O autorze



Sklep Internetowy NoszeBiustonosze.pl





RSS
piątek, 25 kwietnia 2014

Nareszcie doczekałyśmy się PRAWDZIWEJ wiosny, a co za tym idzie - sezonu imprezowo-ślubnego. Panie, które przez cały rok dbają o swoją kondycję fizyczną przesiadły się właśnie z orbitreków na rowery lub zamieniły bieżnie elektryczne na te pod odkrytym niebem. Przed wyjściem na spotkanie towarzyskie "robią" sobie jedynie fryzurę i mejkap, ponieważ resztę ciała mają pod kontrolą i w każdej sukience będą wyglądać bosko.

Jak zapewne Wam wiadomo, prawo Murphy'ego mówi, że sprawa raz odłożona dalej odkłada się sama. Te osobniczki, które je respektują i które  pracę nad własnym ciałem odłożyły na później mają dzisiaj niezły zgryz. Za gnuśność swoją (owszem, ja też niestety zaliczam się do tej grupy) ponosimy więc teraz daleko idące konsekwencje z wałkami tu i ówdzie oraz odznaczającym się pod ubraniem cellulitem włącznie.

W panice rzucamy się więc na bardziej lub mniej mądre diety, bardziej lub mniej wyczerpujące zestawy ćwiczeń. "Jeszcze tylko dwa tygodnie zostały do wesela kuzynki Ziuty! Nie mam co na siebie włożyć, w nic się nie mieszczę i ogólnie - wyglądam jak na wróble podtuczony strach!" - żalimy się swoim Połówkom. Rozsądni panowie milczą, ci mniej roztropni - przytakują, a nawet (o, niebaczni!) podsuwają nam swoje pomysły na pozbycie się nadprogramowych krągłości.

Tymczasem, nie oszukujmy się, zresztą każdy lekarz przyzna mi rację - radykalne, szybkie chudnięcie jest szkodliwe dla organizmu. Skoro chcemy atrakcyjniej i szczuplej wyglądać "na pojutrze", to nie spędzajmy tego czasu o listku sałaty i wodzie, bo zaprocentuje to tylko i jedynie fizjonomią zombie.

Jak można szybko pozbyć się odznaczających w okolicy talii wałeczków, a zarazem zgrabnie wyeksponować biust? Odpowiedź jest prosta - wyszczuplająca halka pod biust!  Pomysł nie jest nowy, ponieważ korzystał z niego już jakiś czas temu nieoceniony Gok Wan. Jego halki Divine Outline cieszą się w UK wielkim powodzeniem.

W Polsce dostępnych jest kilka modeli podobnych halek, jednak przemówił do mnie jedynie  jeden - oparty na niemal bliźniaczym do "gokowego" kroju pod biustem:

 

Uszyła go firma Naturana.

Prawda, że widać podobieństwo?

Zdjęcie pochodzi z profilu marki Naturana w serwisie społecznościowym facebook.


Niestety, nie mam pojęcia, jak przedstawia się sprawa podobieństwa od strony jakości materiału. Onegdaj miałam w ręku halkę wyszczuplającą od Goka i przyznaję, że zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie - materiał był niezbyt gruby, ale mocny. 

Halka od Naturany (linia Cybele, model 14390) uszyta jest z cieńszego materiału, ale według mnie też sprawdzi się jako lekki "trzymacz" naszego ciała. Można dzięki niej zniwelować wałeczki w okolicy brzucha czy bioder i dzięki temu -uzyskać bardziej opływowy kształt tułowia w części boczkowo-plecnej. Wycięcie pod biustem sprawdza się o wiele lepiej niż wycięcia w podobnych halkach polskich producentów. Dzięki zastosowaniu dwóch zakładek - biust jest dodatkowo zebrany z boków a dekolt halki gładko do niego przylega, dyscyplinując dodatkowo ewentualne, nadprogramowe partie ciała wyciśniętego przez ściślejszy obwód biustonosza.

Ramiączka halki są regulowane na całej długości. U dołu posiada ona pasek silikonu, który zapobiega przesuwaniu się jej po ciele. O ile na nogach bez pończoch pasek ten spełnia swoje zadanie, to na odzianych w pończochy trzyma niestety gorzej. Na szczęście jednak halka jest tak wyprofilowana, ze nie ma mowy o tym, by podsunęła się dalej niż do połowy ud ;)

Halkę miałam wczoraj na sobie przez cały dzień i spodobała mi się tak bardzo, że założyłam ją dzisiaj po raz kolejny. Nie krępuje ruchów, dobrze opina sylwetkę, jest wygodna, a zarazem nadaje mojej figurze odrobinę lżejszy rysunek. Nie jest to mocny wyszczuplacz, w którym ciężko siedzieć lub się schylić (brrr, nie lubię takich!). Zakwalifikowałam ją do grupy wygodnej, codziennej bielizny  shapewear, która ułatwia życie i poprawia kobiecą samoocenę.

Jesli w Waszej okolicy możecie gdzieś przymierzyć tę halkę - polecam, uważam, że warto.

piątek, 18 kwietnia 2014

Tak moim zdaniem powinien nazywać się ten biustonosz, a nie jakaś tam nudna Darcy!

Pochodzi z aktualnej (SS2014) kolekcji brytyjskiej marki Cleo. W mojej ocenie jest to biustonosz, w który koniecznie powinna zaopatrzyć się przed latem każda młoda duchem kobieta.

