O autorze



Sklep Internetowy NoszeBiustonosze.pl





RSS
wtorek, 28 września 2010

to miała być.



Rozbolała mnie głowa, więc nie pojechałam na grzyby i snułam się po domu w szlafroku, odbijając sobie złość na chore zatoki, na kim popadło – a to Młody się napatoczył, a to pies…

Krótki telefon, że Monia przybiegnie z sukienką po zakupiony stanik by zmierzyć go  realnie  i tym samym ostatecznie zdecydować - bierze czy nie?

Nie bardzo miałam na to chęć przez tę łepetynę, ale dziewczyna w końcu jest w Biłgoraju tylko w wekendy, wesele za tydzień („mam być druhną, wie pani, ale fucha mi się trafiła!”), czasu mało a w sklepach posucha… Przecież nie będę chrząkającym bekonem  - Dawaj, Monia, a chyżo! – rzekłam.

Pojawiła się w trymiga, ona i jej łobuzerski uśmiech.

Najpierw pogadałyśmy chwilę, potem podziwiałam sukienkę (ja to bym ubrała w nią jedną nogę, ale Monia będzie wyglądać pysznie w sorbetowej bombce z odkrytymi ramionami). Trochę byłam zdziwiona, skąd u niej taki pęd w kierunku idealnego dopasowania, bo przecież od dłuższego czasu wie, że mam sklep, że "większość Polek nosi źle dobrane staniki, za małe miseczki i za szerokie obwody” itp.

Okazało się, że w związku z wyżej wspomnianą fuchą wybrała się do jednego
z naszych miejscowych sklepów z bielizną po straplesa. Bo sukienka przecież z odkrytymi ramionami. Panie w sklepie, po stwierdzeniu, że nosi fatalnie dobrany biustonosz, zdiagnozowały  jej rozmiar,  przymierzając biustonosze z różnymi obwodami i miskami, na polskie 65G/H. Wychodzi więc na to, że nawet na etacie będąc w stacjonarnym  - można robić dobrą robotę, trzeba tylko chcieć. A one chcą. Wiszę dziewczynom z tego sklepu piwo (wiem który sklep, bo wypytałam, gdzie była, choć i bez pytania byłam prawie pewna :) .  „I wie pani, strzelała mi jedna ze stanika nawet! O, tak! I mówi do mnie - ty fatalny biustonosz masz, dziewczyno! Krzywdę sobie robisz!”. Niestety, jasnego straplesa w jej rozmiarze nie miały, więc nakazawszy Moni szukać Kostara (akurat czemu na Kostara padło - nie wiem, Monia tym bardziej) w 65G/H, puściły ją w szeroki świat. Monia, lekko nastraszona tym niewłaściwym rozmiarem oraz strzelaniem z obwodu – przedreptała przez resztę lokalnych bieliźniaków. Jak łatwo się domyśleć – nie tylko nie znalazła Kostara, ale żadnej innej marki w jej nowym rozmiarze,  w całym mieście. No i jeszcze straplesa. Z odpinanymi ramiączkami. „Załamka i porażka total” – jak sama podsumowała swoje poszukiwania.

I wtedy przypomniała sobie o mnie.

Mówcie mi więc od dziś Ostatnia Deska Ratunku ;) choć mogę robić też za Dobrą Wróżkę ( deska a wróżka, lekka różnica, hihi).

Wytaszczyłam, co tam miałam w składziku , zaś potrzebujący biust  powędrował przygotować się do  łazienki. W międzyczasie dołączyła do nas rozespana Młoda,  na bosaka i w piżamie. Dziewczyny znają się nie od dziś, Biłgoraj jest niewielki.  Padły sobie w objęcia, chichocząc. Ech, kozuchy…

I co powiecie? Mam lekarstwo na ból głowy, no, mam! Powinnam dostać  nagrodę Nobla za to odkrycie  normalnie! Monia i jej uśmiech, i biust, o! I żaden element oddzielnie, a koniecznie wszystkie łącznie.

Monia jest  artystyczną duszą, obce jej więc jakieś irracjonalne lęki, jeśli chodzi o stosunek do własnego ciała. - Zdjęcia pani chce? A proszę bardzo, nie ma problemu!

Na takie dictum chwyciłam za aparat. I w ten sposób  wyszedł nam całkowity spontan – Monia  w jeansach z męskim paskiem, ściana w dziennym pokoju, który w weekendy pełni rolę sypialni Młodej, Młoda na fotelu w roli głównej stylistki,  oraz ja z bolącą głową. No i oczywiście trzy kubki kawy. I  staniki :)

Ból głowy przeszedł już przy drugim ujęciu, heh..

