O autorze



Sklep Internetowy NoszeBiustonosze.pl





RSS
piątek, 31 grudnia 2010

 

Myślałam, że stary rok pożegnam w spokoju - sprzedaż nie była w grudniu najgorsza, więc kwitów sporo, ale wszystkie są już skompletowane i karnie tkwią w segregatorku. Zaległe faktury zapłacone (naturalnie te z wymagalnym terminem, nie wyrywamy się przed szereg;), zamówienia porobione.

Nic więcej, tylko robić remanent i zamykać 2010.

A tu pojawił się dziś nieoczekiwanie miły gość - marka Bestform - wzorniki kolekcji wiosna/lato 2011, oraz bazówka.

Na zdjęcia jest za późno, czasu mało, światło złe i modelki nie mam żadnej pod ręką, ale nie przeszkadza mi to co i rusz zaglądać do pudła z przesyłką, wyciągać po jednym staniku, podziwiać design, jakość, wygodę. Mam już swojego ulubieńca, a może dwóch, ok...tak właściwie to trzech mam :))

Humor towarzyszy mi iście szampański w związku z tą wizytą. Szampański - dosłownie
i w przenośni:

 

Tym bardziej, że mamy z Bestformem do poniedziałku czas na to, by się zaprzyjaźnić ;)

 

A teraz zmykam zmywać maseczkę.

 

Do siego roku!

 

 

 

 

czwartek, 23 grudnia 2010

 

Mistrzynią rondla to ja nie jestem, ale kuchnia zawsze działała na mnie relaksująco.

Zaś podczas całego ostatniego roku to śmiem twierdzić, że wybitnie relaksująco :)

Wyjadam nadzienie na pierogi, w piekarniku jakieś mięsiwo się dopieka, a w garnkach - kto wie, co się pryczy ;)

Od rana w radiu kolędy, jakoś tak się zrobiło świątecznie, pomimo tej pluchy za oknem...

 

 

 

wtorek, 21 grudnia 2010

 

Notka popełniona pod wpływem wydarzeń sprzed pół godziny oraz emocji, które targają całym moim jestestwem jeszcze do tej pory.

Otóż, gdzieś tak koło 19-ej, kiedy w domu pojawił się TŻ, po wymianie poglądów "za" i "przeciw" , wyruszyliśmy na przedświąteczne zakupy. Późno? Niekoniecznie. Nie jestem typem, który do świąt przygotowuje się miesiąc, wolę wtedy być.

Jednak wartości wyższe swoją drogą, a zakupy zarobić trzeba, coby z głodu nie zejść podczas celebracji, nes pa. Wybór nasz padł na jeden z supermarketów. Wszystko w jednym miejscu, tanio, a przede wszystkim SZYBKO.

U wejścia powitały nas poisencje oraz hiacynty, ozdobione bombkami i Mikołajami (zaiste, hiacynt i Mikołaj, co za trafna kompozycja!). Oraz pewien szczupły blond-młodzian, który wszem i wobec obwieścił do zawieszonej przez ucho słuchawki, że "teraz włączyłem na konferencyjny, możemy rozmawiać swobodnie". Tym sposobem, gdziekolwiek się nie znajdowaliśmy (a dziwnym trafem zawsze gdzieś w jego pobliżu), byliśmy mimowolnymi słuchaczami jego rozmów typu "biznesowego".

"Młode wilki, w pogoni za sukcesem. Nawet kupując marchewkę na święta, nie są w stanie się zdystansować. Przejdzie mu z wiekiem" obwieściłam pobłażliwie, porozumiewawczo puszczając oko do TŻ-a.

Przebiegliśmy przez warzywa, przyprawy, nabiał. Właśnie przeprawiałam się ku alkoholom, gdy do moich uszu dotarły słowa "naszego" szczupłego blondyna "Co pani robiła przez cały dzień? Nooo, ja widzę, że pani NIC nie robiła! " i tym podobne. Ze zdziwieniem skonstatowałam, wychynąwszy zza pryzmy ptasich mleczek (9,99zł), że młody ów człowiek nie prowadzi już rozmowy przez telefon, a najzwyczajniej musztruje panią, obsługującą stoisko, przy którym stoję! Ujawniłam się w całej swej krasie, omijając zręcznie czatujące na mój łokieć  wedlowskie czekolady, by swoją obecnością speszyć lekko młodziana, w którym domyśliłam się jakiegoś zwierzchnika nieszczęśnicy. Na widok klienta powinien zamilknąć, prawda? Jak mawiają wszyscy mentorzy oraz architekci kariery - nasza kadra menadżerska świadczy o nas przecie!

