O autorze
Instagram

Sklep Internetowy NoszeBiustonosze.pl





RSS
sobota, 26 lutego 2011

 

Jest Zocha. Wiedziałam, że konstrukcja dobra, a podejrzewałam, że kolor mokka (miałam tylko biały wzornik) - to będzie coś o wiele ładniejszego. Dziś utwierdziłam się w przekonaniu, że ten kolor to była słuszna decyzja. W żadnym innym Zośka nie zadebiutowałaby na naszym rynku tak rewelacyjnie (no, może w oliwce...).

Radość zakłócił mi tylko fakt, że Monia zbyt skutecznie się odchudziła i że światło było mizerne, więc ta mokka "wlazła nam we fiolety". Młoda naświetlała ekranem z folii, ale niewiele to dało.

Sofia jednak sama się wybroni, bo jest rewelacyjna. Kto piśnie słowo sprzeciwu, to ostrzegam, że znielubię ;)

 

 

 

 

- A pokiziaj się, Monia, po miseczce - mówię.

- Ale fajna, ojej! Szkoda, że nie robią mojego obwoduuu...

- Jaki teraz nosisz? - pyta Młoda.

- Teraz to 30E/F.

- Przecież to niemożliwe, 30E to ja teraz noszę! Mamo, przecież Monia ma większy biust od mojego!

 

Niby niegłupie dziecko, niby ciągle  o "tych rzeczach" gadam (już nawet TŻ wie, co to strapless, a co plunge;)  a ona podstawowej zasady, że 2+2 to niekoniecznie jest 4, zapomniała :(

 

 

 

 

 

wtorek, 22 lutego 2011

Nie jestem wybitną znawczynią mody, ale nietrudno zaobserwować w niej obecnie wielki powrót stylu retro, vintage, a także ponowny rozkwit i tryumf burleski.

Zastanawiam się czasem  – co sprawiło, że my, kobiety, dzisiaj coraz chętniej wracamy i odwołujemy się do minionych czasów, także w modzie, a co za tym idzie – także w modzie bieliźnianej. Co nas do tego nakręca? Czy po to badacz z DuPont wynalazł Lycrę, byśmy po 50 latach biegania w rajstopkach – dobrowolnie zakładały pasy do pończoch?

Przecież pończochy są drogie, poza tym – one tak łatwo się zużywają…

„Znowu pończoszki, moja droga. Czyś ty stonoga?” – Pytał niegdyś Sztaudynger  ;)

Otóż to.  Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Uważam, że w czasach turystycznych lotów w kosmos, zamrażania ciał w ciekłym azocie, niesłychanie uproszczonych i zubożonych relacji  międzyludzkich - kobiety podświadomie bronią swojej kobiecej tożsamości.

Dlatego chętnie sięgamy po typowo kobiece atrybuty, między innymi - po pończochy.

 

Zakładamy  je by czuć się kobieco, a przy tym luksusowo (a co, należy nam się, wszystkim razem i każdej z osobna!), a także - inaczej.  Ten szelest, ten błysk na nodze, nieporównywalny z niczym innym… Nie zna ich koleżanka zza biurka, nosząca niezmiennie  od kilkunastu lat rajstopy naszej kochanej  Gatty ;) .  Poza tym – nową  bluzkę, ładny sweterek czy płaszcz widzą wszyscy. Pończochy na kobiecych nogach zauważy znawca. Pasem zaś cieszymy oko w samotności (czasem także takiej we dwoje ;).

Fanki pończoch zakładają swoje fora, piszą blogi. Pasy do pończoch oraz bielizna w stylu retro czy burlesque doczekały się także swoich marek i stron internetowych.

Za granicą panie snobują się wręcz,  nosząc pończochy Cervina, pasy Rago, zakładając bieliznę What Katie Did.

Platformy i sklepy internetowe zajmujące się sprzedażą ciuszków i bielizny w stylu retro czy burlesque, zarabiają na tej modzie spore pieniądze. Na ulicach pokazuje się coraz więcej pań, rewelacyjnie wystylizowanych na retro.

A jak jest u nas?

