O autorze



Sklep Internetowy NoszeBiustonosze.pl





RSS
środa, 28 października 2015

Jak wspomniałam w poprzedniej notce - weekend 17-18.10.2015 spędziłam w Łodzi. Mogę rzec śmiało, że wręcz lansowałam się w salonie, a właściwie - w Salonie Bielizny.

Była to druga edycja tej imprezy. Nie mam porównania, jak wyglądała w rzeczywistości pierwsza, ponieważ na niej nie byłam. Jednak po wysłuchaniu relacji kilku zaprzyjaźnionych osób, które były i miały porównanie - konstatuję, iż II SB był lepiej zorganizowany i mógł pochwalić się większą liczbę uczestników i wystawców. 

Postanowiłam, że podzielę się z Wami tym, co w całym natłoku wydarzeń utkwiło mi najbardziej w pamięci i z czym będę kojarzyć tę imprezę. Niestety, w odróżnieniu od wielu rozlegających się w internetach głosach zachwytu nad II Salonem, mój głos będzie odrobinę marudzący. Uważam, że skoro na to wydarzenie poświęciłam cały swój weekend - powinnam być nie tylko wobec siebie, ale także wobec Was szczera. 

Zacznę jednak od plusów.

- Salon Bielizny ważnym wydarzeniem modowym w skali roku był. Nie sposób odmówić organizatorom (miesięcznik kwartalnik Modna Bielizna) dobrej organizacji imprezy. Każdy uczestnik przy wejściu otrzymał program imprezy i mapkę rozmieszczenia poszczególnych wystawców oraz ekspozycji.

- Catering (wbrew pozorom, na tego typu imprezach to naprawdę bardzo ważna rzecz; przy kawie załatwia się często bardzo dobre interesy;) był obfity i smaczny. Nie jestem znawcą kuchni wegańskiej, ale jedzenie przygotowane przez  inicjatywę (klubokawiarnia i hostel) LaGranda zainspirowało mnie do pewnych eksperymentów kulinarnych :)

 

- Trafiona oprawa pokazu bielizny. Zarówno układy taneczne jak i zamysł utrzymania całej prezentacji w klimacie francuskiej bohemy bardzo mi się podobały. Może ktoś powie, że pomysł był banalny i mam niewyszukany gust. Trudno. Przeżyję to. Jak zdążyłam się zorientować - większośc widzów również oglądała pokaz z dużym zainteresowaniem.

 

 - Seminaria tematyczne (bielizna dla Amazonek, prowadzenie fanpage'a na Facebooku, brafitting, profesjonalna obsługa w sklepie z bielizną) z pewnością były atrakcją, szczególnie dla młodych bra-biznesów (zakładam, że "stare" jedynie zweryfikowały swoją wiedzę).

 

- Zróżnicowane figury i rozmiary modelek prezentujących bieliznę (zauważycie je z pewnością, jeśli obejrzycie film umieszczony na końcu notki).

 

- Większa niż w ubiegłym roku liczba wystawców.

 

- Atrakcyjne konkursy motywujące właścicieli sklepów z bielizną do bardziej wytężonej pracy nad własnym biznesem nie tylko w wymiarze finansowym, ale też estetycznym czy organizacyjnym. Bo, że niektórzy producenci wykazali się w tym roku polotem w przygotowaniu swojego stoiska - to fakt. Tu kieruję słowa uznania do firmy Konrad, która odziała swojego manekina w taką oto, nietuzinkową kreację:

 

- Okazja do osobistego poznania niektórych świetnych osób z bra-nży lub przypomnienia się innym. A także okazja do spędzenia fajnych chwil z fajnymi ludźmi, w fajnym miejscu po zakończeniu Salonu.

 

Minusy:

Podkreślam, że jest ich zdecydowanie mniej niz plusów, ale jeśli któryś z uczestników II SB tu zagląda i chce dopisać coś jeszcze w komentarzach - bardzo proszę ;)

- Wybieg dla prezenterek i modelek był długi. To było ok, mogliśmy nacieszyć oczy dłuższą obecnością na nim osób prezentujących bieliznę. Jednak odnoszę wrażenie, że podczas seminariów bieliźnianych zapomniano chyba, że widownia to nie tylko osoby zgromadzone blisko prowadzących. Siedzący wzdłuż wybiegu nie mieli zbyt wielu szans by zobaczyć pewne rzeczy na prezenterkach. Wychodziły one zza kulis, podchodziły do osoby prowadzącej seminarium, po czym - znowu znikały za kulisami.

