O autorze



Sklep Internetowy NoszeBiustonosze.pl





RSS
poniedziałek, 06 listopada 2017

Sławko, siedząc wciąż na białym rumaku, zakrzyknął gromko:

- królewno, w świecie prawią, że bardzo wybredna jesteś! Bułkami białymi gardzisz, po pierwszym-drugim gryzie grymasisz, a straplesa dobrego, polskiego i niedrogiego nadal nie masz! Prostakiem nie jestem, maniery dworskie znam, ale nie wiem, czy z wierzchowca mego fatygować mi się chce, jeśli być może lewą nogą wstałaś i mnie również natychmiast oddalić raczysz po obejrzeniu sampelków moich!

Królewna zafrasowała się wielce. Nikt dotychczas, starając się o jej względy, nie zwracał się do niej w tak impertynencki sposób! Co robić z takim drabem, któremu w zasadzie średnio zależy na tym, by wkraść się w jej łaski? Coś on jest zbyt pewny siebie! Niech idzie jej z oczu, do stu złamanych fiszbin i nie wraca tu więcej! Ale…jeśli ten jego rezon jest spowodowan wyjątkowością staników, które w swoich sakwach wiezie? Ajajaj! „Jak wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji, by nie ucierpiał królewski majestat, niesforny rycerz karku zgiął, a ja - bym obejrzała sobie bezstresowo próbniki?” myślała w popłochu.

- Wiesz co, rycerzu? Ani ty, ani zapewne staniki twoje atrakcyjnymi mi pewnie nie będą, ale rumaka masz przedniego! Sprzedasz mi go? – I tu królewna zaproponowała rycerzowi sumę będącą równowartością dwóch nowych Maserati (w sumie jesteśmy w bajce, a kogo stać, jak nie królewnę, prawda?). Rezolutnie nie dodała, że w promieniu 200 km żadnego innego konia trudno było uświadczyć, ponieważ wszystkie wierzchowce pognano właśnie na coroczny spis powszechny do sąsiedniego królestwa.

Tak więc, gawędząc o najnowszych modelach aut sportowych (rycerz zdradził, że, aczkolwiek ich wielkim entuzjastą jest, ale prawa jazdy nie ma) rycerz i królewna dobili targu. Biały ogier (z matki Balkonetki - stadnina w Janowie Podlaskim i ojca Panasza - stadnina Tarka w Wólce Wieprzeckiej) wkroczył dumnie na dziedziniec zamkowy, a rycerz otrzymał…dwa ciężkie worki wypełnione po brzegi talarami.

- Królewno? A jakże mam teraz w dalsze peregrynacje się udać, skoro ani wierzchowca nie mam, ani sakwy moje lżejszymi się nie zrobiły? Może będziesz tak łaskawa i jednak przenocujesz w królewskim zajeździe kolegę pasjonata koni (w tym mechanicznych) oraz brafittingu? 

Zbliżał się wieczór, więc Sławko w obliczu pożarcia go przez wilki lub nieostanikowane strzygi z nieodległej Puszczy Solskiej nagle zmienił front.

„Ha! I tu cię mam, rycerzyku!” – ucieszyła się w myślach królewna. Zaś, zachowując powagę monarszego oblicza, odrzekła łaskawie:

- Zadysponuję, by udostępniono ci salon. Przypadkowo przechowuję tam bieliznę, ale przecież z tematem jesteś zaznajomiony…cdn.

14:01, renulec
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 października 2017

Chcecie bajki?

Oto bajka:

Była sobie raz królewna. Nie, nie pokochała grajka, tylko od długiego czasu rozglądała się za polskim straplesikiem (zwanym czasem przez niektóre kobiety z podległego jej ludu po prostu - bardotką).

Królewnie chodziło generalnie o to, by stanik był:

- dobry jakościowo,

- niedrogi,

- typu "totalna gładź", 

- formowany termicznie,

-lekki,

- bez push-upa,

- zapewniający biustowi dobre wsparcie,

- nadający piersiom okrągły kształt.

 

Reszta nie miała dla niej naprawdę żadnego znaczenia ;).

 

Niby łatwe zadanie, prawda?

Jednak, wierzcie mi, zadania tego królewna nie mogła porównać absolutnie do zjedzenia bułki z masłem. Raczej powiedziałabym, że, skoro trzymamy się tego obrazowego porównania -  każda bułka, za którą zazwyczaj zabierała się z apetytem, rozczarowywała ją już po dwóch-trzech pierwszych kęsach. A to biustonosz nadawał biustowi kształt niekoniecznie taki, jakiego oczekiwała, a to cenę postrzegała jako zbyt wysoką w stosunku to oferowanej przez producentów jakości (owszem, dzisiaj królewny też trzymają się za kieszeń i oglądają każdego talara z obu stron, zanim go wydadzą), to znów z kolei zaskakiwał ją kolor -  zupełnie inny niż w modelach pokazowych itd itp.

Czasem, wierząc w swojej naiwności, że ona - królewna maciupeńkiego państewka może cokolwiek komukolwiek sugerować - mailowała, dzwoniła, przekazywała do producentów biust-halterów swoje pobożne życzenia a także słała do nich opieczętowane listy przez odwiedzających ją kupców.

Oczywiście - jak grochem o ścianę ( grochem zaś mogła rzucać do woli, bowiem przestała na nim spać po drugiej 18-ce, czyli jakieś kilka lat wstecz).

Snuła więc często przed zaśnięciem swoje straplessowe marzenia. A rycerz na białym koniu, który by jej w końcu przywiózł taki stanik - wciąż mijał jej włości.

