O autorze
Tagi
Sklep Internetowy NoszeBiustonosze.pl




RSS
piątek, 18 kwietnia 2014

Tak moim zdaniem powinien nazywać się ten biustonosz, a nie jakaś tam nudna Darcy!

Pochodzi z aktualnej (SS2014) kolekcji brytyjskiej marki Cleo. W mojej ocenie jest to biustonosz, w który koniecznie powinna zaopatrzyć się przed latem każda młoda duchem kobieta.

Napisałam - w mojej ocenie - ponieważ wiem, że zaraz podniosą się głosy bieliźnianych konserwatystek, że niepraktyczna, że kolory nie do przyjęcia i w ogóle - co to za deliryczne printy? ;)

Prawda jest taka, że o Los Flamingos można napisać wiele, ale z pewnością nie to, że schowa się bez śladu pod cienką jasną bluzką, a różowe ramiączką wystające z dekoltu nie zwrócą na siebie uwagi.

Czyli teoretycznie - absolutnie nie jest to model, który w niewielkim miasteczku, takim jak Biłgoraj, będzie miał tzw "darcie". Ja jednak mocno wierzę w to, że Biłgorajanki orientują się w modowych trendach a w ich duszach (już coś o tym wiem!) tkwi zapotrzebowanie na odrobinę bieliźnianego szaleństwa. Mam więc nadzieję, że Różowy Flaming spotka się z (co najmniej) równie ciepłym przyjęciem, jak ongiś kraciasta Sadie czy"jagódkowa" Martha.

Wypracowuje taki sam kształt jak poprzedniczki, przy czym budzi większe emocje, ponieważ kolor i wzór materiału pokrywającego miseczki jest lekko kontrowersyjny. To już nie jest kraciasty print, nawet nie w kółeczka! To wyższy stopień bieliźnianego wtajemniczenia - puszczenie oka w kierunku określonego stylu, tu konkretnie - w kierunku amerykańskiego ogrodowego mainstreamu lat 50. "Ichnie" różowe flamingi z tego okresu, ustawione przed domem czy w ogrodzie porównywane są często z naszymi plastikowymi krasnalami, a co za tym idzie - stanowią symbol złego gustu, czy wręcz - kiczu. Jednak TE różowe flamingi na limonkowym tle, a do tego różowa koronka i różowe ramiączka to nie jest prosty kicz! To żart, wspomnienie tego, co "se ne wrati", nostalgia.

Jednym zdaniem - ten stanik to KICZ ŚWIADOMY stanowiący lekką kpinę z konwencji. 

Uwielbiam takie prowokacje, tak jak uwielbiam we współczesnych kuchniach stare makatki kuchenne z napisami "Świeża woda zdrowia doda" czy "Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść". Owszem, nie po raz pierwszy to pewnie napiszę (zresztą wcale tego się nie wstydzę) - jestem sentymentalna. Tęsknię nie tylko do smaków z dzieciństwa (ech, ten chleb z wiejską śmietaną, posypaną cukrem!), ale także do pewnego jelenia na rykowisku i pewnej haftowanej makatki. I gdybym mogła cofnąć czas, z pewnościę nie zamieniłabym ich na żadne dzieła sztuki.

 Uf, to się wywnętrzyłam i rozczuliłam, teraz maruderki mogą sobie używać ;)

A ja marudzeniu daję odpór, bo właśnie zaraz pobiorę z magazynku swojego Czerwonaka Różowego (tak również nazywane są flamingi różowe). Co więcej - mam zamiar usiąść w nim pojutrze do śniadania, ponieważ uważam, że kolorystycznie bardzo się wpisuje w wielkanocny trend, nes pa? :)

Zdrowych, pogodnych, podopinanych na odpowiednie haftki Świąt Wielkanocnych Wam życzę!

 

 

niedziela, 06 kwietnia 2014

Pogoda popsuła mi dzisiaj szyki, więc zamiast planowanych zdjęć z roztoczańskich tras dostaniecie zdjęcia kolejnej witryny.

Jej wykonanie było bardzo proste, jednak nic by z tego nie wyszło, gdyby nie pewien pan Janek, który jest wykonawcą dwóch pięknych, solidnych jesionowych siedzisk do huśtawek (mam zamiar naprawdę później ich używać).