- Rozumiem, że nie chciano sztucznie wydłużać pokazu głównego, ale gdyby modelki chodzące w nim zatrzymywały się mniej więcej na środku wybiegu i pozwoliły przez dłuższą chwilę podziwiać się widzom siedzącym po OBU stronach widowni, to z pewnością  zobaczyliby oni więcej.

 

Zaskoczenia (pozytywne):

Pojawienie się marek zagranicznych, takich jak funkcjonalne "brytole" -  Panache, Cleo, Sport by Panache, Sculptresse czy zmysłowy Panache Black ale też Amoena (niemiecka marka bielizny dla Amazonek), Holenderski Sapph czy też, co zaskoczyło mnie najbardziej - młodsza siostra kultowej (również brytyjskiej) Agent Provocateur - L'Agent.

Jak widzicie - II Salon Bielizny wyszedł u mnie per saldo ogólnie in plus. Być może za rok znowu zdecyduję się na wyjazd na tę imprezę.

Wybaczcie brak moich autorskich zdjęć z pokazu, ale miejsce do ich robienia miałam kiepskawe (niestety, właśnie mniej więcej pośrodku wybiegu).  Jestem jednak pewna, że relacja filmowa teamu Fashion Film TV (dziękuję za wyrażenie zgody na udostępnienie reportażu) zaspokoi Waszą ciekawość.

 

 

 

Na koniec chcę dodać jeszcze, że ten weekendowy wypad do Łodzi być może okaże się brzemienny w ofertowe skutki dla Noszę Biustonosze. Na razie przede mną jeszcze naturalnie  testowanie nabiustne i konsultacje społeczne :).

O postępach w tej owianej (póki co) tajemnicą sprawie będę naturalnie meldować, buźka!

15:33, renulec
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 19 października 2015

Wczoraj wieczorem wróciłam z Łodzi, gdzie wzięłam udział w II Salonie Bielizny - wydarzeniu bieliźnianym, na którym wypadało być osobie z branży BRA ;).  Tym bardziej, że osoba nie była na ubiegłorocznym Salonie i targała nią niezmierna ciekawość tej imprezy.

Krótką relację z SB przedstawię Wam niebawem, wcześniej jednak chciałam podzielić się z Wami radością. Moja (niemal) chrzestna córka w branży BRA - Kasia Ludwiszewska z Olsztyna otrzymała na tej imprezie główną nagrodę w konkursie organizowanym przez miesięcznik Modna Bielizna!

Nagroda została przyznana Kasi w kategorii Autorski Butik - BRA Wnętrze 2015. Butik Kasi nazywa się studioBRA i mieści się w Olsztynie przy ulicy Mazurskiej 15.

W zasadzie od pierwszej chwili, gdy podtrzymywałam Kasię w jej chęci zgłoszenia swojego salonu do konkursu, nie miałam żadnych wątpliwości, że będzie jedną z poważniejszych kandydatek do nagrody. Później, po zapoznaniu się z konkretnymi  kandydaturami - byłam pewna, że jeśli Jury postawi na własną inwencję, nietuzinkowość i oryginalność - zwycięstwo mamy w kieszeni. 

Czemu piszę - mamy? Ponieważ, jak wszystkim wiadomo - porażka jest sierotą, za to sukces ma wielu ojców (w tym przypadku - matek)  ;)  I zarówno ja, jak też zapewne spora część zaprzyjaźnionych z Kaśką właścicielek bra-biznesów z całej Polski cieszy się z jej sukcesu jak ze swojego!

Pomysł Katarzyny na wystrój salonu był tak prosty jak budowa...palety:

 

Zanim jednak Kasia osiągnęła efekt taki, jak powyżej, był trud i znój, czyli wielkie piłowanie, szlifowanie, malowanie itp:

 

była też praca zespołowa:

 

W rezultacie kumulacji TAKIEJ pracy, TAKICH emocji i TAKIEGO zaangażowania - przyznacie sami - Jury po prostu nie mogło pierwszego miejsca przyznać komu innemu :) !

