O autorze



Sklep Internetowy NoszeBiustonosze.pl





RSS
niedziela, 29 maja 2011

 

A konkretnie - bzu, akacji, dzikiej róży i czeremchy.

Nie, nie przygotowuję się już do procesji Bożego Ciała :)

Sezon na potpourri różano-czeremchowe (lub też akacjowo-różane, ew. bzowe) ze zwierzyniecko-biłgorajskich łąk i bezdroży uważam w noszebiustonosze za rozpoczęty!

W mojej kuchni pachnie dzisiaj cudnie (chyba zaraz tam z laptopem się przeniosę).  Zaraz całe towarzystwo powędruje do suszenia:

Mieszczuchom tłumaczę "co jest co".

Czeremcha i dzika róża:

Akacja (właściwie - Robinia akacjowa):

Bez-lilak:

 

 

Ubiegłoroczny zapasik wonnego suszu wyczerpał się nadspodziewanie szybko, więc w tym roku muszę wziąć się do roboty o wiele wcześniej  :) 

A będzie z czym poszaleć, wszak przed nami lato. Chaber bławatek, lipa, krwawnik, dziewanna itp (sama nie wiem, na co się napatoczę podczas moich wypadów)...

 

P.S.

Nie wytrzymałam. Późnym popołudniem wywarłam nacisk na TŻ-a i znowu pojechaliśmy w okolice Góry Polak.

W nagrodę otrzymaliśmy piękny widok bocianiego stada, które debatowało, " w którą stronę roznosimy dziewczynki, w którą chłopców, a kogo uszczęśliwimy bliźniakami" ;)

Chciałam trochę podsłuchać, podkradłam się bliżej, ale...

Jak kiedyś pisałam na blogu -  koń w galopie, fregata pod pełnymi żaglami i kobieta w tańcu to według Balzaca najpiękniejsze rzeczy na świecie. Ja, oprócz psa w biegu dodaję dziś do nich bociana w locie...Wierzcie mi, to zobaczycie tylko na Roztoczu i zachwycicie się tak, że będziecie musieli tutaj wracać raz na jakiś czas :)

Ale do rzeczy.

Podążyliśmy dalej, poszukując różanych krzewów.

Nie musieliśmy długo wędrować:

Nawet strach na wróble, pilnujący jakiegoś zagonu, nie był w stanie nas przestraszyć:

Wróciliśmy do domu niesamowicie zmęczeni, ale uśmiechnięci i z dwoma koszami pełnymi różanych płatków:

Potem, w nagrodę, upiekliśmy sobie kiełbaski na pognisku (TŻ "podlewał" je sobie piwem, ja - czerwonym winem):

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała polecić Waszej uwadze naszej lubelskiej, niepasteryzowanej Perełki ;)

 

P.S.2.

A w kuchni...teraz nie da się zjeść normalnie :))


piątek, 27 maja 2011

 

Jako, że biz mój posiada PKD właściwy dla sprzedaży hurtowej i detalicznej wyrobów tekstylnych, w tym przez internet, ważną sprawą w noszebiustonosze.pl jest sposób płatności + koszty wysyłki, będące zresztą nieodłącznym elementem każdej transakcji zawieranej w każdym sklepie internetowym na odległość.

W lutym br. dołączono do  "Rzeczypospolitej" małą broszurkę pod tytułem "Kodeks internetowy" (tytuł trochę na wyrost, ale ojtam, nie jestem czepialska) - małe kompendium wiedzy (właściwie poradnik) dotyczące zawierania transakcji w internecie, opracowane przez prawników współpracujących z tą gazetą. Dodam przy tym, że do "Rz" , tak samo jak do "Poradnika Prawnego" mam duże zaufanie, jeśli chodzi o interpretacje przepisów i przez kilkanaście ostatnich lat spotkałam się z jedną bodajże nieścisłością (ale było to w okresie, kiedy w życie wchodziły nowe "paragrafy"  i wszyscy byliśmy wtedy zupełnie zieleni/zieloni* niepotrzebne skreślić).

Podzielę się więc niektórymi informacjami z tego poradnika, ponieważ uważam je za bardzo przydatne dla klientek sklepów internetowych oraz tych, ktorzy chcieliby założyć taki własny sklep (niekoniecznie z bielizną, przepisy są takie same dla wszystkich ). Zakładam, że moje koleżanki "po fachu", mające swoje netowe "bizy", już to wszystko z pewnością wiedzą i uśmiechną się tylko pobłażliwie, ewentualnie załamią ręce nad moją dotychczasową ignorancją.

Cóż, nobody's perfect, a nie jest grzechem przyznać się do własnych niedoskonałości, jak mawiali filozofowie ;), więc co mi tam!

