O autorze
Instagram

Sklep Internetowy NoszeBiustonosze.pl





RSS
wtorek, 29 listopada 2011

 

W czerwcu zamieściłam na blogu porównanie dwóch wersji sportowego stanika Shock Absorber - starszej B109 oraz ulepszonej N109. Konkluzja notki była taka, że SA wciąż się doskonali i że właściwie obecnie jest jedną z nielicznych marek sportowych staników, które mogę z czystym sumieniem polecić.

W międzyczasie zapoznałam się z pokazowym modelem szumnie zapowiadanego sportusa Panache. Niestety, wzornik nie był w moim rozmiarze, więc nie mogłam ocenić ani wygody, ani dopasowania, ani wszystkich tych bardzo ważnych rzeczy, które sportowy stanik powinien biustowi zapewniać. Nie miałam też przy sobie modelki 32G (wzornik miał bodajże taki rozmiar) :(

Utrwaliłam więc wrażenia wzrokowe - spore zabudowanie z przodu, niezbyt powalający design (próbka była w białym kolorze, a ja sceptycznie podchodzę do połączenia sport  - kolor biały) i ramiączka, które, za sprawą struktury materiału, z którego zostały uszyte - sprawiały wrażenie odciskających ślady i niezbyt wygodnych.

Uznałam wtedy, że Panache będzie musiał jednak jeszcze trochę popracować, by dogonić "Szoka".

Mimo to - zamówiłam ostrożnie trochę 70-ek i 75-ek.

No i powiem Wam, że zrobiłam dobrze :)

Kiedy dostałam te staniki i założyłam swój w rozmiarze 32E - zobaczyłam w lustrze WRESZCIE swój biust w wydaniu sportowym Extra. Wyglądał tak, jak zawsze chciałam, by się prezentował podczas moich pseudo-sportowych zmagań (nie oszukujmy się, pójście raz na jakiś czas na siłownię, kijki czy aerobik to nie jest czynne uprawianie sportu ;).

Owszem, jestem najwidoczniej baaardzo próżna, ponieważ idąc "między ludzi" chciałabym wyglądać kobieco i zgrabnie. Renulec w wydaniu sportowym lubi "kulki" ;) Tego  Shock nie był w stanie zapewnić mojemu biustowi, który wykarmił dwoje dzieci i niestety przez to stracił swoją jędrność. W biustonoszach SA osiągałam co prawda daleko posunięty efekt likwidacji baunsu (na mój gust - ok 90-95%), niestety odbywało się to jednak kosztem przypłaszczenia biustu do klatki piersiowej, a co za tym idzie - jego zmniejszeniem optycznym. Właścicielki lejących biustów do rozmiaru 32E niekoniecznie tęsknią za takim efektem ;) Jędrnemu biustowi, czy biustowi o większym rozmiarze SA nie wypracuje tak bardzo aerodynamicznego kształtu, a jeśli nawet trochę, to właścicielka takiego popiersia nie przykłada aż tak takiej wagi do faktu, że jej biust jest w staniku SA mniejszy optycznie o ok. pół miseczki.

Jeśli chodzi o sportowego Panasza - stanik "robi" ładny, krągły, naprawdę 3-D a nie lekko przypłaszczony kształt :) Zawdzięczamy to przede wszystkim fiszbinom, które, dla większego komfortu - znajdują się w silikonowych otoczkach. Poskakałam w nim, "pofikałam" trochę i stwierdzam z pełną odpowiedzialnością, że producent jest słowny - stanik zapewnia zmniejszenie baunsu o obiecywane ok. 80%. To zmniejszenie jest zdecydowanie odczuwalne.  Dół biustu jest w zasadzie unieruchomiony (szczególnie w wersji z zapiętymi z tyłu ramiączkami), góra przy podskokach jednak trochę się porusza i to można było wyczuć, gdy przy podskokach położyłam ręce na biuście.

 

Kwestia moich "ramiączkowych" obaw...

Trzeba pamiętać o tym, że dzisiejsze modele Shock Absorbera to wynik kilkunastoletniej obecności marki na sportowym rynku i wynik ciągłego poprawiania swoich modeli. Nie dziwi więc fakt, że "ichnie" ramiączka wzbudzają zaufanie już od pierwszego kontaktu:


Panache Sport, choć dopracowywany aż przez dwa lata - może na początku budzić pewne wątpliwości, jeśli chodzi o wygodę ramiączek. Szczególnie wtedy, jeśli nie miało się stanika na sobie, a jedynie oglądało zdjęcia lub nawet modele pokazowe.

