O autorze
Instagram

Sklep Internetowy NoszeBiustonosze.pl





RSS
środa, 27 listopada 2013

Ze zdumieniem stwierdziłam, że choć mamy jeszcze listopad - w sklepowych witrynach pojawiły się już oznaki Świąt Bożego Narodzenia. Dzisiaj rano rozbawiły mnie więc białe, puchate, wystawowe gwiazdki w zestawieniu z pięknym słońcem, które postanowiło zawitać właśnie do Biłgoraja. Śniegu jeszcze nie mamy, ale na dworze jest jednak zimno. 

Ech, ta żarłoczna komercja... Co robić, wlazłaś między wrony, Renulcu, to bierz się do roboty! - pomyślałam. 

Tak więc zaraz, jak tylko kawę sobie zaparzę, mam zamiar spełniać się artystycznie, zaś odpoczywać w tzw międzyczasie brafittingując biłgorajskie panie ;)

 

A jak jest u Was? Czy świąteczny szał ogarnia już sklepowe witryny w Waszych miejscowościach?

sobota, 23 listopada 2013

Sprężystym krokiem wkroczyła do mojego salonu. Krytyczne oko w ekspresowym tempie bacznie spoczęło tu i tam. Widocznie nie wydałam jej się groźną przeciwniczką, skoro bez rozgrzewki zadała pierwszy lewy sierpowy.

- Jaki wielki lokal! Pani tu się nie utrzyma! Po co pani tu w ogóle przyszła? Przecież nie zarobi pani nawet na połowę czynszu! -  Jej prawa, cieniutka jak moje marzenie o odchudzaniu brew uniosła się wysoko do góry. 

Członkini Ruchu Swobodnego Biustu czy dywersantka? Ki diabeł? - przemknęło mi przez lekko zamroczoną głowę. Cios nastąpił zdecydowanie przed gwizdkiem. Jednak pomimo niesportowego zachowania ze strony nieoczekiwanej sparringpartnerki - przybrałam dobrą minę do gry, która, jak szybko oceniłam, nie zapowiadała się na dobrą. Przeciwniczka nie chciała przyjacielskiego treningu, po którym ramię w ramię wypiłybyśmy po butelce niegazowanej Nałęczowianki. Chciała najwyraźniej nokautu.

Instynktownie ustawiłam gardę.

- Niezbyt dobrze mi pani życzy. Szkoda, że nie dostrzega pani pozytywów wynikających z pojawienia się mojego przybytku w tym miejscu. Ja jestem pewna, że kobiety w Biłgoraju będą chciały nosić dobrze dopasowane biustonosze i dzięki temu - wyglądać lepiej i zachować swój biust w dobrej kondycji. Co za tym idzie - da mi to szansę nie tylko na przetrwanie w tym miejscu, ale także na rozwój mojego salonu. 

Wykonała odskok. Rzuciła mi szybkie, zimne, okrutne spojrzenie godne Tysona. Włożyła ochraniacz na zęby. Skończyły się żarty.

- A te staniki? Kto widział takie ceny! 140złotych? Przecież to niesłychane! Nikt tego nie kupi! Poza tym one są strasznie brzydkie, nic mi się nie podoba! - cios był mocny, celny i bolesny. Jak każdy podbródkowy zresztą. Zatoczyłam się. Opadłam na liny. Z rozciętej górnej wargi zaczęła kapać krew. Uuu, wiedziała, jaka jest moja słaba strona! Zaatakowała moje ukochane biustonosze!

Na szczęście nie zaliczyłam podłogi, odbiłam się od lin. Starałam się zachować zimną krew, choć buzowały we mnie emocje a wewnętrzny głos wołał "zwarcie! zwarcie!".

Zrobiłam krok w tył. Wiedziałam jednak, że jeśli będę się cofać lub nadużywać uników jej pewność siebie, częstotliwość ataków i prawdopodobieństwo wygranej - wzrośnie. I tak zresztą szanse były nierówne - ja byłam totalną amatorką zaś ona zachowywała się jak wytrawna, zaprawiona w wielu bojach zawodniczka.

