O autorze
Instagram

Sklep Internetowy NoszeBiustonosze.pl





RSS
piątek, 14 lutego 2014

Nie dla szkoły, lecz dla życia uczymy się. Ta głęboka myśl Seneki przyświecała mi, gdy w Biłgorajskiej Agencji Rozwoju Regionalnego zgłosiłam swój akces, a następnie podpisałam umowę dotyczącą uczestnictwa w szkoleniu "Techniki sprzedaży".

Szkolenie to zorganizowano w ramach projektu "Inwestycja w zasoby ludzkie szansą dla mikroprzedsiębiorstw" współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej w Ramach Europejskiego Funduszu Społecznego i Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki 2007-2013.

Pierwsze zajęcia odbyły się pod koniec listopada 2013, zaś ostatnie 30.01.2014.

Do uczestnictwa w nim skłoniły mnie moje własne przemyślenia, że o ile stronę brafittingową mojego biznesu mam opanowaną dość solidnie, to może jednak warto popracować nad całym anturażem sprzedażowym. Nie ukrywam, że po cichu liczyłam na to, że trenerzy objawią nam-uczestnikom kilka sprawdzonych sposobów, które będą pokonywać opory co bardziej niezdecydowanych klientów (w moim przypadku - klientek). Nie jestem co prawda entuzjastką NLP, ale doszłam do wniosku, że co innego posiąść pewną wiedzę, a co innego stosować ją w życiu, przecież nikt mnie do tego zmuszał nie będzie.

Jakież było więc moje zdziwienie i zawód, gdy okazało się, że nie całe szkolenie zostało poświęcone na doskonalenie kompetencji miękkich. Kilka spotkań zostało poświęconych na obsługę i programowanie różnych rodzajów kas fiskalnych oraz programów sprzedażowo-magazynowych. Strata czasu? Bynajmniej! Przyznaję się ze wstydem, że do tej pory programowanie kasy fiskalnej było dla mnie czymś, co mnie przerastało. Kiedy musiałam wprowadzić nowy PLU - pakowałam swoją sieczkarnię (jak pieszczotliwie nazywam mojego Posneta) i jechałam do serwisu. A teraz proszszsz - "śmigam" jak zawodnik Formuły 1 a i oszczędność czasu jest przy tym spora :).

Programy sprzedażowe, magazynowe, czytniki kodów - to wszystko zostało podane nam w tak przystępny i sympatyczny, a zarazem konkretny i profesjonalny sposób, że wiedzę przyswajaliśmy niemal mimowolnie.

Ale przejdźmy teraz do zajęć z trenerami. Niektórzy byli sporo młodsi ode mnie, ale nie stanowiło to dla mnie problemu. Jestem osobą, która potrafi i chce uczyć się także od młodszych.

Zajęcia uświadomiły mi dobitnie, że NIE ISTNIEJE doskonały sposób na sprzedaż. Wszystkie ograniczenia i niedoskonałości tkwią we mnie. Dopóki nie zdam sobie sprawy z tego, nad czym sama powinnam pracować - moje dyplomy i zaświadczenia zdadzą się psu na budę.

Niektóre ćwiczenia zapadły mi w pamięć na tyle, że o pewnych rzeczach staram się pamiętać za każdym razem, gdy próg mojego salonu przekracza potencjalna klientka.

Przykład? Proszę:

Poproś do siebie drugą osobę. Wyrwij z zeszytu dwie kartki. Jedną daj tej osobie, drugą zatrzymaj. Niech każde z Was złoży kartkę na pół i odedrze prawy, górny róg. Złóżcie teraz swoje kartki wzdłuż i oderwijcie lewy górny róg. Złóżcie kartki na pół i oderwijcie prawy dolny róg.

Rozłóżcie teraz swoje kartki.

Mnie i losowo wybranej Klientce wyszło coś takiego:

A jak Wam wyszedł ten eksperyment? Czy macie taką samą, czy inną"wydzierankę" ;)?

Wniosek:

Nie myślimy identycznie. Często - rozmawiając o tym samym - nie myślimy nawet podobnie.

Warto o tym pamiętać. Precyzyjne "dopytanie" klienta (w naszym przypadku - klientki) i ustalenie, czego od nas oczekuje jest nie do przecenienia.

To tylko mała część tego, czym zajmowaliśmy się podczas naszych spotkań. Nie będę opisywać tu wszystkich ćwiczeń. Musiałabym bowiem siedzieć przy komputerze bity tydzień a mój blog przekształciłby się z bra-bizowego w konspekt szkolenia z technik sprzedaży. Wierzcie mi jednak - naprawdę warto poświęcić swój "pozapracowy" czas na poszerzanie swoich horyzontów i zdobywanie nowej wiedzy. Nawet jeśli nie będzie to się przekładać od razu wprost na zyski Waszych "bizów" - z pewnością kiedyś zaprocentuje. 

sobota, 01 lutego 2014

Dzisiejsze popołudnie "popracowe" przeznaczyłam na zmianę witryny w salonie. Uznałam, że najwyższy czas, by zapanowały w nim walentynkowe klimaty. Może trochę przywcześnie, ale wierzcie mi, w ten sposób spróbuję zapobiec wzmożonym odwiedzinom panów, którzy z obłędem w oczach będą 14 lutego o 16.00 próbowali kupić "coś miłego" dla wybranki swojego serca.

Faceci są wzrokowcami. Od jutra mój salon będzie więc im przypominał, że przezorny zawsze ubezpieczony. Lepiej już teraz, bez pośpiechu wstąpić do Noszę Biustonosze po zmysłową haleczkę lub inny drobiazg, niż w ostatniej chwili kupować byle co.

Witryna od wewnątrz wygląda tak:

Manekiny mają na sobie allesowe haleczki Emotion (pakowane w eleganckie woreczki z czarnej koronki). Na szyjach powiesiłam im drapieżne naszyjniki z czarnych łańcuchów, wzbogaconych o kryształowe serca. Naszyjniki to mój radosny, impulsywny hendmejd, więc proszę o wyrozumiałość (także dla szyby, która bezlitośnie zdradza, że nie została umyta z zewnątrz, muszę to w poniedziałek stanowczo zrobić ;)

Największą trudność stanowiło dla mnie wyklejenie trzech identycznych kształtów serc w każdym polu witryny, ale chyba wyszło w miarę przyzwoicie?

Z dalszej perspektywy Noszę Biustonosze prezentują się od dzisiaj tak: