O autorze



Sklep Internetowy NoszeBiustonosze.pl





RSS
środa, 31 sierpnia 2011

 

Ten temat chodził za mną niczym wierny pies, wierna rzeka i wierny ogrodnik, więc traktowałam go podobnież - mówiłam doń czule - tak, tak, pamiętam o tobie, po czym jak zwykle - delikatnie odsuwałam na dalszy plan.

Ale ostatnimi czasy coraz częściej zaczęły wpadać mi w ręce karteczki zapisane moją ręką, poumieszczane w różnych dziwnych miejscach (i umówmy się - damska torebka to nie jest najdziwniejsze  miejsce na świecie;). Napisy na nich głosiły "pranie bielizny", "konserwacja stanika", "biustonosz - jak prać?" itp. Postanowiłam więc w końcu przerwać ten karteczkowy stalking i przedstawić mój punkt widzenia na tę sprawę.

W zasadzie mogę zawrzeć go w jednym zdaniu, które brzmi:

PRZESTRZEGAJMY  WSKAZÓWEK PRODUCENTA ZAPISANYCH NA METKACH!

Wskazówki te dotyczą zarówno konserwacji bielizny (czyli utrzymania jej w dobrym stanie) jak i sposobu jej jej prania.

Docelowe konsumentki nie zawsze mają świadomość tego, że u dobrych producentów prototyp danego modelu stanika jest testowany pod względem sprawdzenia jego wytrzymałości oraz całościowych właściwości "jakościowo-komfortowych" przed wprowadzeniem go do szerszej produkcji. Testowanie takie to m.in zamoczenie w wodzie, pranie ręczne w temp do 40 stopni Celsjusza lub pranie mechaniczne w temperaturze 60 bądź 40 stopni.

Uważam więc, że jeśli producent umieszcza metkę informacyjną przy danym modelu bielizny - robi to świadomie, a nie dla rozrywki i w celu zapewnienia nam lektury śniadaniowej ;) 

 Jeśli więc na metce widnieje symbol

 

to oznacza on, że biustonosz nie powinien być wirowany po płukaniu. Możemy więc domniemywać, że najprawdopodobniej nie przeszedł pozytywnie testu wirówki lub też został umieszczony na metce z innych, nie mniej ważnych względów (np. pionowe fiszbiny w stanikach typu longline lub w ogóle fiszbiny w staniku). Należy więc go wysuszyć w ostrożny sposób (w każdym razie - nie wirując, ani nie wykręcając;).

 Symbol


 

oznacza że danej sztuki bielizny nie należy czyścić chemicznie,

 a symbol

 

 

że nie należy jej prasować.

Większość symboli rozumiemy intuicyjnie, na zasadzie skojarzeń.

Jednak są takie, nad którymi, przyznam szczerze - popadłam w zadumę, bo nie wiedziałam, "co autor chciał przez to powiedzieć" ;) Ale od czego są książki, fora branżowe i wujek Google!

Teraz już wiem, że symbole

 i 

oznaczają nie chlorować/nie wybielać.

A sposób suszenia? Tak, owszem, to też co przezorniejszy producent, w tym przypadku - Elle Macpherson,  nam podpowiada:


Co powiedziała do nas Elle używając tego symbolu? Ano, żeby na sznurze suszyć, na sznurze, moi kochani (choć jak sobie wyobrażę Elle wieszającą pranie na sznurze, to się sama chichrać zaczynam do monitora ;)!

 

A teraz poruszę najbardziej drażliwą (i wrażliwą) kwestię. Chodzi  o te symbole:

   

Oznaczają  one, że daną bieliznę należy prać ręcznie. Pierwszy symbol jest konkretniejszy i mówi wprost, że w temperaturze do 30 stopni, drugi jest ogólniejszy i mówi, że dopuszczalna temperatura tego prania powinna wynosić max. 40stopni.

 

Często słyszę od klientek, że w ich ulubionym staniku odkształciły się fiszbiny, załamała się miseczka lub zdeformowała koronka itp. "I to, proszę pani, już po trzecim praniu!". I niezależnie od tego, czy bielizna została kupiona u mnie, czy w jakimkolwiek innym sklepie - robię takiej miłej delikwentce mały test "metkowy". Większość pań śpiewająco ten test oblewa... :(

 

A przecież -  kupując ubrania czy sprzęt AGD staramy się dostosować do wskazówek zawartych w instrukcjach, gwarancjach, fiszkach dołączanych do towaru, prawda? A jak postępujemy ze swoimi stanikami?

I w tym miejscu posłużę się dodatkowo "analogią spożywczą":

- Czy, jeśli na wędlinie widnieje data przydatności do spożycia 31.08.2011, to zjemy ją w pełni świadomie w dniu 10.09.2011?

No, halo!

