O autorze








zBLOGowani.pl
wtorek, 12 czerwca 2018

Uwielbiam uczucie spełnienia po dobrze wykonanej pracy. Lubię stan spokoju gdy odpoczywam. Z niepokojem trwam w szczęściu (bo kiedyś zawsze ma swój kres), zaś strach wzbudza we mnie mobilizację i odruchy obronne.

Ale demotywuje mnie tylko jeden stan.

A jest to bezsilność.

Kiedy podczas mojej pracy od kolejnej pani słyszę "NIENAWIDZĘ, gdy odznaczają mi się sutki" odpowiadam przeważnie żartem "przecież cały świat wie, że jest pani kobietą, więc co innego mogłoby się pani odznaczać w TYM miejscu"?

Wiem, że są instytucje, które narzucają pracownicom określony dress-code, wymagają wręcz, by kobiecy biust nie absorbował uwagi rozmówcy. Kobiety pracujące w banku, nauczycielki, urzędniczki - naprawdę nie mają łatwo. 

O ile jestem w stanie zrozumieć, że kobiece detale anatomiczne mogą rozproszyć faceta przy liczeniu ogromnej sumy pieniędzy, nastolatka podczas deklinacji czasownika sein lub petenta wypełniającego druk ZWUA - nijak nie mogę zrozumieć - dlaczego tak zwana "ulica" zwraca na TO uwagę?

Czemu ciocia Ziuta zwraca uwagę dwudziestokilkuletniej bratanicy, ubranej w maxi spódnicę (zakrywającą jej nawet pięty!), że jej biust przykuwa uwagę, ponieważ "pod bluzką odznacza się za dużo"?

A pani w osiedlowym warzywniaku? Dlaczego popatrzyła dzisiaj na Ciebie z o wiele mniejszą sympatią niż zazwyczaj gdy wpadłaś po codzienną porcję jabłek i wczesnoletnich czereśni? Przecież ona też ma biust! Czy to możliwe, by NAPRAWDĘ zniesmaczył ją Twój softowy stanik?

Nie jestem w stanie policzyć, ile razy kobiety prosiły mnie, by pomóc im w rozwiązaniu tego problemu. Nie, nie mylicie się - napisałam problemu, bo one postrzegają często odznaczanie się tej części ciała, czyli sutków, jako PROBLEM.

Tymczasem problem z biustem, jak niejedna Amazonka by nam powiedziała, pojawia się dopiero wtedy, gdy tenże zaczyna chorować!

Zdrowy biust POSIADA SUTKI! 

Dążąc za wszelką cenę do ich zamaskowania postępujemy tak, jak byśmy chciały ukryć fakt, że jesteśmy (choćby potencjalnie, ale jednak) dawczyniami życia, karmicielkami potomstwa!

Nigdy nie ośmielam się narzucać swojego zdania kobietom, z którymi pracuję.

A gdyby mnie ktoś pytał- owszem. Mam w sklepie samoprzylepne nakładki na tę część ciała. Jak każdy student pierwszego roku ekonomii wie - popyt rodzi podaż. Nakładki są stosowane w solarium, do opalania, ale też pod mocno wydekoltowane kreacje, pod którymi nie ma miejsca na biustonosz.

Jednak, gdy się tak bardziej zastanowić...czy ten nasilający się trend maskujący w zestawieniu z rosnącą swobodą obyczajów na świecie to nie jest przesada? Lekkie "przegięcie"? A nawet, śmiem twierdzić - czasem wręcz hipokryzja? 

Czy przeszkadzają Wam w ogóle odznaczające się pod stanikiem sutki?

Denerwują?

Krępują?

A może Wam to "lotto", a jedynie reakcja otoczenia jest czynnikiem sprawczym poszukiwania rozwiązań maskujących? Jak uważacie - czy to świat wariuje czy my? 

Moje drogie, będę Wam niezmiernie wdzięczna za podzielenie się ze mną swoimi doświadczeniami i przemyśleniami w tej materii.

Z czerwcowymi ściskami i pozdrowieniami, niezmiennie Wasza

- R.

20:18, renulec
Link Komentarze (2) »
wtorek, 01 maja 2018

W ubiegłym tygodniu byłam gościem podczas Turnieju Szkół Mody w Oxfordzie, jak z przymrużeniem oka nazywają Zespół Szkół Zawodowych i Ogólnokształcących w Biłgoraju "lokalsi". To pierwsza edycja tego turnieju. Kosztowała i uczestników i (zapewne) organizatorów mnóstwo emocji i wysiłku. Jestem jednak pewna, że za rok odbędzie się kolejna.

