O autorze



Sklep Internetowy NoszeBiustonosze.pl





RSS
piątek, 28 października 2011

 

Początek lekko przewrotny, choć niezaprzeczalną prawdą jest, że byłam na wyższej uczelni i wzięłam udział w dwóch wydarzeniach organizowanych przez pewne koło naukowe lubelskiego UMCS-u.

Na skutek wcześniejszych, ożywionych kontaktów mailowych i personalnych ;) - wylądowałam w środę w Bibliotece Głównej Uniwersytetu. Podczas dwóch eventów upiekliśmy wspólnie dwie pieczenie - koło miało kolejną okazję spotkać się ze studentkami (pierwszy był warsztat "stanikowy") i studentami (drugie spotkanie - o prowadzeniu sklepu internetowego; przeznaczone dla braci żakowskiej obu płci :) innych wydziałów, ja zaś mogłam sobie nieskrępowanie pogawędzić z młodymi ludźmi o tym, co od dwóch lat zajmuje w moim życiu poczesne miejsce (nietrudno zgadnąć - staniki i noszebiustonosze.pl :).

Wydarzenia te zostały zapowiedziane plakatami, które są dziełem pewnej zaprzyjaźnionej z kołem, zdolnej studentki wydziału artystycznego:

 

 

Muszę przyznać, że o wiele łatwiej jest prowadzić warsztaty mając do dyspozycji zaplecze multimedialne -  laptop z dostępem do internetu, rzutnik i ekran (brawa dla organizatorów; także za to, że zaproponowano mi takie rozwiązanie, bo sama jakoś na to wcześniej nie wpadłam). Poza tym - studentki to świetni słuchacze. Cieplej się robi na sercu, kiedy prowadzący widzi, że to, co mówi - jest dla odbiorców ciekawe i warte utrwalenia. Zauważyłam bowiem, że niektóre dziewczyny NOTOWAŁY to, co mówiłam (kupiły mnie tym sobie całkowicie i na zawsze :D ).

Tłumaczyłam więc zasady brafittingu, używając jako pomocy naukowych swojego bloga, bloga Uli, która wpadła na genialny pomysł pokazania na przykładach - jakiego rodzaju  stanik można założyć do określonej bluzki czy sukienki, tabelami rozmiarowymi ze strony mojego sklepu oraz naturalnie - Piersiówką, czyli ulotką instruktażowo-uświadamiającą, "zawieszoną" u Kasicy na Stanikomanii, a  uczynioną przez niezastąpioną założycielkę forum Lobby Biuściastych, czyli butters77 :)

Drugi event był dla mnie małym sprawdzianem, ponieważ wcześniej, poza tym blogiem, nie opowiadałam nigdy publicznie o swoich doświadczeniach związanych z prowadzeniem sklepu internetowego. Udzieliłam więc kilku świetlanych rad ;) z punktu widzenia praktyka, pokazałam kilka internetowych  stron, opowiedziałam odrobinę o niespodziankach, jakie mogą spotkać młodych właścicieli netowych bizów i na co należy zwrócić uwagę przy zamawianiu oprogramowania sklepu. Oprócz tego podkreśliłam kwestię praw autorskich do zdjęć zamieszczanych na stronach sklepu oraz respektowania przepisów ustawy o  zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (owszem, pamiętliwą bestią jestem - przytoczyłam pewien przykład, ale na swoją obronę napiszę tylko, że idealnie się nadawał ;) a także kwestię przykładania wagi do stworzenia regulaminu o odpowiedniej treści (m.in. niezawierającego klauzul niedozwolonych). Wyglądało na to, że słuchali ;) Niektórzy nawet też notowali (hmm, a może w tym pomieszczeniu były ukryte kamery? ;) .

Po drugim spotkaniu usłyszałam od pewnego młodego człowieka, że "ten...brafitting? Dobrze mówię? To się nazywa brafitting? To mądra i potrzebna sprawa jest!" :D :D :D


Z wyjazdu do Koziego Grodu przytaszczyłam ze sobą dowody przyjaźni. Coś użytecznego (pomyślałam sobie od razu, że obok długopisów pomieszczę tam na potrzeby przyszłych warsztatów przedłużki ;) :


 

 

Oraz coś wzbogacającego moją, tym razem, wiedzę. Czytam właśnie V rozdział - Zwyczaje dotyczące kupowania w internecie :)



 


środa, 19 października 2011

 

Proszę nie sugerować się tytułem notki. Rzecz nie będzie bowiem o Karolince co szła do Gogolina, aż zeszła na złą drogę, w następstwie czego  została osadzona w zakładzie karnym o zaostrzonym rygorze ;)

Nie przebranżawiam bloga. Znowu będzie o stanikach :D

Niektóre z moich drobniejbiuściastych klientek płakały po nocach, powtarzając za wieszczem "wielkąś mi pustkę uczynił w domu moim, mój drogi Honeycombie, tym zniknieniem swoim..." :(

I, niestety, nie bardzo wiedziałam, co im w zamian za tego Honeyka zaoferować, czy choćby podpowiedzieć. Sprawdził się on bowiem na wielu specyficznych biustach, zaś na Balkonetce obrósł niemal legendą.

Marka Audelle próbowała co prawda wskrzesić pamięć tego stanika podsyłając nam wdzięczną, ubraną w delikatne kwiatuszki Mia Rosę o podobnej konstrukcji, ale rychło okazało się, że nie jest ona niestety tym, do czego drobne biusty były przyzwyczajone - nie ten sam kształt, nie ten sam profil. Poprawnie, ale jednak - do ideału daleko...

"To se ne vrati" - rzekły więc nieutulone w smutku i żyły dalej wspomnieniami... A jak to ze wspomnieniami często bywa - Honeyek był w nich idealizowany. Rychło poszedł w zapomnienie mostek (który według sporej grupy jego fanek -  mógłby być jednak  trochę niższy i węższy) oraz gumeczka, która lubiła czasem ciąć co bardziej sprężysty biuścik. Zapomniano mu też z tej tęsknoty nawet zbyt elastyczne dla niektórych ramiączka oraz za bardzo ścisły dla innych obwód.

I stan ten przedłużałby się w nieskończoność, gdyby nie uszyto Espresso :)

Na początku października pojawiła się u mnie niewielka, próbna partia tego modelu. Jest to debiut konstruktorski i producencki Agnieszki Sochy - właścicielki marki Onlyher. Wiem, że pracowała nad nim od wiosny, konsultując ze swoim zespołem oraz testerkami wszystkie istotne kwestie - od materiału, przez szerokość fiszbin, po dobór detalu zdobiącego mostek. Tym stanikiem postanowiła zapełnić lukę rynkową i zapewnić kobietom dostęp do biustonoszy o konstrukcji zbliżonej do - TADAM! -  konstrukcji Honeycomba :)

 

Espresso jest dedykowane drobniejszym biustom (rozmiarówka: 60B-FF, 65A-F, 70A-E, 75A-DD). Ucieszyła mnie informacja, że fiszbiny nie są skalowane komputerowo, a ich dobór do konkretnego rozmiaru był wcześniej konsultowany z testerkami i dokonywany pod kątem realnych potrzeb docelowych konsumentek. Ucieszyła mnie też wiadomość, że konstruktorka "śmigała" w prototypie dwa miesiące. Przyznaję, że podziwiam jej samozaparcie i zaangażowanie w ten projekt.

Pomimo to nie ukrywam, że kiedy otrzymałam swój towar -  mój rozmiar (32E) mierzyłam z pewną rezerwą, bo co prawda zaufanie do Agnieszki mam, ale... Właśnie, zawsze jest jakieś "ale", a szczególnie wtedy, gdy się jest naturą empiryczną  ;)

Poza tym bardzo trudno jest oceniać kogoś, kogo prywatnie się zna i darzy sympatią. Ja na dokładkę mam niestety tę typowo belferską przywarę, że od takich osób (które znam, cenię i wiem, że na sporo je stać) wymagam po prostu więcej niż od reszty świata.

Tak więc nie ukrywam, że nie zamierzałam wobec Espresso stosować taryfy ulgowej i postanowiłam być obiektywna oraz zdystansowana. I choć serce moje wołało "polskiego stanika dla małobiuściastych pragnę!" to rozum mówił "powściągnij swe patriotyczne zapędy, nieszczęsna kobieto, uwagę na obwód zwróć, na zbieranie, kształtowanie, jakość szycia!".

Powściągnęłam. Założyłam biustonosz. Ręka powędrowała od razu na drugą  haftkę (regulacja obwodu jest czterostopniowa). Wygarnięcie "z pleców", po dwóch latach noszenia dobrze dobranego stanika nie jest mi już w zasadzie potrzebne, więc ułożyłam biust w miseczkach sprawnym ruchem spod pachy i...zastygłam z wrażenia.

Nonono! Tak zgrabnego i zgrabnie uniesionego popiersia nie pamiętam u siebie od dawna! Nie odrywając zachwyconego wzroku od swojego odbicia, zabrałam się z werwą do regulacji ramiączek, które wydały mi się ciut przydługie.

Tutaj, niestety, nastąpiło spore rozczarowanie. Po krótkiej szamotaninie z opornymi pętelkami przy ramiączkowej taśmie - omal nie dałam za wygraną. W pewnym momencie po prostu przestraszyłam się, że połamię sobie ( i tak wybitnie słabe już tej jesieni, chlip!) paznokcie. Jednak, spojrzawszy znów na swój dekolt, a następnie na jego "radosny" ;) profil - podjęłam kolejną próbę - próbę polubownego dialogu. Niestety, ramiączka miały w nosie moje rzeczowe argumenty, miały też w ogromnym poważaniu powoływanie się na dobre imię ich matki-konstruktorki :(

Skoro więc mediacje nie przyniosły oczekiwanego efektu - postanowiłam zaryzykować i zastosować (zastrzegam - od zawsze obce mojej naturze) rozwiązanie siłowe. Ze zdumieniem stwierdziłam, że regulatory ustąpiły i (o dziwo, bo wcale się z nimi nie cackałam) wyszły z tych manipulacji bez szwanku. Zaś moja samoocena po dokonaniu tego zabiegu zdecydowanie zwyżkowała - miałam bajeczny dekolt, wygodny obwód (aha, dwie pionowe fiszbiny z tworzywa zapobiegają podwijaniu się karczka...karczku?), a do tego - współpracujące (trochę na siłę, ale jednak!) - ramiączka!

Po dwóch dniach użytkowania stanika zabrałam go (niewierny Tomasz!) na siłownię. Nie żartuję. Wiem, że to było z mojej strony nieeleganckie i nie bardzo fair, bo do sportów służą staniki sportowe. Ale miałam nadzieję, że może "wyłapię" coś przy intensywniejszym ruchu.

No, mój drogi - pomyślałam sobie - nie będziesz teraz cwaniaczył, porozmawiamy w końcu poważnie!

A stanik co? Przetrwał z godnością i niewzruszenie stepper, rowerek i bieżnię. Przy wioślarzu najpierw poprosił, by skrócić obwód o oczko, a po przepłynięciu całej Wisły aż do Zatoki Gdańskiej zapytał grzecznie "czy łaskawa pani życzy sobie teraz z powrotem, pod prąd ?". Więc przy ławeczce dałam za wygraną...

Współpracujemy ze sobą bezkolizyjnie dwa tygodnie z okładem. Zaliczyliśmy dwa prania ręczne w temperaturze do 30 stopni (zalecenie producenta). Stanik jest usztywniony cienką warstwą gąbki, ale mimo to - nie deformuje się po praniu i nie załamuje mu się miska (czasem w sztywniaczkach obserwowałam takie zjawisko), co więcej - w czasie użytkowania "zapamiętuje" ona  kształt piersi! Zdejmuję stanik wieczorem, a on wygląda niczym odlew mojego biustu :) Espresso  jest  przewygodne (do tej pory taką wygodę odczuwałam jedynie w modelu Tempt Me marki Curvy Kate), wybornie zbiera biust z boków, daje "wesoły" profil (co w moim wieku jest istotną rzeczą ;) i nie piłuje pod pachą. Ozdoba pomiędzy miseczkami w postaci bezpretensjonalnej kokardki w biało-czarną kratkę też zyskała moją sympatię ponieważ nie "siepie" się i jest solidnie przyszyta. Obwód wciąż zapinam na drugą haftkę.

Ramiączka reguluję bezproblemowo, choć nie podoba mi się to, że regulatory przekroczyły linię ramion i znajdują się obecnie z przodu, w odległości kilku centymetrów od połączenia ich z miseczką. Jeśli ta progresja będzie postępować - będę zmuszona po prostu je skrócić.  Jest to w zasadzie naprawdę jedyny "zonk", jaki odkryłam w ciągu intensywnego testowania tego modelu.

Teraz mam niestety wielki kłopot, ponieważ okazało się, że mając w szafie kilkanaście dobrze dobranych biustonoszy - noszę i eksploatuję bez litości Espresso.

Z wdzięczności za to, że stało mi się drugą skórą zafunduję mu chyba taką oto przywieszkę (znalezioną na ebay'u):

 


Poniżej zapodaję fotograficzny dowód na "nieniższość" Espresso nad osławionym Honeycombem. Strzałki wskazują miejsce zakończenia mostka w obu stanikach. W Espresso zaznaczone jest ono dodatkowo kreską, jaką własnoręcznie uczyniłam długopisem na biuście modelki (o, ja nieszczęsna!, nie wiedziałam, że ta kreska będzie kosztowała mnie fotografowany model!). Uprzedzając pytania użytkowniczek modelu Honeycomb - tak, model Espresso ma węższy mostek :D

 

         Honeycomb 30/65 D                     Espresso 30/65DD

 A pod bluzką robią oba tak:

Hmmm.... Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że Espresso przyczyni się do rychłego zapomnienia o Honeyku ;)?

 

czwartek, 13 października 2011

 

Brak słońca działa na mnie zabójczo. Nie, nie lubię się opalać, ale coraz krótsze dni w połączeniu z niską temperaturą i siąpiącym deszczem działają na mnie wybitnie przygnębiająco. Kilka dni temu pobiadoliłam więc trochę Gretce.

Dzisiaj przyszły od niej pasy do pończoch (uzupełnienie BettyB. i Maty Hari). A z nimi...

 

Czy miałoby to miejsce, gdybym nie była tu, gdzie jestem? Gdybym nie miała tego sklepu, tego bloga?

Siedzę sobie, klikam sobie, a tu poduszkowiec pędzi przytulać mnie na pocieszenie :)

 

 
1 , 2