O autorze
Instagram

Sklep Internetowy NoszeBiustonosze.pl





RSS
wtorek, 30 grudnia 2014

Jedna z moich dzisiejszych Klientek powiedziała mi, że Sylwestra spędza zawsze w nowej bieliźnie, ponieważ zapewnia jej to pomyślność finansową w ciągu całego kolejnego roku. Dziwiła się, że ja - właścicielka bieliźnianego przybytku - nie znam tego dość starego przesądu.

Oczywiście rychło poszperałam w necie i faktycznie! Znalazłam kilka portali, gdzie mniej lub bardziej żartobliwie zaleca się paniom powitać Nowy Rok w nowych dessousach, najlepiej jeszcze z metką (zabijcie mnie - nie mam pojęcia, jakie magiczne znaczenie ma metka, oprócz tego, że może porysować plecy lub w nieodpowiednim momencie wysmyknąć się z sylwestrowej kreacji ;).

Z pewnością spora część z Was ma nową bieliznę w swoich szufladach, nie zapominajcie więc, by włożyć ją na siebie przed jutrzejszym wieczorem. A te, które nie mają akurat nic nowego niech wykorzystają kilkanaście najbliższych godzin, by kupić sobie choćby podwiązkę. 

Nie muszę chyba dodawać, że z miejsca stałam się gorliwą orędowniczką tej zasady i będę ją głosić do końca jutrzejszego dnia pracy ;) ?

Czy spotkałyście się już z tym bieliźnianym zwyczajem, czy tak jak dla mnie - jest dla Was nowością?

 

Korzystając z okazji życzę wszystkim imprezowiczom szampańskiej zabawy sylwestrowej, a domatorom - pięknej, nastrojowej nocy w gronie oddanych przyjaciół. 

Do siego roku kochani!

niedziela, 14 grudnia 2014

Wejście katolickiego księdza do mojego salonu lekko mnie zdziwiło. Pomimo tego zachowałam uprzejmy wyraz twarzy i z uśmiechem zapytałam, w czym mogę pomóc.

- Pewnie pani myśli, że pomyliłem sklepy? 

- Proszę księdza, mnie też obowiązuje tajemnica zawodowa - zażartowałam.

Szczerze mówiąc miałam cichą nadzieję, że duchowna osoba nabędzie choć karnet podarunkowy (przecież księża też mają matki i siostry!). Tymczasem sprawa wyjaśniła się szybko.

- Widzę, że ma pani takiego przepięknego manekina w witrynie, a my właśnie szukamy czegoś wyjątkowego do szopki świątecznej. Chodzi konkretnie o postać Marii Panny.

Ksiądz był sympatyczny i gawędziło się nam bardzo miło. Szybko jednak wytłumaczyłam mu, na czym polega potęga reklamy i że nie wszystko złoto, co się świeci. Moja Ziutka w rzeczywistości jest już dość wysłużona i każde przemieszczanie znosi kiepsko. 

Pomimo mojej odmowy rozstaliśmy się w przyjacielskich nastrojach.

Refleksja moja zaś brzmi - może i lepiej, że nic z tego nie wyszło, bo jak tu potem ustrzec się skojarzeń? Jak miałabym czelność odziać Ziutę w stringi czy (nie daj Bóg!) - jakieś seksowne body ;) ?

DSC06705

 

 DSC067032

 DSC067141

19:17, renulec
Link Komentarze (5) »
środa, 03 grudnia 2014

Dzisiejszy wpis zamieszczam z niekłamaną przyjemnością. Czemu? Ponieważ wciąż jeszcze za rzadko polscy producenci biustonoszy łapią mnie za serce od pierwszej przymiarki nowego modelu (właściwie to chyba powinnam napisać - za biust ;) ?).

Bo najczęściej jest tak, że przeważnie jak już otrzymam tę stanikową beczkę miodu to zawsze napatoczy mi się w niej łyżka dziegciu. I tak na przykłąd - jeśli biustonosz wypracowuje oczekiwany przeze mnie kształt, to uszyty jest z marnych materiałów lub ma po prostu brzydkie detale, jesli obwód jest wygodny, to często uszyty z pojedynczej koronki (wiadomo - ryzyko szybkiego rozciągnięcia spore), jeśli kształt, materiały i dodatki biustonosza mnie zadowalają to zwala mnie z nóg cena (a skoro mnie zwala, to najprawdopodobniej moje klientki tym bardziej zwali).