U nas, póki co, króluje vintage. Z uwagi na fakt, że nasze płace wciąż nie nadążają za europejskimi – Polki ratują się często second-handami. I uważam, że chwała im za to! Już nasze babki umiały sobie poradzić, chcąc nadązyć za modą, szyjąc  majtki z chustek :)

Ja jednak wracam do pończoch, a właściwie nieodłącznego elementu, który im zawsze towarzyszy – pasów do nich. Pończochy możemy jeszcze od biedy kupić – a to trafią się w dobrym sklepie z bielizną, a to w internecie. Gdzie jednak możemy nabyć  pas do pończoch? Taki, który byłby ładny i  solidnie trzymał? Nie każda z nas ma żyłkę „szperacza” w butikach vintage, poza tym część pań po prostu nie lubi nosić używanej odzieży.   Czy  powszechnie dostępne w sklepach z bielizną  wyroby „pasopodobne”, składające się z cieniutkiego sznureczka i dwóch quasi-podwiązek, są godne naszego zaufania i niejednokrotnie – sporych wydatków?

Otóż właśnie – panie, które noszą pończochy od lat, wiedzą, że dobry pas do pończoch to wydatek  minimum  150-200złotych. Pod warunkiem, że oczywiście posiada się wiedzę, gdzie go kupić.

Te, które zaczynają swoją przygodę z pończochami, zazwyczaj zaczynają od tańszej, bynajmniej nie buduarowej, wersji pasa.  I ja swojego czasu poszłam tą drogą.

Moje zdziwienie było niezmierne, gdy postanowiłam wspomóc  naszą, polską przedsiębiorczość bieliźnianą i zakupić sobie niezbyt drogi, zgrabny i ładny pas polskiego producenta. Zaczęłam eksplorować  polskie strony i portale www.

Wyobrażacie sobie, że w styczniu 2011 NIE BYŁO na naszym rynku takiej firmy? Owszem, na Allegro pojawiły się jakiś czas temu  pasy marki Admirał, jednak w ślad za nimi pojawiły się też głosy krytyczne, że żabki marnej jakości, że wykończenie pozostawia wiele do życzenia itp.  Odpuściłam. Byłam bliska ogłoszenia wielkiej przegranej :(

Pojawił się jednak w virtualu, na szczęście, także jeszcze ktoś – szalona dziewczyna, która postanowiła szyć stylizowane na retro i pin-up pasy do pończoch.

Zrobiłam małe rozeznanie i pociągnęłam ją trochę za język…

Pani Maria w szycie „bawiła się” od dziecka. Najbardziej jednak lubiła projektować i obserwować życie swoich projektów. Pierwszy pas do pończoch uszyła, ponieważ po prostu zmusiło ją do tego życie oraz ciekawość, czy uda się jej stworzyć coś niezgorszego od What Katie Did.

Potem uszyła następny i z ciekawości wystawiła na Allegro. Zainteresowanie tym pasem dało jej sporo do myślenia. Uszyła więc kilka kolejnych, każdy z innym wzorem.  Minęło niewiele czasu, w ciągu którego pani Maria zorientowała się, że w naszym kraju popyt na tego typu bieliznę jest niesamowity. Ale zauważyła  też, że nie wystarczy uszyć pas, wystawić go na Allegro, a potem tylko uzupełniać to, co zeszło.  Należy bowiem  nieustannie  prowadzić dialog z klientkami, słuchać ich uwag, sugestii, rad, ulepszać modele, zmieniać niewygodne detale, zastępować je innymi lub lepszymi. A przy tym trzeba wciąż uważnie obserwować światowe trendy. To bardzo prosty sposób na sukces, prawda ;) ?

