m.in. dla polskiej firmy odzieżowej LPP - Cropp, House, Reserved, Mohito, Sinsay) i działaniem tej organizacji.

Nie kryję, że rozpiera mnie duma, że nie w Łodzi - mieście z tekstylnymi tradycjami i nie w Warszawie czy we Wrocławiu - wielkich miastach z rozbudowaną strukturą szkół mody, a własnie w naszym malutkim Biłgoraju odbył się taki turniej. To świadczy o tym, że aby mieć szerokie horyzonty, nie trzeba wyjść na najwyższą górę. Trzeba być otwartym na świat i na pewne rzeczy patrzeć z różnych perspektyw.

Moja refleksja poturniejowa jest taka - ja wiem, gdzie jest uszyta każda sztuka bielizny z mojego sklepu. Jestem pewna, że nie znajdę w niej ani alergizujących dodatków, ani byle jak farbowanych tkanin. A jak to wygląda u Was? Czy wiecie, gdzie jest szyta Wasza bielizna? Z jakich materiałów? Jeśli nie - zapytajcie swojego sprzedawcę! No i koniecznie podzielcie się ze mną zdobytymi informacjami w komentarzach.

 

P.S.

Zapomniałabym! Moja obecność na tym turnieju wzięła się stąd, że, działając od kilku lat na lokalnym rynku otrzymałam na stałe etykietkę "tej, której się chce", więc organizatorki nie miały trudności z  zaproszeniem mnie ;). Naturalnie nie byłabym sobą, gdybym nie zaproponowała zwycięzcy warsztatów brafittingowych. Bo kto, jak nie projektant odzieży, powinien mieć opanowaną wiedzę na temat tego, jakie są możliwości stylizacji kobiecego biustu, prawda?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 141