Ależ, okazało się - nic podobnego! Blondas nabrał na mój widok wiatru w żagle i dawajże, wypytywać tę panią na cały dział, "ileż to ona pracuje w tej firmie, długo, prawda?". Pani na to, że "teraz święta, towar znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pół godziny temu dokładała, naprawdę!". Pan Przemądry nie dał wiary jej słowom, a jego przesłuchanie (nazywajmy rzeczy po imieniu) stawało się coraz bardziej głośne i żenujące.

Odeszliśmy na bok, w celu udania się do kas.

Jednak nie. Wróciłam.

Nie potrafię udawać, że nic się nie dzieje, kiedy, kurtka na wacie, jakiś szczaw, najprawdopodobniej prosto po studiach, "przeciąga po szmacie" kobietę, która mogłaby być jego matką! Zostawiłam w tyle lekko skonsternowanego TŻ-a i natarłam na Bladego Blondyna.

Nie bardzo pamiętam, com mu tam nagadała, ale był chyba zbyt zaskoczony, by wydukać z siebie cokolwiek.

Lawirując pomiędzy artykułami z działu chemii gospodarczej oraz kosmetyków, dzieląc się swą dezaprobatą wobec takich "menadżerskich" zachowań  z innymi klientami supermarketu, udaliśmy się na parking, gdzie, warknąwszy pod nosem kilka epitetów pod adresem wiadomego osobnika (z czego co najmniej jeden, o ile dobrze pamiętam,  zaczynał się na "d"), pomogłam przepakować zakupy do bagażnika.

Przyjechaliśmy do domu.

Na swoim terenie, opanowawszy lekkie wzburzenie, wypytałam dokładnie TŻ-a, czy bardzo się za mnie wstydzi i czy mnie nie poniosło zbyt.

"No, żartujesz chyba? Pietkiewicza mogłaś sobie co prawda darować, bo ten młodzian nie wyglądał mi, mimo skończonego zapewne marketingu i zarządzania, na kogoś, kto wie, kim był ten pan i jaki poradnik popełnił, ale co do reszty - całkowicie się z Tobą zgadzam! Żenada - prawda, powinien się wstydzić - prawda, pani mogłaby być jego matką - prawda, i powinien uważać na szkoleniach z HR - prawda, ha, po trzykroć prawda! Powinien szanować podwładnych i twoja noga tam więcej nie postanie, zaś twoje zakupy mogą traktować jako pożegnalne - nie ulega wątpliwości!" odrzekł rozbawiony. A smutno dodał  "Wybacz, ale Ty młoda i głupia jeszcze jesteś. Uważasz, że takie sceny to rzadkość? Ja myślę, że większości nie widzimy, ponieważ wydarzenia tego typu rozgrywają się najczęściej na zapleczu"...

Nie mam pracowników. Ale jeśli kiedykolwiek kogoś zatrudnię - nie będę się nad nim wytrząsać, nie będę się nim NIGDY zasłaniać. Będę go szanować i godnie opłacać. Niedoceniony, upokorzony i sprowadzony do parteru człowiek nie będzie pracował z zaangażowaniem, a jego pasja i zainteresowanie pracą będą zawsze pozorne.

Póki co - nikogo nie zatrudniam, ale mam nadzieję, że kiedyś do tego dojdzie.

I nie będę brała przykładu z tego supermarketu, jeśli chodzi o sposób traktowania pracowników. A jeśli, mimo wszystko, ktoś kiedyś powie, że Renulec to wredna małpa, co się znęca nad pracownikami, to przypomnijcie mi tę notkę, co? Wydrukuję ją wtedy i przykleję sobie centralnie na czole. Słowo honoru daję.

 

Oprócz tego, z przygotowań świątecznych, uprałam i uprasowałam przeogromną firanę, z czego jestem bardzo dumna.

 

I to by było chyba na tyle.

 

Z kuchennego centrum dowodzenia przedświątecznym rozgardiaszem pozdrawiam

-Renulec ( vel Walcząca z Garami ;)

 

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5