Błyskawiczny skok adrenaliny zawsze sprawia jednak, że moje IQ wariuje i w przypływie samozachowawczego instynktu - osiąga wartość IQ Dody. Nic dziwnego, że właśnie wtedy momentalnie mnie olśniło. Skojarzyłam tę postać. "To o niej krążą po mieście legendy, matki straszą nią dzieci a żony mężów wracających do domu po wypłacie przez Sitarską! O niej smętne dumki śpiewają przejezdni przedstawiciele handlowi! Tak! To z pewnością ona! Postrach wszystkich sklepów przy głównej ulicy!" pomyślałam. Włos zjeżył mi się na glowie, a na ciele pojawiła się gęsia skórka.

Nokaut to dla niej codzienność i bułka z masłem, która ją znudziła. Zdałam sobie sprawę z tego, że ona chciała krwi. Na dokładkę - świeżej.

"Walcz albo giń, Renulcu" powiedziałam sobie w myśli i zrobiłam podejście.

- Panie przyszły do mnie na zakupy czy na rekonesans (dwa kroki za moją przeciwniczką dreptała jej asystentka, uśmiechająca się przepraszająco; widocznie przywykła już do impulsywnych zachowań krewkiej kompanki)...?

Chyba ubawiłam ją tym, że w ogóle ośmieliłam się  podejść w przód i popatrzeć jej prosto w oczy, tak jak starego łownego kota bawi młoda mysz, podskakująca mu do wąsów.

- Przecież pani i tak w końcu trafi do mnie! - wycedziła przez zęby, uśmiechając się przy tym pobłażliwie. 

Pamiętajcie jednak, by NIGDY nie lekceważyć przeciwnika, nawet tego z niższej półki. Zbytnia pewność siebie zgubiła już niejednego utytułowanego championa. Wykorzystałam jej dekoncentrację i wymierzyłam precyzyjny prawy prosty.

- Do pani? Proszę mi wybaczyć, ale nie wiem, z jakiego powodu miałabym się stąd wynosić, skoro dopiero co się "wniosłam". Poza tym - naprawdę nie mam pojęcia kim pani jest. Nie pochodzę z Biłgoraja i nie znam wszystkich jego mieszkańców, nawet tych mieszkających tu baaardzo długo (wiem, wiem, nawiązanie do wieku nie było zbyt eleganckie z mojej strony).

Twardzielka. Odchyliła się, ale widocznie wyprowadziłam ją tym stwierdzeniem z równowagi, ponieważ zaczęła zadawać chaotyczne ciosy na oślep.

- Mniejsza z tym, jak się nazywam!

- Mam lokale na Wzdłużnej, obecnie prowadzi tam działalność tylko fryzjerka!

- Na pewno u mnie nie będzie pani miała strat tak jak tutaj!

- Czynsz to jedyne 1000 złotych!

Zrobiło mi się jej szkoda, ponieważ jej zachowanie było podyktowane najprawdopodobniej przyzwyczajeniem, że z uwagi na pozycję małżonka - przez X lat "czapkowało" jej pół miasta. Któż z nas jest nieczuły na komplementy, kadzidło i wazelinę? Kto wie, jak ja zachowywałabym się, gdyby przez bardzo długi szmat czasu utrzymywano mnie w przekonaniu, że jestem pępkiem świata? A potem - z dnia na dzień pozbawiono wszelkich przywilejów? Wiedziałam jednak, że jeśli pokażę podbrzusze - ona to wykorzysta i bez mrugnięcia okiem zada mi morderczy cios poniżej pasa.

Nie spodziewała się lewego prostego. A ten mam celny od dziecka (moi koledzy z podwórka coś mogą o tym powiedzieć ;). I mocny.