Wyznam jak na spowiedzi zatem...


Czy wiedzieliście, że sklep internetowy łamie prawo, jeśli nie umożliwia klientom wysyłki za pobraniem?


Ja nie wiedziałam.

Oferuję co prawda ten sposób wysyłki w moim sklepie i nawet nie przyszło mi do głowy, by z niego nie skorzystać, ale też nie przyszło mi do głowy, że rezygnując z niego - złamałabym prawo.

Co mówią na ten temat przepisy?

Ano, artykuł 11 ust.1 ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny (DzU z 2000r., nr 22, poz. 271 ze zm.) mówi, że:

Umowa nie może nakładać na konsumenta obowiązku zapłaty ceny lub wynagrodzenia przed otrzymaniem świadczenia.

Czyli de facto, sklep internetowy NIE MOŻE domagać się przedpłaty. Jednak Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zaleca, jak informuje poradnik, w przypadku zakupów internetowych - stosowania wykładni celowościowej - według UOKiK, jesli przedsiębiorca handlujący w internecie umożliwia kilka opcji zapłaty za zakupy, w tym również wysłanie towaru za pobraniem, to nie łamie prawa (uff...ulżyło mi, nie łamię prawa! jupi!).

Bowiem "bez wątpienia natomiast za niezgodną z przepisami należy uznać sprzedaż wyłącznie z opcją przedpłaty. Wówczas bowiem konsument nie ma wyboru".

 

A jak jest ze zwrotem kosztów wysyłki, który stanowi często  dość drażliwą kwestię?

Ja koszty te starałam się zredukować u siebie do niezbędnego minimum, mając w pamięci niechlubną praktykę w pewnym serwisie aukcyjnym, dopuszczającą, by niektórzy sprzedający (bynajmniej nie osoby fizyczne) znacznie je zawyżali (czyniąc sobie z tego dodatkowe źródło dochodu), uniemożliwiając jednocześnie odbiór osobisty czy wybór innego (tańszego niejednokrotnie dla klienta) sposobu wysyłki.

Tak więc, najczęściej do moich wysyłek stosuję cennik Poczty Polskiej  plus 90% kosztów opakowania zewnętrznego przesyłki, czyli tekturowego kartonika. Za opakowanie samego towaru klient nie płaci. Do tej pory nie odnotowałam skarg i zażaleń ;)

Kiedy otrzymuję zwrot - przelewam na konto Klienta równowartość towaru, odliczając koszty przesyłki do Klienta, (które zresztą zawsze są uwidocznione w rachunku). Niejednokrotnie spotkałam się w necie z dyskusjami, że takie postępowanie sklepów internetowych jest niedopuszczalne, ponieważ to niezgodne z prawem unijnym.

Owszem, z unijnym pewnie nie do końca zgodne. Wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości C-511/08 mówi bowiem, że " Art. 6 ust. 1 akapit pierwszy zdanie drugie i art. 6 ust 2 dyrektywy 97/7/WE w przypadku umów zawieranych na odległość należy interpretować w ten sposób, że stoją one na przeszkodzie stosowaniu uregulownia krajowego, które pozwala dostawcy na obciążanie konsumenta, w umowie zawieranej na odległość, kosztami wysyłki towarów w przypadku wykonania przez tego ostatniego przysługującego mu prawa odstąpienia od umowy".

Jednak większość polskich e-sklepów posiada w swoich regulaminach zapis, który przesądza, iż przy zwrocie towarów - kwota stanowiąca równowartość wysyłki do Klienta zostaje odliczona od zwracanej Klientowi sumy pieniędzy w przypadku zwrotu. Według Autorów opracowania, regulaminy te, oraz taka praktyka nie były dotychczas podważane przez UOKiK. A jak powszechnie wiadomo, co nie jest zabronione - jest dozwolone :)

 

Jak sprawa wygląda w przypadku potrącania ze zwracanej kwoty kosztów za wysyłkę do Klienta, kiedy towar został wysłany z darmową wysyłką?


Posłużę się dłuższym cytatem ze wspomnianego przeze mnie opracowania:

"Czytelnik pyta, "Rz" odpowiada

Klient musi odzyskać całą cenę

- Sklep internetowy, aby przyciągnąć klientów wprowadził zasadę, że przy zamówieniu na kwotę powyżej 200zł przesyła towar na swój koszt. Klient zwrócił zakupione urządzenie, opłacając przesyłkę z powrotem do sklepu. Czy zwracając zapłaconą mu kwotę, sklep może odliczyć od niej koszty, jakie poniósł w związku z dosterczeniem towaru do klienta?