I bądź tu mądra, właścicielko stanikowego przybytku!

Jak zadowolić większość pań, które poszukują wygodnego, pięknego, nie drenującego portfela, a przy tym koniecznie dobrej jakości stanika? Jak trafić w kolor? W krój?

Odpowiedź jest prosta - nie da się! Po prostu się nie da! Bo ile kobiet, tyle oczekiwań względem poszukiwanego biustonosza.

Ja jednak nie ustaję w eksploracji polskiego rynku bieliźnianego. Co jakiś czas nagabuję polskich producentów, proszę o wzorniki, pytam o warunki współpracy. Wszystko właśnie po to, by powiedzieć moim klientkom - oto daję Wam polski stanik, którego ani ja, ani Wy wstydzić się nie będziecie!

Z marką Nessa współpracuję od wiosny tego roku (w marcu recenzowałam dla Was model Telimena). Jest to młoda marka, ale pokładam w niej spore nadzieje. Cieszy mnie przede wszystkim to, że jest zawsze otwarta na dialog a moje uwagi  są zawsze uważnie wysłuchiwane. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie ;).

Nie zdziwi więc Was zapewne fakt, że każdy nowy, udany produkt Nessy witam z entuzjazmem.

Tak jest i tym razem.

Jesli więc któraś z Was "odnajduje się" w kroju balkonowym i poszukuje biustonosza:

- w ciemnym kolorze (a jesienią i zmią spora część pań takie wybiera),

- koniecznie softa (czyli posiadającego nieusztywnianą miseczkę),

- ozdobionego dyskretną przywieszką (ja mam na tym punkcie małego bzika, ale okazuje się, że spora część kobiet także) oraz pięknym haftem,

- o dobrze pracującym, niesznurkującym obwodzie i wygodnych, regulowanych na całej długości ramiączkach,

- pochodzącego z najnowszej kolekcji i w cenie poniżej 150zł,

- koniecznie polskiej produkcji.

 

To podpowiem Wam bez wahania

- gorzko-czekoladowa Toni od Nessy!

Biustonosz szyty jest w polskiej rozmiarówce, która przedstawia się następująco:

65 E-N

70 D-M

75 C-L

80 B-K

85 B-J

90 B-I

95 B-H

A tu rozmiar 75G nabiustnie:

Jak widzicie - stanik nadaje biustowi kulisty kształt. Nie jest wysoko zabudowany pod pachą i ma dość szerokie ramiączka. Obwód to mocna, choć pojedyncza siatka. Jest dość łągodny, ale wystarczy zmierzyć dla porównania mniejszy, by zadecydować, w którym jest wygodniej. Moje kientki przyjęły Toni bardzo ciepło, sprawdza im się pod ciemnymi ubraniami a pod czarnymi przezroczystościami z powodzeniem udaje stanik w czarnym kolorze. Pomimo tego, że Toni jest szyta jeszcze w kolorze rubinowym - u mnie przyjęła się właśnie ta gorzka czekolada. Jak to któraś z mierzących ją pań słusznie stwierdziła - gorzka czekolada, a osłodzi mi zimowe dni!

Nic więc dziwnego, że po takich słowach na moich wieszaczkach rychło pojawiło się więcej rozmiarów tego modelu:

Zachęcam Was do zaprzyjaźnienia się z Toni i z marką Nessa. Pytajcie o nie w swoich sklepach z bielizną. Uważam, że naprawdę warto!

 

PS

Wpis nie jest sponsorowany. Pochwały oddają moje autentyczne uznanie dla jakości i estetyki modelu Toni a przy okazji - dla zauważalnego progresu (mam na myśli stylistykę, użyte materiały i dodatki oraz rozmiarówkę), jaki marka Nessa poczyniła od wiosny. 

Mam u siebie jeszcze jednego fajowskiego nessowego softa (tańszego!) ale o nim napiszę za jakiś czas. Oczywiście, jeśli tylko chcecie?