Bielizna pani Marii (konkretnie pasy)  jest szyta pod marką  Greta-Lingerie. Od stosunkowo niedawna firma działa pełną parą. Ja jestem pierwszym szczęśliwcem, któremu udało się nawiązać biznesowy kontakt z tą niesamowicie pozytywnie zakręconą osobą. Pani Maria postawiła wszystko na jedną kartę.  Jak ważna jest decyzja o założeniu własnej firmy – zrozumie najlepiej inna kobieta, która „ma biza”. A ja mam. Ambitna ta osoba postawiła sobie za punkt honoru produkcję pasów, które nie ustępowałyby jakością pasom brytyjskim, ale konkurowałyby z nimi zdecydowanie niższą ceną. Modele, przy których nakład pracy jest większy, a materiały droższe – będą sprzedawane za cenę max 99 złotych, modele prostsze i z materiałów tańszych (co nie znaczy-gorszych!) – 70-80 złotych. Mamy przy tym gwarancję, że pasy są szyte przez kogoś, komu bardzo zależy na dobrej opinii – Greta nie pozwala sobie na niedoróbki.

Do dzisiaj pasy szyte przez Greta-Lingerie doczekały się wielu pozytywnych recenzji. Bardzo dobrze ocenia je także właścicielka kultowego, "szafiarskiego" bloga Vintagegirl. Myślę, że warto dać szansę nowej, fajnej i w 100% NASZEJ, polskiej inicjatywie - mój (tralala, tralala!) pas  za chwileczkę znajdzie się na półkach noszebiustonosze. Jest to wzór uszyty specjalnie dla mojego sklepu - klasyczny, czarny, posiadający z przodu wstawkę w kolorze cielistym, przykrytą czarną, elastyczną koronką. Burza mózgów, czym go ozdobić, trwała prawie dwa tygodnie. W grę wchodziły – biżuteryjna kamea, kwiatki bieliźniane, szamerunki,  mała aplikacja lub kokardka z organdyny. Stanęło na czwartym rozwiązaniu – kokardce, która przeszła pozytywnie testy kilku bardzo brutalnych prań, a poległa dopiero po nie mniej brutalnym szorowaniu szorstką szczoteczką do rąk. Wersje samego pasa też były przez nas dyskutowane. Prototyp posiadał u dołu m.in. falbankę, która jednak, po konsultacjach – została usunięta.

Ten pas będzie pasem złotego środka – do bielizny w kolorze czarnym, cielistym oraz czarno-cielistym. Uszyty jest z dzianiny poliestrowej pochodzenia włoskiego,  regulatory i żabki zostały zakupione w UK. Szycie naturalnie w Polsce.  Made by Greta-Lingerie :))

Niedługo pojawią się w noszebiustonosze dwa inne wzory pasów od Grety. Czekają tylko na wszycie regulatorów.

Pończochy? Naturalnie, będą. Na początku Veneziana. Okazało się jednak, że na pończochy  trzeba będzie poczekać ciut dłużej, ponieważ organizacja pracy dostawcy pończoch nie jest tak sprawna jak organizacja procesu szycia i logistyki w Greta-Lingerie.

Kolejne wzory pasów będą sukcesywnie wprowadzane do sprzedaży. Mam nadzieję, że także w moim sklepie. Wiem, że pani Maria planuje nowe, ciekawe, czasem szalone wzornictwo. Wiem też jakie, ale nie powiem, choć mnie język, ekhm…klawiatura ;) świerzbi.

Trzymam mocno kciuki za to, by nigdy nie opuścił jej zapał do szycia i wena do projektowania.

 

P.S.

(Wiem, że w notkach nie powinno być P.S. To nie są listy i mój TŻ mnie nieustannie oducza tej naleciałości, którą nazwał nawet  "P.S. dla wszystkich").

Notkę napisałam siedząc przed laptopem odziana w pas od Grety, biustonosz Angie (powiem Wam, że nawet pasują do siebie, choć Angie ma lekko ciemniejszy "spód") od Masquerade, pończochy od M&S i szpilki peep-toe od Bravo Moda. Na to pikowana męska koszula w rozmiarze XXL (Coleman Outdoors Big Man).

poniedziałek, 14 lutego 2011

Do Warszawy ruszyłyśmy skoro świt. Stolica oszołomiła nas sezonem wyprzedażowym, więc mój portfel szczuplał w tempie zastraszającym (szkoda, że jego  właścicielka tak nie potrafi ;).

Trochę wiało, więc założyłam moją czapkę w kolorowe paski, o której mój idol i wyrocznia w dziedzinie mody – Fetysz Man powiedziałby, że świetnie  konweniowała z dwurzędowym, krótkim kubraczkiem, i stanowiła barwny akcent na nudnej, warszawskiej ulicy ;).

Młoda coś tam przekornie podśpiewywała pod nosem, że jej mama jest rastamanem. Jej  szczęście, że piosenka ma dobrze wpadający w ucho refren i  zdążyłam go polubieć, bo kiedy dotarłam do domu i odpaliłam YouTube – ostatnia zwrotka, zgodnie z jej przewidywaniami („wiesz co, najlepiej to Ty ostatniej zwrotki nie słuchaj mamo, bo ona głupia jest”)  lekko mnie oszołomiła. Ekhm… Cóż, co pokolenie to inna estetyka, także w muzyce.

W każdym razie, będąc młodą rastamanką, w towarzystwie odzianej klasycznie córki -melomanki ("ale na koncert zdążymy, prawda?") – ustawilam azymut na Sheratona. Dotarłyśmy na miejsce sprawnie i bez niemiłych niespodzianek typu cztery przejścia podziemne i  dwadzieścia rozkopów.

Przedstawicielki  Curvy Kate – Adriana i Aneta, to dwie urocze młode osóbki, które pomimo napiętego grafiku (prowadziły rozmowy od czwartku, my przyjechałyśmy w sobotę,  a przed nimi była jeszcze pracowita niedziela) tryskały energią  i nie traciły dobrego humoru ani na chwilę. Adrianę czytelniczki  bloga Stanikomanii znają od dłuższego czasu,  ponieważ nie raz zabierała tam głos w dyskusjach pod notkami Kasicy o stanikach CK. Aneta pracuje w firmie  od około roku i odnoszę wrażenie, że bardzo szybko zasymilowała się i utożsamiła z firmą oraz jej filozofią :).

Godzina, którą spędziłyśmy razem z dziewczynami wydawała mi się dosłownie kilkoma minutami . Najprawdopodobniej dlatego, że temat  - kolekcja AW 2011 oraz ogólnie – bielizna CK, był frapujący dla obu stron. Tak się zagadałam, że omal nie ominęło mnie zjedzenie smacznego, czekoladowego cudeńka, którym zostałam poczęstowana.

Bo jak tu myśleć o słodyczach, kiedy na wieszaczku jeszcze większe smakowitości ;) ?

Adriana i Aneta przekazały mi, że  kolekcja Jesień/Zima 2011 będzie wchodzić stopniowo przez trzy kolejne miesiące.

W sierpniu ukażą  się 2 nowe modele,  oraz znana nam już Emily w kolorze cielistym oraz Tease Me w srebrze:

Emily

Jako cielisty stanik będzie świetną bazówką. Kiedy na nią patrzę dziwię się – czemu dopiero teraz?

 

 

Nowy model - Lottie w kolorze Indigo/Wine

Miła niespodziana dla posiadaczek większych biustów – Lottie posiada miseczkę szytą w dolnej części z materiału wzmocnionego termicznie. Materiał jest o wiele mocniejszy niż pozostałych miękkich modelach CK, nieuciągliwy i mięsisty.  Lottie to zwyciężczyni konkursu organizowanego onegdaj przez CK oraz De Monfort University. Ta  sierpniowa ma jednak inny kolor i nie posiada side-supportu. Regulatory we wzorniku, co widać zresztą na zdjęciu, są z przezroczystego tworzywa, wyrób właściwy będzie miał oczywiście także właściwy kolor (biję się w piersi – nie dopytałam – czy indygo, czy "winny"). Ramiączka, zapięcia z tyłu oraz taśmy na obwodzie od spodu stanika mają także kolor wina.

 

Princess Wine/Grape

Znany i lubiany model Princess, który wpadł do wina, a następnie został pochlapany sokiem z  winogron ;) :

 

Romance Ivory/Teal

Romans jest uszyty „na Emilce”, więc właściwie w tym staniku nie powinno być żadnych przykrych niespodzianek konstrukcyjnych. Za to nowością jest inny haft oraz rewelacyjnie ozdobiona szamerunkiem część "międzymiskowa", ramiączka i…zapięcie z tyłu. Stanik będzie można śmiało nosić do dużych dekoltów na plecach. Utrzymany jest w stylu retro, Gratulacje dla Adriany za świetny projekt!