Po nawierceniu w nich otworów, zostały pomalowane białą, akrylową farbą:

Do zawieszenia miały zostać użyte grube, jutowe powrozy. Niestety, w całym mieście nie mogłam nic podobnego znaleźć, więc skapitulowałam i zakupiłam ozdobny łańcuszek:

Próba generalna w bocznej przymierzalni wypadła nieźle:

Mogłam więc pocieszyć zniecierpliwioną Martę, że już niedługo powisi na zapleczu:

Najbardziej "ryzykownym" elementem witryny była zielona "trawka", która została posiana dosłownie kilka dni wcześniej. Przez pierwsze 48 godzin chodziłam nerwowo wokół skrzynek - czy coś tam w ogóle wyrośnie? Na szczęście roztoczański jęczmień (bo o nim tu mowa) kiełkuje jak szalony, więc rychło przekonałam się, że moje obawy były niezasadne:

Styropianowe zajączki, zakupione "u Chińczyka" zostały pomalowane na różne kolory:

a następnie - nabite na patyki do szaszłyków i umieszczone w skrzynkach z jęczmieniem:

Wszystkie elementy, po ustawieniu i zawieszeniu ich w witrynie dały efekt następujący:

Zadecydowałam, że będzie to witryna wiosenno-świąteczna. Choć kolorowe jajka byłyby świetnym elementem dekoracyjnym - nie chciałam zapędzić się zbyt daleko z tą symboliką ;)

Poza tym - mam już za sobą pierwsze postrzyżyny (dociekliwym odpowiadam od razu, że ta owłosiona ręka nie należy do mnie):

Żniwa planuję zaraz po maturach ;)

czwartek, 03 kwietnia 2014

Pozwoliłam sobie w tytule tej notki na małą parafrazę tekstu znanej Wam zapewne piosenki "Odrobinę szczęścia w miłości" (wykonawczyni - Tola Mankiewiczówna; "Co mój mąż robi w nocy" reż. Michał Waszyński).

Bo często tak bywa, moje drogie - zanim szczęśliwa i promienna panna młoda stanie przed ołtarzem, zanim zachwyci swoim wyglądem oblubieńca i zaproszonych gości - planowaniu stroju weselnego nie ma końca. A jak wie większości tych pań, które tę uroczystość mają już za sobą i mogą podzielić się doświadczeniem - po suknię ślubną ruszamy TYLKO i wyłącznie z dobrze dopasowanym stanikiem.

Niestety, świadomość tego, ze źle dobrany biustonosz może zepsuć nawet najpiękniejszą kreację, ma wciąż niewielki odsetek potencjalnych panien młodych. Dlatego cieszę się, kiedy przychodzą do mnie ze słowami "bo pani z salonu sukien ślubnych wysłała mnie najpierw tutaj". Takie podejście salonów bielizny i pań krawcowych dowodzi ich profesjonalizmu, takie podejście popieram.

Tyle tytułem krótkiego wstępu, bo dziś ma być krótko. 

Dla zainteresowanych, poszukujących do sukni ślubnej gładkiego, niedrogiego biustonosza z odpinanymi ramiączkami wrzucam fotki nowości - modelu balkonette Diamond od Kris Line. Na zdjęciach widzicie kolor określony przez producenta jako kawa oraz niżej - mleko (szyty jest także czarny, ale to nie ta okazja ;).

Modelka (dziękuję za pozowanie!) ma na sobie biustonosz w rozmiarze 65DD przy domierzanym ostatnio brytyjskim 30DD:

Miseczka w tym modelu jest profilowana, usztywniana, bez wypełnienia i wkładek. Mostek - dość wysoki. Obniżono lekko tył:

Ramiączka są oczywiście odpinane, a na wewnętrznej stronie obwodu umieszczono paski silikonu zapobiegające obsuwaniu się biustonosza. 

Rozmiarówka przedstawia się następująco:

65 B-GG

70 A-G

75 A-FF

80 A-F

85 A-E

90 A-DD

Stanik nie należy do tych typowo ślubnych balkonetek z wąską fiszbiną, które wysuwają mocno biust do przodu. Polecam więc go pod sznurowane, gorsetowe, mocno dopasowane "góry" z lekko obniżonym tyłem. Cena ok 120zł.

Sezon ślubny przed nami, więc życzę Wam bezstresowego poszukiwania odpowiedniego stanika do Waszej wymarzonej sukni. Jak mawiał Han Solo - niech moc będzie z Wami! ;)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 113