I tak mijały miesiące i lata.

Aż pewnego wiosennego poranka, kiedy na drzewach zaczęły nieśmiało pojawiać się pierwsze zielone liście a królewna zaczęła już tracić nadzieję, że spełnią się jej sny - u bram zamku pojawił się rycerz Sławko...cdn.

piątek, 20 października 2017

Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, na jakim etapie swojego życia i pod wpływem jakich czynników kobieta przejawia zainteresowanie swoim biustem pod kątem zdrowotnym? Kiedy w jej głowie zaczyna pojawiać się myśl - czy moje piersi są zdrowe, czy wszystko z nimi jest ok?

Najczęściej jest to wiek dojrzały, czyli ok. 25+.

 

Kiedy byłam mała, czasem bawiłyśmy się z koleżankami „w dom". Gotowałyśmy pyszne potrawy na skleconych z klocków „kuchniach”, zmieniałyśmy lalkom-naszym „dzieciom” pieluchy. Oprócz tego robiłyśmy ogromne zakupy w „sklepach”, które często znajdowały się w korytarzu czy w innym pokoju, myłyśmy często podłogi (kiedyś, w ferworze tych porządków zapomniałyśmy o odkręconym w łazience kranie i zalałyśmy sąsiada z dołu) , odkurzałyśmy, prałyśmy, organizowałyśmy życie swoim „rodzinom” itp.

Moje dzieciństwo przypadało na lata 70-e, kiedy rola kobiety w rodzinie była dookreślona, przewidywalna, niemal schematyczna. Do tego dodajmy panujący w społeczeństwie, wszechobecny patriarchat i ślepe posłuszeństwo dzieci wobec starszych. Potomstwo miało spełniać pokładane w nim nadzieje – chłopcy  wyrosnąć na dzielnych, sprawnych, operatywnych mężczyzn, zapewniających byt swoim rodzinom a dziewczynki… No właśnie, tak jak na początku mojej notki.

Rozwody były skandalem, tego się nie praktykowało i mówiło się o takich przypadkach, szczególnie w obecności dzieci, głosem ściszonym do szeptu.

Dzisiaj, po niemal 40 latach, patrząc na zabawy dzieciaków moich sióstr, przyjaciółek, klientek dochodzę do wniosku, że na podstawie samej obserwacji potomstwa mogę powiedzieć wiele o jego rodzicach. I mam tu na myśli nie tylko podział obowiązków rodzinnych, ale też ich wzajemne relacje rodziców, ich stosunek do sąsiadów, koleżeństwa z pracy, zwierząt. Taki Urząd Miasta miałby ze mnie niezły pożytek, bo wiem na przykład, kto segreguje odpady a kto pali w piecu plastikowe butelki ;) . Wiem też, kto i w jaki sposób spędza wolny czas itp.; dzieci są świetnymi, wnikliwymi obserwatorami i jeszcze lepszymi naśladowcami.

Skąd u mnie takie refleksje?

Ano stąd, że zauważyłam, iż o wiele mniej dziewczynek bawi się teraz "w dom", więcej „pracuje w biurze” czy „wyjeżdża w podróże służbowe”. Te ostatnie zaś wracają zmęczone do domu, a „mąż” czasem zrobi im kawę czy poda smaczny obiad.

Jedno jednak się nie zmieniło – małe dziewczynki wciąż chcą szybko dorosnąć. Chodzą więc podczas zabawy w kobiecych butach, wyciągają z szaf najlepsze matczyne ciuchy i oczywiście – próbują malować się tak, jak dojrzałe panie.

I wiecie co mnie czasem smuci, gdy z uśmiechem przyglądam się tym beztroskim zabawom?

NIGDY nie widziałam, by którakolwiek dziewczynka bawiła się w samobadanie piersi. Owszem, bywa, że całują się ze swoimi „mężami” i mówią do dzieci – teraz nam nie przeszkadzaj, bo jak będziesz grzeczny, to dostaniesz od nas braciszka albo siostrzyczkę. Odwzorowań zachowań prozdrowotnych jednak nie zaobserwowałam :(.

A mnie marzą się takie zabawy "w dorosłych" :

 

Czy macie jakieś pomysły – w jaki sposób można „zaprogramować” małą dziewczynkę na  samobadanie piersi w przyszłości? Przekazać jej, że dorosłość = odpowiedzialność za własne zdrowie? Czy w ogóle istnieje lepszy, skuteczniejszy i bardziej zapadający w pamięć sposób niż przykład dany jej przez własną Mamę? 

Szanuję wszystkie prozdrowotne akcje październikowe, ich organizatorkom chwała i cześć bo to ogromna praca. Jednak czasem mam wrażenie, że wszyscy przypominają sobie o profilaktyce raka piersi tylko w tym miesiącu. Bo przecież "październik miesiącem walki z rakiem piersi".

A pozostałe 11 miesięcy? 

Proponuję więc pracę u podstaw. Zacznijmy od siebie. Wiele z nas nie robi tabu z nagości w domu, szczególnie jesli chodzi o topless. Niech więc nasze córki widzą nas jak najczęściej, gdy badamy sobie biust.

Przecież to takie proste.

Skoro nie chcą wziąć się za szeroko zakrojoną profilaktykę raka piersi/ nie mają na to pieniędzy/czasu/ochoty odpowiednie ministerstwa - weźmy zdrowie naszych biustów w ręce nasze i naszych córek*! 

 

Z październikowymi, ciepłymi pozdrowieniami

- Renulec

 

 

*Jeśli nie masz córki, to z pewnością znasz jakąś fajną Mamę. Pogadaj z nią o tym!