Nie jestem typem ryzykanta ;)

Sprawdzam  więc metki przed praniem staników, tak jak z uporem maniaka sprawdzam terminy przydatności do spożycia kupowanych przeze mnie artykułów spożywczych (aaa, dla mniej zorientowanych w zakupach "jedzeniowych" mała podpowiedź - warto sięgnąć w markecie aż po tylną ściankę ekspozycji, tam znajdują się towary z dłuższym terminem, te z krótszym przeważnie wabią nas od frontu :).

Podsumowując moje wywody - wolę mieć zdrowy żołądek i niezdeformowany stanik w żywych kolorach :) Choć, jeśli ktoś ma zakusy i chciałby nie stosować się do zaleceń producenckich, to jeśli już MUSI - radziłabym jednak bardziej niestosowanie się do symbolu "nie wirować" niż zlekceważenie terminu przydatności do spożycia ulubionego serka homogenizowanego ;)

 

Jeśli kogoś zainteresował przedstawiony przeze mnie powyżej "symbolizm w zarysie" - bardzo fajną ściągawkę z wyjaśnieniem poszczególnych mini-grafik znalazłam tutaj ------> warto zerknąć (szczególnie przed praniem swojego ulubionego biustonosza;)!

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

 

Myślicie zapewne, że dzisiaj zacznę utyskiwać na indolencję ubraniowych sieciówek? Że będę złorzeczyć, pisać brzydkie wyrazy i wołać o pomstę do nieba, bo nie potrafią uszyć nic na NORMALNĄ kobietę z NORMALNYM biustem?

A nie, a nie!

Pokażę Wam kolejny biustonosz. I to jaki - stylowy, bo PRAWIE bullet-bra ;)!

Przedstawiam go, jak to w stanikomaniackim zwyczaju, najpierw en face:

A teraz profil :))

Oraz tył !

No i co ma do tego jakaś ubraniowa firma? - zapyta ktoś rezolutnie.

A to!

I mogę z czystym sumieniem dzisiaj powiedzieć - New Yorker w końcu "wypuścił coś" dla biuściastych ;)

 

P.S.

Naszyjnik dostałam wczoraj od córki, został zakupiony za pierwsze zarobione przez nią pieniądze. Chodzę teraz dumna jak paw - z dziecka, z naszyjnika, oraz z New Yorkera :))

czwartek, 25 sierpnia 2011

Małym sklepikiem będąc - nie zamawiam całych kolekcji bielizny. Bo po pierwsze - zupełnie mnie na to nie stać, a po drugie - absolutnie mnie na to nie stać ;). Ale, jak to mówią w lubelskiem - żeby napić się mleka, nie trzeba kupować krowy, a żeby napić się wódki, nie trzeba kupować Polmosu - od czego są pokazy i oględziny modeli pokazowych ;) ?

Zawsze, kiedy mam do czynienia z próbkami kolekcji - w noszebiustonosze jest święto, a ja w głowie mam skowronki. Uwielbiam oglądać sample, zastanawiając się przy tym - na jaki biust, na jaki przedział wiekowy, na jaką okazję. Podziwiać misterne koronki, badać skład materiałów, napawać oczy ich wzorami, dłoniom dawać niemal fizyczną przyjemność w obcowaniu z delikatnością tkaniny. Oceniam bez pośpiechu poszczególne modele, porównuję. A potem, kiedy mam przekrój (choć uważam, że tak naprawdę to ja długo go nie będę miała, jest jeszcze tyle marek do poznania!) wszystkich dostępnych propozycji - wyławiać perełki. Lub próbować wyławiać perełki :)

Więc tak się, proszę Was, przedstawia część kulisów mojej pracy i moich fascynacji.

A że łatwo ulegam bieliźnianym zachwytom i odczuwam przemożną potrzebę dzielenia się ze światem czymś, co jest według mnie warte uwagi - notek przepowiadających kolejne kolekcje wciąż na blogu przybywa. Pisanie ich sprawia mi niesamowitą frajdę, ale nie ukrywam, że często do nich zaglądam, jeśli mam w pamięci jakąś lukę lub chcę sobie przypomnieć konkretny model. Taki mały, bieliźniany bryk sobie tu po cichutku tworzę ;)

 

Cieszmy więc swe oczy tym, co w niedalekiej przyszłości, czyli w sezonie wiosna/lato 2012, zaoferuje nam Cleo - radosna i dziewczęca w swej wymowie podmarka Panache.