- Wie pani co, do tej pory mój salon mieścił się na ulicy Widok. Większość klientek narzekała jednak, że nie jest to główna ulica. Pomimo przestronnego parkingu, dobrego dojazdu, dobrych warunków lokalowych - wciąż nie były zachwycone tym, że mojego sklepu po prostu nie widać na zewnątrz. Nie bardzo kojarzę, gdzie jest ulica Wzdłużna, więc podejrzewam, że z deszczu weszłabym pod rynnę. Proszę mi wybaczyć, ale jestem zajęta. Zapraszam w przyszłości na prawdziwe zakupy. Nie jestem w tym miejscu zainteresowana tematem innym niż brafitting.

- Brafitting? O czym pani w ogóle mówi? Czy pani chce mnie obrazić? Jestem uczciwą, porządną obywatelką tego miasta! Wszyscy mnie tu znają i szanują! Ja mieszkam w Biłgoraju z dziada-pradziada! Płacę podatki! Pani zaś daleko nie zajedzie, skoro jest pani taka nieuprzejma, a poza tym nie pochodzi pani stąd! Do widzenia i nie życzę pani powodzenia!

Trzasnęły drzwi.

Otarłam pot z czoła. Zdjęłam rękawice.

I zaczęłam się śmiać.

Nie zdawałąm sobie sprawy z tego, że mój mały biznesik wprowadził ostatnimi czasy w Biłgoraju takie zamieszanie. Gdyby jednak ktoś jeszcze chciał poboksować - zapraszam ;)

P.S.

A przez resztę dnia podśpiewywałam sobie wraz z kabaretem Ani Mru Mru piosenkę Włodzimierza Wysockiego:

poniedziałek, 11 listopada 2013

Od dawna głowiłam się, jak powinna wyglądać debiutancka witryna mojego sklepu.

Długo szukałam niezbędnych informacji w prasie branżowej, internecie itp. Niestety, to, co wpadło mi w oko i co mogłoby stanowić dla mnie inspirację - okazało się awykonalne. Powód był prozaiczny - parapet okazał się zbyt wąski, czasu miałam malutko i tylko dwie ręce do pracy.

Postawiłam na intuicję. Pomyślałam sobie, że zrobię witrynę taką, na jaką ja osobiście zwróciłabym uwagę, czyli witrynę z przesłaniem.

Niedawno otrzymałam od jednego z moich ulubionych dystrybutorów spory baner. Pierwotnie  (jako, że na nowym miejscu dysponuję sporą powierzchnią) miał zawisnąć w drugim pomieszczeniu (nazwanym przeze mnie roboczo eventowym). Jednak, gdy tylko został rozpakowany - wiedziałam od razu, że powinnam pokazać go koniecznie całemu światu:

Pomysł na przesłanie witryny nasunął się sam - "Uwolnijcie mnie ze sztywnych ram niedopasowanych staników!".

W celu jego urzeczywistnienia własnoręcznie wykonałam ramę ze styropianowych, sztukateriowych listew (przy okazji - przyrząd zwany ukośnicą potrafi uratować czasem dobrą atmosferę w domu ;), którą następnie pomalowałam na srebrny kolor. Rama zawisła kilka centymertów przed banerem:

Po obu stronach banera znalazły się biuściaste popiersia, ustawione na niewielkich kolumnach akustycznych (wyszperanie kolumn w przepastnym garażu oraz sprejowanie - naturalnie made by renulec ;).

Reszty kompozycji dopełniły różnokolorowe centymetry, a tzw. "witrynowe luzy" wypełniłam kolejnymi torsami i ekspozytorami rajstop:

Całość nie wyszła chyba najgorzej?

Niemal w tym samym czasie pan z biłgorajskiego Big Printu oklejał górne pola witryny satynowaną, transparentną  folią:

a następnie przymocował styrodurowe logo:

Voila!

Tak Noszę Biustonosze wyglądały z zewnątrz pierwszego dnia pracy na nowym miejscu:

Hm... Nie przepadam za makaronikowymi zasłonkami w witrynach, ale może by jednak je zawiesił w tych bocznych panelach? Jak myślicie?

 

 
1 , 2