Dlaczego tak sądzę? Ponieważ temat wiodący - recyclingfashion, to nie tylko ostatnimi czasy trend modny, ale przede wszystkim trend odpowiedzialny społecznie.

Organizatorzy napisali tak (a ja się podpisuję pod tym obiema rękami): "odzież często jest traktowana jako produkt jednorazowego użytku. Wielkie sieci wytwarzają ubrania masowo, głównie z włókien syntetycznych. Przeniesienie produkcji do krajów o taniej sile roboczej, obniżenie jakość wyrobów i stosowanie tanich materiałów wpływa na minimalizowanie kosztów wytwarzania tej odzieży.

Problemem staje się między innymi godna praca i wynagrodzenie, powstające góry śmieci – odzież syntetyczna to też plastik, niedbale uszyte wyroby (jakość szycia, rozwiązania konstrukcyjne – sylwetkę traktuje się jak figurę płaską), wpływ środków chemicznych wykorzystywanych w produkcji odzieży na zdrowie ludzi.

Pragniemy  zwrócić uwagę na konieczność prowadzenia działań na rzecz ochrony środowiska,  popularyzowanie trendów ekologicznych oraz wykorzystywanie materiałów pochodzących z recyklingu.

Przeciwdziałając nieświadomemu robieniu zakupów, często niepotrzebnych promujemy ruch slow wear, zwany także jako slow fashion. To przeciwieństwo mody proponowanej przez wielkie korporacje i sieci handlowe. To także rodzaj świadomej postawy konsumenckiej, polegającej na robieniu dobrze przemyślanych zakupów odzieży.

Zwolennicy tego ruchu sprzeciwiają się masowej produkcji odzieży i zachęcają innych do szukania własnego stylu, niesztampowych połączeń materiałów i elementów odzieży, oryginalności i odwagi w ubieraniu się".

Przedmiotem turnieju było zaprojektowanie projektu plastycznego stroju scenicznego, który to strój miał z kolei zostać uszyty z materiałów odzyskanych w całości z odzieży używanej i zaprezentowany podczas pokazu finałowego.

Komisja konkursowa, w skład której weszła m.in prodziekan Politechniki Łódzkiej (Wydział Technologii Materiałowych i Wzornictwa Tekstyliów), projektant mody, nauczyciel zawodu i pracodawca z branży odzieżowej  oceniła prace według określonych w regulaminie turnieju kryteriów (pomysłowość i oryginalność stroju, umiejętność łączenia wielu elementów: barw, faktur, struktury materiału, staranność i estetyka wykonania oraz całość stylizacji).

A zadanie było trudne, ponieważ wszystkie prace były ciekawe:

Trzeba przyznać, że uczestnicy turnieju wykazali się dużą inwencją. Lubię nietuzinkowe rozwiązania. Szczególnie przypadły mi do gustu dwa kostiumy. Pierwszą modelkę "przecięłam" na pół celowo. Zobaczcie sami, jak fajnie to wygląda:

Zaś Model zaprezentował zaskakujące rozwiązanie konstrukcyjne. Myślę, że niejeden projektant mógłby je zaimplementować na swój grunt, bo jest ciekawe:


Czy słyszeliście może lub czytaliście o organizacji Fashion Revolution? Z pewnością organizatorzy naszego turnieju także inspirowali się wydarzeniami z kwietnia 2013 w Bangladeszu (kiedy zawalił się kompleks fabryczny Rana Plaza, powodując śmierć ponad tysiąca osób - pracowników fabryki ubrań szytych m.in. dla polskiej firmy odzieżowej LPP - Cropp, House, Reserved, Mohito, Sinsay) i działaniem tej organizacji.

Nie kryję, że rozpiera mnie duma, że nie w Łodzi - mieście z tekstylnymi tradycjami i nie w Warszawie czy we Wrocławiu - wielkich miastach z rozbudowaną strukturą szkół mody, a własnie w naszym malutkim Biłgoraju odbył się taki turniej. To świadczy o tym, że aby mieć szerokie horyzonty, nie trzeba wyjść na najwyższą górę. Trzeba być otwartym na świat i na pewne rzeczy patrzeć z różnych perspektyw.

