O autorze



Sklep Internetowy NoszeBiustonosze.pl





RSS
wtorek, 24 stycznia 2012

Głowiłam się już w grudniu, co by tu z okazji Walentynek... Wydawałoby się, że niby jest jeszcze trochę czasu, ale przecież przygotowania poczynić było trzeba odpowiednio wcześniej.

Mój wybór padł na Roksanę - producenta słodyczy z podrzeszowkiego Strzyżowa.

Pomysł wydawał mi się świetny, ale po kilkunastu dniach obecności "słodkiego zapasiku" w domu wcale nie jestem tego już taka pewna.

Przyjęłam zasadę - jedna klientka - jeden stanik - jeden lizak. Ale nie wzięłam pod uwagę starego przysłowia pszczół ;), że "życie, życie jest nowelą" i samo pisze swoje scenariusze. Dla mnie napisało zaś taki - jeden Renulec obdarzony słabą silną wolą - 200 pysznych, owocowych lizaków w zasięgu ręki.

O, ja nieszczęsna...


 

 

 

 

 

 

piątek, 20 stycznia 2012

 

Jest moją klientką. Czasem tak bywa, że relacja klient-sprzedawca przeradza się w taką czysto babską zażyłość. Tak, wiem, że to nieprofesjonalne, ale ja nie mam zamiaru tego zmieniać, taki mam charakter i już. Nie potrafię (i nie chcę) otoczyć się chłodnym murem uprzejmego profesjonalizm, odpowiadać jedynie zdawkowo na pytania i inkasować należności.

Ulę podziwiam za to, że choć jest ciężko jej żyć ze stwardnieniem rozsianym - stara się funkcjonować normalnie. Chodzi na aerobik, kupuje bieliznę, czyta książki i wychowuje kota :)

Są jednak w życiu sytuacje, które nas przerastają. Wtedy nasi przyjaciele zdają życiowy egzamin. Lub nie.

Napisała:

"Chciałam tylko powiedzieć, że jak zwykle sprawdza się powiedzenie, że prawdziwych przyjaciół i tak dalej. Jestem w szoku, że w zbiórce chętnych do uraczenia mnie jednym procentem deklarują mi pomoc ludzie, których znam bardzo słabo albo wcale, a te niby bliższe opedziły się ode mnie jak od upierdliwej muchy.
Wczoraj w Expresie Reporterów był dokument o tym jak cholernie wredne jest stwardnienie rozsiane jeśli nie próbuje sie z nim walczyć, albo inaczej - jesli Państwo zdecyduje, że temu ludkowi już dziękujemy. Dostał refundację, na dwa - trzy lata i niech nie truje. Starczy. Kogo  to obchodzi.
Uwłacza mi takie żebranie, proszenie. Mi daj ! Mi ! A przecież tyle jest osób w potrzebie. Dzieci, hospicja, inni. Komu dać ? Komu nie ? I ile uda mi się zebrać ? I czy w ogóle ? A lekartwo musi być. Co drugi dzien zastrzyk"...

 

Do tej pory odpisywałam swój procent podatku na potrzeby różnych fundacji czy organizacji dobra publicznego. W tym roku chcę pomóc mojej klientce. I namawiam Was gorąco do tego, byście także i Wy jej pomogli. Ulotka Uli znajduje się tutaj:

1% podatku dla Uli



wtorek, 17 stycznia 2012


W ubiegłym roku, kiedy studniówkowo na parkiecie szaleć miał  mój syn - sprawa była prosta. Młodzieniec udał się z sympatią do sklepu, po czym dokonał wyboru oraz przymiarki odpowiedniego garnituru, a następnie - zakupu. Mój wkład w całe przedsięwzięcie ograniczył się jedynie do radosnego sponsoringu ;)

W tym roku sprawa ma się zupełnie inaczej, ponieważ na swój bal oczekuje właśnie, przebierając niecierpliwie w swoim boksie startowym odnóżami odzianymi w szpileczki -  Młody Renulec.

Za wybór studniówkowej kreacji zabrałyśmy się zapobiegliwie pod koniec listopada. W trakcie przeglądania różnych propozycji w necie wyklarowało się samo, że nie będzie to zwykła sukienka koktajlowa, a jakaś fajna stylizacja. Zamówiłyśmy w pracowni krawieckiej Liska la passionnee klimatyczną sukienkę, którą podpatrzyłyśmy na blogu u Candy. Sukienka Candy była zielona, jednak córka ma zapragnęła fioletów. Do tego koloru postanowiła dołączyć trochę kontrastów w postaci zielonych butów, oddzielnie (stacjonarnie) szytej halki oraz kolczyków od Dark. Miałyśmy lekkie obawy przed szyciem sukienki na odległość. Ale uznałam, że skoro ja w ten sposób bieliznę sprzedaję, to nie powinno być większych problemów. Stosowałyśmy się więc uważnie do wskazówek  producenta - w jaki sposób i gdzie wziąć miarę. Mimo wszystko serduszka nam drżały z niepewności, kiedy już przesyłka do nas dotarła i sposobiłyśmy się się do przymiarki...

No i proszę bardzo, co nam z tego wyszło:

 

                                      www.darkdesigns.wordpress.com

Spostrzegawcze czytelniczki zauważyły zapewne, że na nogach będzie coś specjalnego, czyli nylony ze szwem (podtrzymywane przez pas od Grety):

 

Biustowi zapewniłyśmy nie mniej stylowe kształtowanie i wsparcie w postaci Sassy (longlinek od Gossarda):

 



 

Paznokcie będą naturalnie w innym kolorze, dołączę tu właściwe zdjęcia w odpowiednim czasie :)



Bez cienia skruchy przyznaję, że najdroższym elementem tej studniówkowej kreacji jest naturalnie bielizna, której co prawda na balu nie będzie widać, ale która w tym samym stopniu co sukienka przyczyniła się wybitnie do pozytywnej samooceny i dobrego samopoczucia abiturientki ;)

 

Korzystając z okazji składam gorące podziękowania mojej Mamie za to, że wyratowała nas z opresji, ponieważ nie pozwoliła mi zepsuć halki samodzielnym skracaniem. Brutalna prawda jest bowiem taka - stanik dobrać prawidłowo potrafię, ale do przeróbek krawieckich to ja talentu niestety nie mam, oj, nie mam...

 
1 , 2 , 3 , 4