Prawda  jest taka – są kobiety jak rakiety, chodzą w niebotycznie wysokich szpilkach od Manolo Blahnika, pracują ciężko by utrzymać wagę i promienny wygląd do sesji zdjęciowych, podpisują świetne kontrakty, zarabiają krocie. Są też i takie, które biegają w Conversach i  nie przyjdzie im nawet do głowy, że fotomodeling jest im pisany w gwiazdach. Obiektyw je kocha bez względu na to, czy chodzą na fitness, czy się głodzą, by utrzymać linię i czy cotygodniowa wizyta u kosmetyczki to dla nich świętość. A promienieją od wewnątrz. I nie potrafią tego ukryć, nawet jeśliby baaardzo chciały.

Poznajcie Monikę, a właściwie jej biust ;), jestem pewna, że bez trudu rozpoznacie ją na niektórych fotkach w noszebiustonosze.pl :



 



 

Zadowolona, ze świeżymi nabytkami, pobiegła do czekającego pod moim domem na nią auta ("a, bo plener malarski mamy organizować, pędzę wybrać jakieś fajne miejsce w Józefowie").

A potem wrócił TŻ z kontenerkiem  pierwszych tegorocznych rydzów:


Jak łatwo się domyślacie – z właścicielki bra-biznesu musiałam w ekspresowym tempie przepoczwarzyć się w kuchtę.

 

A miała być leniwa niedziela…

sobota, 25 września 2010

Zastanawiam się – czy ten mój biznes ma jakikolwiek sens w takiej postaci.

Chodzi o to, że działam euforycznie i  bez konkretnego planu. Powinnam trzymać się ściśle założeń – dziś sklep internetowy, mniej towaru, ale przecież się dorobię, bo będę sprzedawać coraz więcej, zarabiać więcej, więcej inwestować, to się MUSI skończyć stacjonarnym, bez dwóch zdań!

A w praktyce wygląda to tak – przyszedł nowy towar (staniki) i w tym samym czasie woreczki zapachowe na bieliznę od Beaty Norbert. Więc co robię? Podziwiam jednocześnie staniki i napawam się pięknymi zapachami z woreczków.  Następnie biorę to wszystko do atelier i urządzam sobie sesję zdjęciową, dopóki mi na to pozwala łaskawie światło.

Tak jakby mieszkały we mnie dwie kobiety  - Rozsądna  i Trzepnięta  (na szczęście moje dzieci tu nie zaglądają, straciłabym resztki autorytetu, gdyby to przeczytały;). No i ta mniej odpowiedzialna zawsze podjudza „idź, strzel sobie małą sesję foto,  zobacz, jakie światło jest świetne, no, idź, pobawisz się, będzie fajnie, zobaczysz!”. A druga stopuje „może najpierw za przyziemną robotę byś się wzięła, pani pseudo-fotografko z Kaczych Dołów? Wstawiła do sklepu normalne, profesjonalne zdjęcia i zorientowała klientki w rozmiarówce,  wyceniła towar? Z takim podejściem to ty daleko nie zajedziesz!”.

Bardzo niedawno napisała do mnie  Klientka „Mam nadzieję, że kieruje Panią szczera miłość dla tego cudownego dziecka własnej pracy, a nie jakaś straszna presja zewnętrzna. ;)”.

Racjonalna przygadała mi z miejsca po lekturze tego maila  „A wiadomo, gdzie pojawiają się uczucia – rozum śpi! Widzisz! Już cię rozgryzły! Mówiłam – do roboty się weź, do sprzedawania, a ty w pstrykaninę się bawisz, obwąchujesz przy tym te woreczki, niczym byczek Fernando trawkę, stara baba, matka dzieciom, wstyd!”

A Trzepnięta śpiewa  „ Miłość, miłość, miłooość! Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, nie jest bezwstydnaaa, tralala! Bez miłości byłabyś jak cymbał brzmiący lub jako miedź brzęcząca, hej!”.

 

I weź tu dojdź do czegoś, no weź i dorób się, kobieto! Co ja mam z nimi zrobić? Przecież w zasadzie obie mają rację!

 

„Nie myśl teraz o tym. Czy to jest aż tak bardzo ważne, gdy w twojej szafie pachną teraz pomarańcze i goździki ?”  zapytała Trzepnięta.