Spieszę jednak Was uspokoić. Ja co prawda też zasugerowałam się tą strukturą materiału. Z tego powodu z lekkim zdziwieniem stwierdziłam, że...ramiączka są bardzo wygodne. Nic mnie nie uwierało ani nic nie drapało. Ogólnie - ten sportus to jeden z najwygodniejszych staników, jakie dane było mi mieć na własnym biuście. Pod względem wygody ustępuje może jedynie onlyherowemu Espresso ;)

Wiem, że niewiele sklepów zamówiło wersję fioletową tego sportowca. Ja zamówiłam, więc z przyjemnością podzielę się z Wami przy okazji zdjęciem na realnej modelce:


 

Dla chętnych - więcej fotek tego stanika zobaczycie tutaj.

 

Gwoli wyjaśnienia - ta notka nie jest recenzją i nie miała nią być. Wyważoną i obiektywną ocenę modelu Panache Sport znajdziecie na Stanikomanii. Nie komentowałam kasicowej notki, choć miałam wielką chęć. Uznałam jednak, że jako właścicielka sklepu, w którym ten model właśnie się pojawił - mogę zostać odebrana jako osoba, która po prostu ma nie do końca szczere intencje.

Ale mój blog moją twierdzą, a swoje przemyślenia jednak utrwalić bym chciała :)

Nie mogę wskazać jednoznacznie, który model i której firmy jest lepszy, bo w mojej ocenie wszystkie widoczne na powyższych zdjęciach (czarny N109, turkusowy B4490 Shock Absorbera oraz fioletowy Panache Sport) są  warte uwagi.

Bardzo się cieszę, że mam obecnie obie te marki w sklepie, ponieważ uważam, że zarówno jedna, jak i druga ma i będzie miała swoje zwolenniczki. Po lekturze komentarzy pod "sportową" notką na Stanikomanii widzę, że także przeciwniczki, ale to jest w sumie naturalna reakcja żywego rynku. Każda z nas ma swoje oczekiwania wobec sportowego stanika i niekoniecznie muszą się one pokrywać :)

Sądzę, że obie marki znajdą sobie swoje zadowolone odbiorczynie. Tam, gdzie nie uszczęśliwi nas, szczególnie "kształtowo" czy designersko Shock Absorber - przyjdzie z pomocą sportus Panache. Jeśli jednak nie jesteśmy zwolenniczkami staników usztywnianych, na fiszbinie, a lekkie przypłaszczenie biustu to dla nas sprawa drugorzędna  - skorzystamy z propozycji Shocka.

Tak więc uważam, że w obecnej sytuacji wilk syty, Manchester syty, a klientki już tam same wiedzą, na czym zależy im najbardziej ;)

Pozwólcie, że oddalę się teraz z powrotem do świątyni dumania, czyli do kuchni, kończyć pasteryzowanie okazyjnie kupionych w Lidlu, hurtowych ilości czerwonej papryki (jedyne 3,99/kg!) i rozmyślać nad jutrzejszym Dniem Darmowej Dostawy. Tak, ja też zapisałam się do tego porwania :)

wtorek, 22 listopada 2011

 

Co prawda uważam, że gdyby rządy tego kraju dostały się w stanikomaniackie ręce ( cały czas zresztą podtrzymuję swój postulat "Kasica na prezydenta!" :), to żyłoby się nam o wiele lepiej i  łatwiej. Ale nie o polityce chciałam.

Chciałam o reformach. Takich najprawdziwszych, najbliższych nam, kobietom, w dosłownym sensie słowa "najbliższych" :)

Jako wprowadzenie mała retrospekcja:

Rok 1964, wschodnie rubieże naszej socjalistycznej naówczas  Ojczyzny.

Rodzicielka moja, mieszkająca za młodu w malowniczej wsi położonej nieopodal granicy z naszym radzieckim wybawcą - była dziewczęciem urodziwym oraz kochającym taniec. Od domu moich dziadków do granicy ze wschodnim sąsiadem było dosłownie kilkanaście kilometrów, jednak niestety, fakt ten nie miał wpływu na życie kulturalne mieszkańców okolicznych wsi. Choć, patrząc z perspektywy czasu, uważam, że miał, aczkolwiek niekoniecznie był to wpływ zbawienny ;) Odczyty "pro-radzieckich" autorów, akademie "ku czci" w wiejskich klubach oraz zrzeszanie młodzieży w kołach ZSMP trudno bowiem nazwać dzisiaj dobrodziejstwem ;)

Tym sposobem jedyną bezpieczną i niosącą młodym niekłamaną radość  rozrywką były zabawy wiejskie. Zabawy odbywały się najczęściej w remizach strażackich. Wokół sali ustawiano ławki, na których zasiadała starszyzna wiejska stojąca (a właściwie - siedząca ;) na straży moralności swawolącej młodzieży.

Takie imprezy były nie lada wydarzeniem, toteż ściągały na nie tłumy młodych ludzi z okolic nawet samego miasteczka powiatowego, oddalonego o prawie 20 km (przypominam - na wsi samochód posiadał w tych czasach tylko pan naczelnik w gminie)!