Moja refleksja poturniejowa jest taka - ja wiem, gdzie jest uszyta każda sztuka bielizny z mojego sklepu. Jestem pewna, że nie znajdę w niej ani alergizujących dodatków, ani byle jak farbowanych tkanin. A jak to wygląda u Was? Czy wiecie, gdzie jest szyta Wasza bielizna? Z jakich materiałów? Jeśli nie - zapytajcie swojego sprzedawcę! No i koniecznie podzielcie się ze mną zdobytymi informacjami w komentarzach.

 

P.S.

Zapomniałabym! Moja obecność na tym turnieju wzięła się stąd, że, działając od kilku lat na lokalnym rynku otrzymałam na stałe etykietkę "tej, której się chce", więc organizatorki nie miały trudności z  zaproszeniem mnie ;). Naturalnie nie byłabym sobą, gdybym nie zaproponowała zwycięzcy warsztatów brafittingowych. Bo kto, jak nie projektant odzieży, powinien mieć opanowaną wiedzę na temat tego, jakie są możliwości stylizacji kobiecego biustu, prawda?

środa, 25 kwietnia 2018

Obszerną relację z tej, jakże potrzebnej w Polsce, największej imprezy polskiej branży bieliźniarskiej - przeczytacie na niezawodnej Stanikomanii. Kasica szczodrze dzieli się tam nie tylko zdjęciami (a jest ich dużo! i fajne!), ale też swoimi spostrzeżeniami. Sporo zdjęć wrzuciły też Miski Dwie oraz, na swoim facebookowym fanpage'u - miesięcznik Modna Bielizna.

Ja postanowiłam na imprezę spojrzeć od strony sklepu z bielizną. 

 

Otóż V Salon Bielizny był wydarzeniem zakrojonym na szeroką skalę. Miał na celu integrację branży bieliźnianej. Oprócz pokazu głównego uczestnicy imprezy mogli wysłuchać prelekcji na temat magazynu sklepu, relacji z klientem, anatomii piersi czy stylizacji biustu.

Zatem do rzeczy.

Moje pierwsze wrażenie:

- Na teren targów mógł wejść każdy. 

Zameldowałam się co prawda przy wejściu i otrzymałam agendę spotkania zawieszoną na smyczy, ale służyła mi ona raczej jako pomoc i nie pełniła roli identyfikatora. Nie zauważyłam też ochrony. Mam jednak nadzieję, że była  ona jednak obecna i liczna, a ja - totalny ignorant w materii zarządzania bezpieczeństwem czepiam się i po prostu nie potrafię ocenić (i docenić) jej dyskrecji.

Drugie wrażenie:

- Część wystawców miała lepsze, a część - gorsze "miejscówki". W związku z tym stoiska znajdujące się na dole i przy głównych ciągach komunikacyjnych były oblegane tłumnie. Te na piętrze, w bocznych alejkach czy na ich końcu nie cieszyły się już tak ogromnym zainteresowaniem. Z doświadczenia udziału w imprezach masowych wiem jednak, że, co by nie robili - organizatorzy nie są w stanie zadowolić wszystkich wystawców. Ciekawe, jakie wskazania w każdym stoisku pokazałyby tradycyjne metody stosowane w sklepach do pomiaru ruchu klientów i do jakich wniosków potargowych by prowadziły. Takie badania i wnioski potargowe mogłyby być wielce przydatne w przyszłości :).

 

Trzecie wrażenie:

- Relacje targowe mogę przełożyć wprost na relacje sklepowe. Jeśli wchodzę i grzecznie się witam - oczekuję uprzejmej odpowiedzi gospodarza. Choćby zdawkowej. Zarówno zbytnia nachalność od progu jak i totalna, długotrwała ignorancja wystawcy, który akurat w tej chwili nie jest niczym zajęty - nie skłaniają odwiedzającego stoisko do podjęcia dialogu, a co za tym idzie - zainteresowania oferowanymi produktami. Tak jak w sklepie, tak i na targach - kupujemy człowieka i od człowieka. Pracę domową z kontaktu z klientem odrobiła większa część firm. Węszę dobre szkolenia i umiejętne rozwijanie kompetencji miękkich ;). A może ci ludzie po prostu urodzili się do sprzedaży :D ?

 

Czwarte wrażenie:

- Prelekcje. Stanowczo brakowało tych z gatunku inspirujących. Być może taka była prelekcja Pani Izy Sakutowej o lingerie stylingu, ale niestety - zabałaganiłam i nie dotarłam :(. W każdym razie odniosłam wrażenie, że w tym roku prelekcjom przyświecała idea instrukcyjna. Mój wewnętrzny głos w trakcie tych prezentacji podszeptywał mi jednak co i rusz - a dlaczego? właśnie, że niekoniecznie! a może jednak..? . Obserwując reakcje słuchaczy i rozmawiając później z niektórymi wiem,  że nie tylko ja miałam takie przemyślenia. Uważam więc, że świetnym pomysłem byłoby rozbudowanie formy kontaktu z uczestnikami targów (może tematyczny panel dyskusyjny pod okiem doświadczonego moderatora?).

 

Piąte wrażenie:

- Mało czasu. Na wszystko, kruca, mało czasu!  Świadomie zrezygnowałam z pokazu. Założyłam, że i tak organizatorzy postarają się jak zwykle o profesjonalną relację zdjęciowo-filmową z tegoż. I nie zawiodłam się. Krążyłam więc pośród stoisk i zbierałam informacje. W związku z tym zrobiłam skandalicznie mało zdjęć. Ale za to poznałam kilka świetnych osób, które pracowały na stoiskach producentów/dystrybutorów. Od nich wyciągnęłam sporo tego, co najcenniejsze i czego sklepy często nie dowiedzą się od hurtowni czy nawet od handlowca, czyli sporo informacji :).

Kilku zaplanowanych stoisk nie zdążyłam mimo wszystko odwiedzić. Postaram się od nich zacząć kolejną, jesienną edycję Salonu.

 

Szóste wrażenie:

- Ciałopozytywność górą! Brafitting - owszem, był obecny. Jego duch unosił się ponad stoiskami, gdzie rozmawiano o konstrukcjach, materiałach itd. Zauważyłam jednak fajną rzecz - producenci zaczynają wchodzić w dialog z modelkami czy zachodzącymi na ich stoiska osobami o budowie dalekiej od wybiegowych standardów. Żeby była jasność - nie chodzi mi o dialog sam w sobie, ale o dialog o konkretnych potrzebach pod kątem określonej grupy rozmiarowej czy sylwetkowej. Szczególnie ucieszyła mnie obecność na Targach Uli z bloga Galantalala, która jest przedstawicielką dziewczyn o większych obwodach i mniejszych miskach. Ula ma fajne, bardzo otwarte podejście do ludzi i jestem, pewna, że gdziekolwiek się pojawiła - zadawała zmuszające producentów do myślenia (i, mam nadzieję - w przyszłości do działania) pytania. Przy okazji nadmienię, że Ula jest jedną z najbardziej inspirujących mnie ostatnio blogerek. Pozmieniała w głowom setkom (jak nie tysiącom) dziewczyn. Udowodniła, że można żyć z pasją, robić to, co się kocha i nie musieć za to nikogo przepraszać. Bo dlaczego miałaby przepraszać, hm? 

 

Siódme wrażenie:

- Biforek to jest to! Dzień wcześniej (a właściwie - wieczór wcześniej) prosto z dworca dojechałam na spotkanie zorganizowane przez Kasię Kulpę (Stanikomania!) i właśnie wspomnianą wyżej Ulę Chowaniec. Uczestniczki spotkania, prócz wymiany doświadczeń ciałopozytywnych i stanikowych opowiadały też ze swobodą o tym, czego nie lubią w sklepach z bielizną. Jak się domyślacie - było to dla mnie bardzo cenne doświadczenie. 

 

Ósme wrażenie:

- Nie lubię mieszkać na końcu świata. Dojazd do Łodzi mam marny i albo jadę dzień wcześniej, by wypocząć i jako-tako ogarniać w dniu targowym rzeczywistość, albo ruszam skoro świt świtów, słaniam się pomiędzy stoiskami i nie rozumiem, co się do mnie mówi. Wybrałam opcję pierwszą, bardziej czasochłonną, ale po prostu jedyną w moim przypadku sensowną. Wyjechałam z Biłgoraja o 10.35 w piątek 06.04.2018 a wróciłam...w niedzielę 08.04.2018 o 17.30.

Tak czasem trzeba. Nie żałuję.

 

Oczywiście, jeśli biłgorajski PKS mnie nie zawiedzie - na kolejną edycję targów pewnie znów się wybiorę. Nie ukrywam, że lubię tę swoją robotę :-)) !

 

 

 

 #targibielizny #salonbielizny2018 #noszebiustonosze #biłgoraj

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 141