Czemu w szafie, a nie w bieliźniaku?  zapytacie z kolei Wy.

W szafie, ponieważ na dnie przesyłki z nowymi woreczkami na bieliznę znalazłam niespodziewanie Pomarańczowo-Goździkowego:

 

Lubię takie interesy!

Jak mówi stare przysłowie pszczół "pokaż mi, jak prowadzisz biznes, a powiem Ci, kim jesteś" :)

 

Było więc do przewidzenia, jak cała impreza się zakończy...

 




wtorek, 21 września 2010

 

Co zrobiłybyście, gdybyście otrzymały takie zaproszenie?

 

 

W końcu rzadko kto mnie tak ładnie zaprasza, jechać trza - pomyślałam.

Wsiadłam wczoraj rano w środek prywatnej komunikacji publicznej, zwany potocznie busikiem i hajda, na Warszawę! A co tam 5 godzin jazdy w jedną stronę, przecie tu o wiosenną kolekcję KEIA Pink chodzi!

Pan kierowca bardzo starał się po drodze, by nie zabrakło mi atrakcji. Z miłej drzemki (wyjazd był o 6-ej rano, więc wyobrażacie sobie, o której musiałam wstać...) wybudzało więc mnie co jakiś czas ostre hamowanie oraz jedno "muśnięcie" się lusterkami ze współużytkownikiem drogi jadącym z naprzeciwka.

Dziwnym jakimś trafem do Warszawy dotarłam cała i w jednym kawałku, o godzinie 11.10.

Szybkie przywitanie z moją stołeczną przyjaciółkonsultantką i bieg na ul. Poznańską, gdzie odbywała się impreza.

Nie napiszę, że jadłam i piłam, choć poczęstunki były i to baaardzo apetyczne. Jednak, jak już się dorwałam do staników, to straciłam poczucie czasu i miejsca, więc konsumpcja zeszła na odległy plan.

Co chcecie najpierw? Plotki czy fakty?

Więc najpierw plotki ;)

- Szefująca firmie dystrybucyjnej Ab Ovo, Pani Barbara jest młodziutką i pełną uroku osóbką. Spodziewałam się kobity w wieku balzakowskim, postawnej, z biznesowym dystansem, a tymczasem powitała mnie eteryczna, subtelna szatynka, która w mojej ocenie mogłaby być koleżanką z ławki mojej córki! Ech, nie każdemu niestety jest dane wyglądać jak podlotek! Ale rozgryzłam jej tajemnicę szybciutko – w sierpniu zmieniła stan cywilny, więc wiecie - endorfiny robią swoje ;)

- Nie będzie nam dane nabyć w tym sezonie kolekcji jesienno-zimowej Karen Ellis, ponieważ, jak się dowiedziałam – siła wyższa (powódź) spowodowała zniszczenie całej partii uszytej belizny. Domyślam się, że producent ma teraz pełne ręce roboty z kolekcją wiosna/lato 2011 i po prostu nie podjął się uzupełniania stanów AW2010, ponieważ zdezorganizowałoby mu to cały cykl produkcyjny. Szkoda, ponieważ przeczytawszy onegdaj notkę Kasicy o pokazie KEIA Pink w klubie Paparazzi, byłam szczególnie  ciekawa Emmy z wysokimi retro-majtkami :(

- Zmiana elementu logo w części napisu, z  „KEIA PINK” na „Karen Ellis Intimate Apparel” wynika  z chęci, by nazwa nie była kojarzona z inną, bardzo popularną i u nas, brytyjską marką bielizny. Teraz metki będą wyglądać tak:


 

Ale nam, przyzwyczajonym do skrótów, i tak nikt nie jest w stanie zabronić ich używania. Ja tam i tak będę „keiować”. A, bo mi łatwiej. I lubię ;)

Przechodzę do konkretów:

MODELKI

– szczupłe, młodziutkie, ślicznie uśmiechnięte. Jedna z nich – Pani Agnieszka Stępień, będzie reprezentować Lubelszczyznę w tegorocznej edycji konkursu Miss Polonia. No, patriotyzm lokalny z miejsca mi się uaktywnił, kiedy się dowiedziałam, że to dziewczyna z lubelskiego, mimo tego, że nie pamiętam, kiedy ostatnio oglądałam ten konkurs, chyba jeszcze za czasów Bogny Sworowskiej ;)

Gdybym była jednak jego jurorem w TYM roku  – nie zastanawiałabym się ani chwili – „nasza” kandydatka jest śliczna, urocza, a na dokładkę – świetnie wychowana, ponieważ zamiast wysłać do diabła plączącą się jej po garderobie ze stanikami (tylko tam było dobre światło) jakąś przyjezdną kobitę, to nie tylko  znosiła moje towarzystwo z anielskim spokojem,ale ucięłyśmy sobie też krótką pogawędkę na temat bielizny. Trzymam kciuki za Panią, Pani Agnieszko!