Od dystrybutora wiem, że egzemplarze pokazowe to właściwie prototypy modeli. Mogą one zostać przed wprowadzeniem do tzw. masowej produkcji udoskonalone, może np zwiększy się w niektórych modelach możliwość regulacji ramiączek itp. Za co naturalnie producentowi cześć i chwała, ponieważ możliwość ta bardzo pożądaną jest, szczególnie przez niewysokie panie :)

Moja modelka - Karolina, średnio-wysoką blondynką będąc, nie miała problemów z ramiączkami :) Karo to w moim odczuciu wręcz uosobienie linii Cleo. Jest młoda, przebojowa, nie znosi nudy w szafie i w szufladzie z bielizną.  Trochę postrzelona, pełna energii, patrzy z optymizmem w przyszłość i lubi dobrą zabawę. Miałam podejrzenie, że przypadną sobie do gustu. Karo i Cleo, Cleo i Karo. Moja intuicja mnie nie zawiodła. Jednak "przypaść do gustu" to określenie mało precyzyjne, one się po prostu pokochały... I nie przeszkodził im w tym płomiennym uczuciu nawet deszczowy dzień, który mnie z kolei przyprawił o ból głowy (smarkałam cały poranek TŻ-owi w kołnierzyk, że "zdjęcia nie wyjdąąą, buuu, deszcz pada, ciemno, a ja blendy nie mam dobrej, chlip!").

No ale co ja będę tu Was wstępniakiem zanudzać...

 

Na pierwszy ogień poszła Lucy. Model, który od czasu, kiedy  wkroczyłam w "inny wymiar" (się ma to dumne 32E ;) darzę wielką sympatią. Jego żółta wersja kolorystyczna zapowiada się na hit sezonu:


 A potem miałyśmy przyjemność przenieść się w wyobraźni do Paryża, bo modelka ukazała się nam (mi i mojej asystentce, dzierżącej dzielnie mizerną blendę wyławiającą mizerne światło) w Mischy, która, jak słusznie zauważyła Kasica - jest bieliźnianym hołdem złożonym niezapomnianej Coco Chanel:

Dla zainteresowanych - Mischa to konstrukcyjna spadkobierczyni modelu Rosa (Masquerade AW2011).

Plunge Jude (moulded t-shirt bra) wystąpi w kolorach Hot Red oraz Black/Magenta. Tyz piknie, jak mawiają górale!

Poniżej kolor Hot Red:

Kolorowe kropki to wdzięczny motyw, wdzięczy się więc ze zdjęcia Olivia (uwaga! nowa konstrukcja w Cleo!)...

Nic nie poradzę na to, że kolejny stanik nazwałyśmy Panią Informatyk. Skojarzenie z pikselami nasuwa się samo :)

"Rozpikselowana" Rihanna:

Baczne oko niejednej stanikomaniaczki zauważy zapewne, że ten stanik jest uszyty na kroju Pandory i Incii (Masquerade) oraz Marthy,Sadie, Rity i Poppy (Cleo).

A teraz moja ulubienica w tej kolekcji - Ellie (ma ten sam krój miseczki co jej poprzedniczka).

Impresjoniści, a w szczególności Renoir i Degas, gdyby mieli za zadanie pomalować kobiecą bieliznę w  konkretny wzór - zrobiliby to najpewniej tak...

Dla delikatnych, subtelnych, eterycznych istot, wielbiących poezję i przebywających myślą wciąż gdzieś, pomiędzy chmurami -  odpowiedni będzie z pewnością model Chloe. Chloe to greckie imię żeńskie, które oznacza w dosłownym tłumaczeniu "kwitnąca" :) Warto w tym momencie (halo! panie maturzystki!, w tym pani trzymająca blendę! ;) przypomnieć sobie także mit o Dafnisie i Chloe. Gdyby jego bohaterka żyła w dzisiejszych czasach - nie wyobrażam jej sobie w innym staniku :)

Patrząc na Arianę nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że modelka zaraz wywędruje z noszobiustonoszowego atelier i pobiegnie gotować wielkanocny barszczyk. Energetyczny staniorek, nieprawdaż?

I na koniec druga z moich ulubienic w tej kolekcji -  bajkowa jak wszystkie skarby Persji Alexa (młodsza siostra "pierzastej" Sashy, która właśnie wchodzi do sklepów).

Rozmiarówka kolekcji przedstawia się następująco

UK 28-38/ EU 60-85  D-G (Jude moulded oraz usztywniona Ariana)

UK 28-38/ EU 60-85  D-J - wszystkie miękkie modele, czyli Lucy, Alexa i Chloe

UK 28-38/ EU 60-85  D-H - reszta modeli usztywnionych, czyli Ellie, Rihanna, Mischa, Olivia i Juna (Juna to model bazowy, wchodzi w obecnym sezonie, ale darowałam sobie go w tej notce, ponieważ został już na blogu utrwalony).

 

Dziękuję:

- modelce za dzielne i cierpliwe pozowanie,

- dzierżycielce blendy za to, że podczas sesji powstrzymywała się niezwykle uprzejmie przed namiętnym sms-owaniem,

- dystrybutorowi marek Panache w Polsce za udostępnienie modeli pokazowych.


 
1 , 2 , 3