Napisałam - w mojej ocenie - ponieważ wiem, że zaraz podniosą się głosy bieliźnianych konserwatystek, że niepraktyczna, że kolory nie do przyjęcia i w ogóle - co to za deliryczne printy? ;)

Prawda jest taka, że o Los Flamingos można napisać wiele, ale z pewnością nie to, że schowa się bez śladu pod cienką jasną bluzką, a różowe ramiączką wystające z dekoltu nie zwrócą na siebie uwagi.

Czyli teoretycznie - absolutnie nie jest to model, który w niewielkim miasteczku, takim jak Biłgoraj, będzie miał tzw "darcie". Ja jednak mocno wierzę w to, że Biłgorajanki orientują się w modowych trendach a w ich duszach (już coś o tym wiem!) tkwi zapotrzebowanie na odrobinę bieliźnianego szaleństwa. Mam więc nadzieję, że Różowy Flaming spotka się z (co najmniej) równie ciepłym przyjęciem, jak ongiś kraciasta Sadie czy"jagódkowa" Martha.

Wypracowuje taki sam kształt jak poprzedniczki, przy czym budzi większe emocje, ponieważ kolor i wzór materiału pokrywającego miseczki jest lekko kontrowersyjny. To już nie jest kraciasty print, nawet nie w kółeczka! To wyższy stopień bieliźnianego wtajemniczenia - puszczenie oka w kierunku określonego stylu, tu konkretnie - w kierunku amerykańskiego ogrodowego mainstreamu lat 50. "Ichnie" różowe flamingi z tego okresu, ustawione przed domem czy w ogrodzie porównywane są często z naszymi plastikowymi krasnalami, a co za tym idzie - stanowią symbol złego gustu, czy wręcz - kiczu. Jednak TE różowe flamingi na limonkowym tle, a do tego różowa koronka i różowe ramiączka to nie jest prosty kicz! To żart, wspomnienie tego, co "se ne wrati", nostalgia.

Jednym zdaniem - ten stanik to KICZ ŚWIADOMY stanowiący lekką kpinę z konwencji. 

Uwielbiam takie prowokacje, tak jak uwielbiam we współczesnych kuchniach stare makatki kuchenne z napisami "Świeża woda zdrowia doda" czy "Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść". Owszem, nie po raz pierwszy to pewnie napiszę (zresztą wcale tego się nie wstydzę) - jestem sentymentalna. Tęsknię nie tylko do smaków z dzieciństwa (ech, ten chleb z wiejską śmietaną, posypaną cukrem!), ale także do pewnego jelenia na rykowisku i pewnej haftowanej makatki. I gdybym mogła cofnąć czas, z pewnościę nie zamieniłabym ich na żadne dzieła sztuki.

 Uf, to się wywnętrzyłam i rozczuliłam, teraz maruderki mogą sobie używać ;)

A ja marudzeniu daję odpór, bo właśnie zaraz pobiorę z magazynku swojego Czerwonaka Różowego (tak również nazywane są flamingi różowe). Co więcej - mam zamiar usiąść w nim pojutrze do śniadania, ponieważ uważam, że kolorystycznie bardzo się wpisuje w wielkanocny trend, nes pa? :)

Zdrowych, pogodnych, podopinanych na odpowiednie haftki Świąt Wielkanocnych Wam życzę!

 

 

niedziela, 06 kwietnia 2014

Pogoda popsuła mi dzisiaj szyki, więc zamiast planowanych zdjęć z roztoczańskich tras dostaniecie zdjęcia kolejnej witryny.

Jej wykonanie było bardzo proste, jednak nic by z tego nie wyszło, gdyby nie pewien pan Janek, który jest wykonawcą dwóch pięknych, solidnych jesionowych siedzisk do huśtawek (mam zamiar naprawdę później ich używać).

Po nawierceniu w nich otworów, zostały pomalowane białą, akrylową farbą:

Do zawieszenia miały zostać użyte grube, jutowe powrozy. Niestety, w całym mieście nie mogłam nic podobnego znaleźć, więc skapitulowałam i zakupiłam ozdobny łańcuszek:

Próba generalna w bocznej przymierzalni wypadła nieźle:

Mogłam więc pocieszyć zniecierpliwioną Martę, że już niedługo powisi na zapleczu:

Najbardziej "ryzykownym" elementem witryny była zielona "trawka", która została posiana dosłownie kilka dni wcześniej. Przez pierwsze 48 godzin chodziłam nerwowo wokół skrzynek - czy coś tam w ogóle wyrośnie? Na szczęście roztoczański jęczmień (bo o nim tu mowa) kiełkuje jak szalony, więc rychło przekonałam się, że moje obawy były niezasadne:

Styropianowe zajączki, zakupione "u Chińczyka" zostały pomalowane na różne kolory:

a następnie - nabite na patyki do szaszłyków i umieszczone w skrzynkach z jęczmieniem:

Wszystkie elementy, po ustawieniu i zawieszeniu ich w witrynie dały efekt następujący:

Zadecydowałam, że będzie to witryna wiosenno-świąteczna. Choć kolorowe jajka byłyby świetnym elementem dekoracyjnym - nie chciałam zapędzić się zbyt daleko z tą symboliką ;)

Poza tym - mam już za sobą pierwsze postrzyżyny (dociekliwym odpowiadam od razu, że ta owłosiona ręka nie należy do mnie):

Żniwa planuję zaraz po maturach ;)

 
1 , 2