STANIKI

Shock Absorbera nie kontemplowałam zbyt długo. Nie z powodu tego, że marka zła, Boże broń. Ale cóż mogę napisać więcej, ponad to, co już i tak wiecie -  ścisłe obwody, świetne konstrukcje, jedna z najlepszych obecnie dostępnych w Polsce marek sportowych staników. Niestety, zadecydowałam z bólem serca, że mój sklep jeszcze musi na nie trochę poczekać, ponieważ, póki co - trzeba mierzyć siły na zamiary. Ale nie zapomnę o nich, o nie :)


Realna kolekcja wiosna/lato 2011

Jeśli chodzi o materiały – sama nie wiem, czemu te kwieciste, łączkowate Summerki przyjęłam podświadomie jako wykonane z bawełny, a wyparłam zupełnie elastyczną dzianinę. A tu prroszę – ani bawełna, ani dzianina, ale elastyczna żorżetka i satynowe tasiemki! Staniki mają fajną konstrukcję, miseczki cięte podobnie do panachowej Georgiany i showgirlsowego Tease me. Są otwarte od góry i powinny dogadać się z pełnymi biustami. Jednak mam lekkie obawy co do obwodu, ponieważ boczki wykonane są z pojedynczej siateczki. Nie dałabym sobie ręki uciąć, że będą trzymały jak stal, szczególnie w G+. Trochę mi szkoda, bo w sumie przyjechałam specjalnie dla tych staników. Może się jeszcze zastanowię, zobaczę, a Wy tymczasem podziwiajcie sobie Summer purple:

Oraz jej siostrę w niebieskościach i zieleniach:



Abbey w trzech kolorach - beż, biały i czarny, będzie całkiem udanym, codziennym stanikiem według mnie. Niestety, nie miałam jak sprawdzić tego, czy nie będzie się odznaczał pod obcisłym t-shirtem ;(


Chloe zdążyłam dorwać tylko czarną (jest jeszcze wersja jasna). Ma bardzo ładną koronkę u góry, jest starannie wykonana, jednak nie ze wszystkimi biustami dojdzie do porozumienia, ponieważ koronka nie jest elastyczna:


Jeszcze bliźniacza para -  niebieska oraz fioletowa Holly w krateczkę. Stanik udany, na sprawdzonej już konstrukcji Natalie oraz Rivy. Dobrze trzymający obwód, miseczki „dolinkogenne”:

 

 

W jakim byłam transie i amoku podczas tej wizyty, niech świadczy fakt, że omal nie straciłam Przyjaciółki!

W przerwie bowiem, pomiędzy podziwianiem, obmacywaniem, fotografowaniem, przymierzaniem, odezwała się ona do mnie tymi słowy:

- Ty chyba na mnie wcale nie zwracasz uwagi! Czy choć raz na mnie spojrzałaś od czasu, kiedy tu weszłyśmy?

- Ojej, Marie, ja cię bardzo przepraszam, chyba faktycznie dostałam lekkiego kręćka. A o co właściwie ci chodzi?

- Chodzi mi o to, że od czasu naszego ostatniego spotkania SCHUDŁAM 12 KILOGRAMÓW! A Ty nie powiedziałaś na ten temat ani jednego słowa, tylko te staniki widzisz, buuu...

 

Na szczęście dała się jakoś ugłaskać, poza tym to niegłupia kobita jest, uf.


A na koniec niespodzianka – specjalnie dla Was personalizuję całą załogę dystrybutora marki Keia Pink, ooo…przepraszam – Karen Ellis Intimate Apparel :) oraz dwie przemiłe przedstawicielki nowego, warszawskiego sklepu AISHAbra  z bielizną w szerokiej rozmiarówce, który mieści się na Ursynowie (hej, czy Wam w tej Warszawie nie za dobrze? kolejny fajny sklep!):

 

 

 

 
1 , 2