 

Tease Me Silver/Black

Tease me  w odsłonie srebrno-czarnej nie rzuciła mnie na kolana, niemniej wierzę, że rzecze zwolenniczek i kolekcjonerek tego modelu nie pozostaną obojętne na jej wdzięk i frywolny sex-appeal. W modelu tym zmieniono mały detal. Ciekawe, czy ktoś zgadnie:

 

 

Wrzesień to miesiąc Showgirlsów i Emily:

Thrill Me Grape/Jade

Po wersji kobaltowej najbardziej podoba mi się ta. Kojarzy mi się z owocową sałatką i autentycznie zaczyna mi burczeć w brzuchu, kiedy na nią patrzę. A może to nie jest przyziemny  głód, tylko metafizyczna tęsknota Anonimowej Stanikoholiczki ;) ? Jak widać – falbanki straciły na szerokości, a z kokardek także zniknęła organdyna, hura.

 

Thrill Me Jade/Fuchsia

Dość odważne połączenie kolorów. Dla mnie – bomba. Już widzę ten stanik na opalonej skórze. Czemu więc, ach, czemu dopiero we wrześniu?

 

Tease Me Black/Wine

Kolejna delikwentka unurzana w winie, a następnie owinięta w czarne siateczki i koronki:


Emily Grape/Black

Emilka w kolorze winogronowym plus  czarny haft. Poezja. Mnie zatkało. Wersja  lawendowa mnie urzekła, ale przy tej odjęło mi głos. Piekielnie zmysłowa. Tę ślicznotkę będzie chciało mieć wiele z nas:

 

Październikowe  szarugi przywitamy z nowymi kolorami Aniołków,  nowym kolorem Romance oraz nowym kolorem Tempt Me:

Angel Teal/Gold

Dla wielbicielek vintage’u  będzie idealnym dopełnieniem garderoby. Kolor złoty jest bardzo delikatny i stonowany. Czysta przyjemność dla oka:

Wersja Black/Teal mi nie wyszła. Fotkę katalogową możecie zobaczyć na kaśkowej stronie.

 

 

Romance Black/Gold

Ta wersja to strzał w dziesiątkę – jest praktyczna i elegancka zarazem. Stanik będzie idealnym codzienniakiem, ale tez nie powstydzimy się założyć go pod wieczorową suknię z głębokim dekoltem. Także z tyłu :)

 

Tempt Me Black/Gold

To siostra bliźniaczka szkarłatnej Tempt Me, która lada chwila pokaże się w naszych sklepach. Jest niesamowicie przyjemna w dotyku, także od wewnątrz. Jeśli jej konstrukcja zyska uznanie w tym sezonie, to przyszła jesień i zima może należeć także do niej. Tym bardziej, że do kompletu będzie można dostać z nią rewelacyjne, wysokie majtki, które z tyłu namarszczane są leciutko gumeczką w celu uzyskania ładnego rysunku pośladków.

 

 

Dla ciekawskich filmik z sesji zdjęciowej na YouTube. Niestety, dyskusyjnej jakości, bo trochę rozpikselowany, ale "małe cośtam" jednak widać:

 

Po spotkaniu z Kasiami udałyśmy się na krótkie spotkanie z Zarą ;D

 

Zaś wieczorem o 18-ej ruszyłysmy na kolejną ucztę, tym razem mniej dla oczu, a bardziej dla uszu. W Filharmonii Narodowej dyrygowała JoAnn Falletta. W niezwykle dynamiczny i radosny sposób. Solistka, Isabelle van Keulen (skrzypaczka, altowiolistka) – postawna, piękna kobieta o biuście z „większego końca tabelki" , miała piękną suknię i niekoniecznie dobrze dopasowany stanik , którym to spostrzeżeniem nie omieszkałam podzielić się cichutko z córką.

Gdyby spojrzenia młodych melomanek mogły zabijać, nie czytalibyście dziś tej notki…

 

 
1 , 2