I, choć nasza bohaterka była lekko spięta przed ogłoszeniem wyników (pierwszy rząd od dołu, czwarta z lewej strony):

to gratulacje oraz nagrody (płynące szerokim strumieniem!) wywołały w końcu na jej twarzy szeroki uśmiech:

Jest jeszcze jeden powód, z którego cieszę się z tego zwycięstwa i chcę się z Wami nim podzielić. Otóż ktoś w końcu zauważył i docenił pracę własną, koncepcję i przede wszystkim - zaangażowanie (nie tylko od strony ekonomicznej) właściciela bieliźnianego przybytku. Zdaję sobie sprawę z tego, że otwiera się przed nami nowy okres w polskim bra-biznesie. Być może wygrana w tym konkursie (m.in. trzydniowy wyjazd do Paryża na targi bielizny) zmotywuje innych właścicieli sklepów z bielizną do stworzenia swojego, autorskiego wnętrza.

A na tym skorzystają przede wszystkim klientki, prawda?

 

P.S.

Dziękuję Zwyciężczyni za zgodę na wykorzystanie zdjęć wnętrza salonu studioBRA.

13:47, renulec
Link Komentarze (10) »
wtorek, 13 października 2015

Tytuł tej notki jest trochę przewrotny ;)

Nie mam zamiaru namawiać dzisiaj żadnej z Was na firmowanie swoim wizerunkiem czegokolwiek.

Chciałabym jednak zatrzymać się nad zagadnieniem samego ambasadorowania. Jakiejkolwiek marce, oczywiście ze szczególnym uwzględnieniem marek "biustonoszowych". Zjawisko to odbieram bowiem ostatnimi czasy z dość mieszanymi uczuciami.

Zawsze uważałam, że ambasador, zgodnie z protokołem dyplomatcznym - to reprezentant, nośnik określonych wartości, katalizator pożądanych reakcji.

Kto powinien więc pełnić rolę ambasadora?

Wnioski nasuwają się same - osoba, która przez swój styl życia, karierę zawodową czy choćby zainteresowania jest ogólnie spójna z głównymi założeniami programowymi czy filozofią danej marki.

Na przykład swojego czasu zachwycił mnie Krzysztof Hołowczyc jako ambasador marki (nomen omen ;) Atlantic. Wszystko na swoim miejscu! Aktywny, konkretny facet użycza swojego wizerunku marce, której produkty autentycznie sprawdzą się na takim, dajmy na to - rajdzie Dakar.

A jak jest w bieliźnie?

Cóż, odnoszę wrażenie, że czasem JEDYNYM kryterium wyboru ambasadorki jest głośne nazwisko i posiadanie biustu.

I o ile ambasadorowanie akcji Wsparcie na starcie (popularyzacja marki Panache Sport) przez panią Marysię Góralczyk - bardzo aktywną fizycznie, uprawiającą sport aktorkę  -  ma sens, to często inne ambasadorowanie odbieram jedynie jako wyłącznie chęć zarobienia szybkich pieniędzy. I to chęć obustronną. Marka liczy na to, że znana (często z licznych reklam) buzia przyciągnie do niej nowe klientki, a ambasadorka, cóż...nie przekonujcie mnie, że reklamy zawierają większą dawkę artystycznego przekazu niż sztuka teatralna czy dobry film ;)

Czasem zastanawiam się, jak powinna wyglądać dobra reklama bielizny. Dobra, czyli taka, która przekonałaby mnie jako kobietę do wypróbowania danego modelu/marki w realu. I jakie kryteria powinna spełniać idealna ambasadorka marki bieliźnianej. Jak myślicie?

Mam swoje przemyślenia w tej materii i zachęcam Was do dzielenia się Waszymi w komentarzach. Nie ukrywam, że liczę na arcyciekawą dyskusję, ponieważ wierzę, że każda z Was ma na ten temat wyrobione zdanie.

11:44, renulec
Link Komentarze (5) »