Tak więc gruchnęła wieść, że w pobliskiej wsi, oddalonej o parę kilometrów - zabawa!

Całe towarzystwo szykowało się na tańce już od kilku dni. Chłopcy przymierzali koszule non-iron, dziewczyny przeglądały fryzury w "Przyjaciółce".  Nadszedł wreszcie ten szczęśliwy wieczór i gromada rówieśników przyszła pod dom moich dziadków po swoją koleżankę. Mama już, już miała do nich wybiec, kiedy drogę przecięła jej niespodziewanie matka (moja  babcia) i dokonała skrupulatnych oględzin imprezowego stroju. CAŁEGO. Po czym  stanowczo zapowiedziała, że nie ma mowy, by mama poszła na tę zabawę jedynie w cienkich majtkach. Był bowiem styczeń, a na Roztoczu, moi mili, jak mróz ściśnie czasem w grudniu, to trzyma aż do marca! Oczyma wyobraźni babcia widziała już zapewne, jak córka, wróciwszy nad ranem z zabawy - leży z gorączką i zapaleniem przydatków, przysparzając jej kolejnych zgryzot.

Nie pomogły ani prośby, ani groźby.

Moja 18-letnia wtedy rodzicielka musiała skapitulować i wyjść z domu mając na sobie dodatkową sztukę bielizny. Były to ciepłe, bawełniane reformy damskie, czyli tak zwane majtki z golfem :D Nie chcąc jednak wzbudzać sensacji na zabawie - za węgłem domu szybko zdjęła tę krępującą garderobę i schowała ją w zagacie (zagata to ocieplenie wiejskiego domu, wykonane ze słomy i przyciśnięte do ściany kołkami). Po świetnej zabawie przykładna córka wróciła rano do domu. Niestety, nieszczęsne to dziewczę zapomniało zatrzeć ślady swojego nieposłuszeństwa. Dwa dni później ścisnął jeszcze większy mróz. W drewnianym domu z któregoś kąta "ciągnęło" zimnym powietrzem i babcia wybrała się na inspekcję domowych zagat...

Ta opowiastka cieszy się w mojej rodzinie nieustannym powodzeniem i niezmiernie bawi dorastające grono wnucząt i prawnucząt obu pań.

Lubią sobie przypominać o tych wydarzeniach, szczególnie w zimowy czas :)

 

Minęło prawie pół wieku...

Niedawno ja - wnuczka babci i córka zbuntowanej,  nie-zreformowanej rodzicielki, z uwagą przeglądałam katalog, w którym prawie całość bielizny uszyta została z bawełny. Na skutek tych oględzin wstawiłam właśnie do sklepu bawełniane, miękkie reformy wykończone elastyczną koronką :D

Czemu zaopatrzyłam noszebiustonosze w tę wzgardzoną przed laty bieliznę?

Bo, proszę miłych Państwa, ja dzisiaj rozumiem moją babcię. I o ile przez szereg młodzieńczych lat "trzymałam" stronę mamy, to dziś widzę tu same pozytywy i jestem po stronie babci, ponieważ:

- reformy uszyte są z przyjaznego skórze, oddychającego materiału (95% bawełna, 5% elastan);

- chronią przed zimnem jakże wrażliwe i ważne części kobiecego ciała :)

- mają modny retro design,

- producent to firma w 100% polska (nazwa nawiązuje jedynie do włoskich korzeni przedsiębiorstwa), zaś reformy szyte są w 100% w Polsce, więc, cytując informacje zawarte na opakowaniu "kupując je, przyczyniacie się Państwo do rozwoju polskiej gospodarki i dajecie pracę innym" :)


 

 

 

A los potrafi być czasem przewrotny...

Pewna 18-letnia osóbka, kiedy poinformowałam ją o nowym asortymencie w sklepie,  zawołała z radością - Jupi!  Ja chcę! Wreszcie także w zimie będę mogła wyjść w pończochach na dwór!

 


piątek, 18 listopada 2011

 

To przekonanie towarzyszy mi już od dłuższego czasu. Ostatnio pisałam o warsztatach brafittingu na lubelskim UMCS-ie. Kilka dni później miałam okazję spotkać się z paniami studentkami Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Biłgoraju. I jedne, i drugie uczestniczki warsztatów wykazały żywe zainteresowanie tematem, przy czym, ku mojemu zaskoczeniu, te drugie zadawały więcej pytań :)

Pierwsze mogłyby być córkami i wnuczkami drugich, więc wydawałoby się, że żyją w dwóch różnych światach, prawda?  Jednak na przedstawiany przeze mnie temat z pewnością mogłyby wpólnie podyskutować gdyby tym dwóm grupom przyszło kiedykolwiek się spotkać :D

 

Zdjęcie udostępnione przez KNZiM UMCS Lublin ( dziękuję :)

 

 
1 , 2 , 3