 

Nie. Klient musi odzyskać całą należność, jaką zapłacił za produkt. Skoro zapłacił cenę taką, jaka była podana w witrynie e-sklepu, to ta sama kwota musi zostać mu zwrócona. Przy czym jeśeli zapłata nastąpiła przed wysłaniem do sklepu, to sprzedawca musi doliczyć do niej jeszcze odsetki ustawowe.

Zgodnie z przepisami w razie odstąpienia od umowy przez klienta strony muszą zwrócić sobie to, co wzajemnie świadczyły. Świadczeniem konsumenta jest właśnie zapłata ceny za produkt. I to świadczenie musi zostać zwrócone w stanie niezmienionym.

Innymi słowy, nie można zmniejszyć kwoty, jaką przedsiębiorca żądał za produkt i która została wyszczególniona na rachunku lub fakturze.

Sklep, który decyduje się pokrywać koszty przesyłki za klientów, robi to więc na własną odpowiedzialność. Ewentualne straty, jakie poniesie z tego tytułu, musi wkalkulować w ryzyko biznesowe".


O, psia kostka! Niebezpiecznie jest dzisiaj być e-bizneswomenką! Ileż to zasadzek, niebezpieczeństw! A miałam zakusy, by odliczać te koszty przy Dniu Darmowej Dostawy (a owszem, zdarzały się wtedy zwroty), ale mnie ręka Opatrzności powstrzymała. "Trudno, raz na wozie, raz pod wozem" - pomyślałam wtedy i dałam sobie z tym spokój. Jednak, mimo wszystko -  przykro jest mieć świadomość tego, że ustawodawca nie traktuje obu stron transakcji jednakowo. Bo proszę wyobrazić sobie taką sytuację - klient kupuje towar, koszty wysyłki zerowe, odsyła ostatniego, 10-go dnia od odebrania przesyłki (czyli w praktyce potrafi to trwać nawet miesiąc, wziąwszy pod uwagę, że odbierze dopiero po trzecim awizo). Sprzedający ma zaś przez miesiąc zblokowany towar i "w plecy" koszty wysyłki, którymi w sumie w realu pomniejszał swój zarobek. Bo pamiętajmy, że przy "zerowej" wysyłce ma oddać wszystko, co do grosika.

Tak wygląda w praktyce wolność, równość, braterstwo w e-biznesie. Z tym, że ta równość jest jak w "Folwarku zwierzęcym" - równa i równiejsza, heh...

UOKiK, US, PiP, inspekcje wszelkiej maści! Komisja Europejska! A nawet ETS!  No i jeszcze na deser to ryzyko biznesowe, pf. Doprawdy - wisienka na torcie wszystkich "przyjemnostek" ;)

 


 

 P.S.

Na komentarze typu - jak Ci tak źle w tym e-sklepie, to załóż sobie osiedlowy zieleniak i nie marudź, odpowiadam zawczasu - Nie da się, kurczę, kochać selerów i porów, ani mieć taaakiej satysfakcji, że sprzedałam Pani Basi dojrzałe pomidory, jak ta, że dobrałam Pani Basi super stanik i wygląda w nim teraz jak swoja młodsza o 10 lat siostra. Albo, że "przestawiłam" inną Panią z "triumfalnego" 85C (całkiem świeżo dobranego, ale to temat na osobną notkę) na bestformowe 75F (sytuacja dosłownie sprzed godziny).

Howgh :))

 

 

 

Cytaty pochodzą z dodatku do "Rzeczypospolitej" (numer z 14.02.2011) - "Kodeks internetowy" pod redakcją Anny Wojda, Wyd. Presspublica, Warszawa 2011

czwartek, 26 maja 2011

 

Jak wiadomo, Dzień Matki to okazja do zaakcentowania, jak ważną osobą w życiu każdego młodego człowieka jest Mama. Córki, obdarzają swoje Rodzicielki laurkami z niezwykle wyrafinowaną treścią:

Zaś synowie - efektownymi, wiernymi kontrefektami:

 

Adresatka życzeń i osobniczka z różowymi włosami to ja :D

Jakieś...O, Mamo (co za udany wołacz, akurat na czasie)! 13 czy 14 lat temu!

Miałam wtedy bardzo jasne włosy, byłam 15kg młodsza, nosiłam obcasy do nieba
i naprawdę koszmarnie dobrane biustonosze.

I w życiu nie uwierzyłabym, gdyby ktoś mi powiedział, że będę miała swój sklep z bielizną :))

Dzisiaj  dostałam czerwone róże:

I zdaną maturę w prezencie :D,

A stanik mam dobrany tak, że mucha nie siada, czego Waszym Mamom (i ich biustom) -  szczególnie serdecznie życzę!

 

 
1 , 2 , 3