O autorze








zBLOGowani.pl
wtorek, 19 grudnia 2017

Tytuł oczywiście jest przewrotny i zachęcający do klikania ;-). Choć nie ukrywam - zawiera on moje zbożne życzenie :D. 

Niestety, w chwili obecnej NIE FUNKCJONUJĄ  w polskim systemie prawnym żadne kary za retuszowanie zdjęć modelek. Ani finansowe, ani jakikolwiek, choćby społeczny - ban.

A wiecie, że we Francji od października 2017 roku wprowadzono USTAWOWY nakaz informowania widza o cyfrowej obróbce obrazu reklamowego? Ciekawostką jest fakt, że główny nacisk w tej regulacji położony został na zmiany sylwetki. Jeśli chodzi o zmiany koloru oczu, włosów czy kształtu poszczególnych części ciała - nie są one obłożone sankcjami. A te są dotkliwe - w przypadku braku oznaczenia fotografii reklamowej klauzulą "Photographie retouchee" i specjalnym znaczkiem,  autor reklamy może zapłacić karę w wysokości 30% budżetu danej kampanii reklamowej, przy czym kara nie może byc niższa niż 37,5 tysiąca EUR.

Jak twierdzi Marisol Touraine - francuska minister zdrowia "Zdjęcia w magazynach dla kobiet czy materiały reklamowe promują sylwetki kobiet, które są nienaturalnie szczupłe i piękne. W ten sposób normalne kobiety wpadają w kompleksy i pogarsza się im samoocena. Media czy agencje reklamowe kreują sztuczne ideały i na coś takiego nie ma naszej zgody. Musimy bronić praw kobiet." 

 

Jak mają się sprawy w Polsce?

Ano - nijak. Dzisiaj coraz więcej mówimy i piszemy o bodypositive, samoakceptacji itd. Jako blogerka nie mogę przemilczeć faktu, że w naszym kraju jest kilka świetnych dziewczyn pokazujących na swoich blogach bez "spiny" swoje niedoskonałe ciała, odsłonięte w mniejszym lub większym stopniu. Kobiece społeczności i organizacje (w szczególności te propagujące dobre dopasowanie bielizny) -  zaczynają coraz bardziej wkurzać się na bombardowanie odbiorców obrazami  wyfotoszopowanych modelek. Oczy tych "ulepszonych" kobiet patrzą na nas zewsząd - z przystanków autobusowych, tramwajów, ścian budynków, bilbordów, pudełek zapałek, gazet.

No i oczywiście, nad czym ubolewam najbardziej - często z reklam bielizny. Mniej odporne na tego typu wszechobecne reklamy panie wpadają w kompleksy, przestają akceptować swoje ciało, które przecież jest NORMALNE i nie poddane żadnemu retuszowi! Ileż to razy słyszałam w przymierzalni "nienawidzę tych wałków" lub "jestem taka tłusta"? Setki! I wierzcie mi - do dzisiaj, poza małymi wyjątkami (ale to akurat były dwie czy trzy historie związane z problemami zdrowotnymi) - nie potrafię pogodzić się z takim podejściem do własnej fizyczności. Zawsze na takie dictum odpowiadam, że nie ma ideałów i jeśli dana delikwentka, z którą akurat pracuję będzie dalej uprawiać koncert życzeń i zażaleń to obetnę lustro poniżej biustu i dopasowania stanika także  do sylwetki uskuteczniać nie będziemy. A przecież dopasowanie stanika do samego biustu, bez kontekstu sylwetkowego to tak jakby dopasować kobiecie Loboutiny i jednocześnie zakazać jej używać dobrych perfum ;-) !

Pomimo tego, że nasi rodzimi specjaliści od mediów i reklamy są sceptyczni, jeśli chodzi o skuteczność rozwiązania francuskiego - ja jestem przekonana, że podobne rozwiązanie mogłoby jednak u nas zdać egzamin. Należałoby dopracować szczegóły ustawy tak, by uniknąć nadinterpretacji przepisów oraz wykorzystywania luk. A wysokich kar pieniężnych Polacy płacić nie lubią, oj, nie lubią... 

No i oczywiście - KTO mógłby wykazać się taką inicjatywą? Komu byłybyście w stanie zaufać i powierzyć swój głos? Bo, że trzeba by jakąś inicjatywę społeczną przedsięwziąć (takie czasy; jak mawia moja ulubiona Joanna Kołaczkowska - ciągle coś trzeba "przedsięwziwać"!), opracować projekt/petycję (nie mam pojęcia, co byłoby właściwsze, powinien pewnie jakiś prawnik to skonsultowaćz), zebrać podpisy itp -  to bardziej niż pewne!

Mam jednego kandydata. Właściwie - kandydaciątko, ponieważ jest to ONO. Stowarzyrzenie Polskiego Brafittingu. Statut SPB mówi, że "Stowarzyszenie prowadzi także intensywną działalność edukacyjną w instytucjach edukacyjno-kulturalnych w zakresie profilaktyki raka piersi oraz prawidłowego brafittingu, na rzecz rozwoju, aktywizacji i integracji kobiet oraz podnoszenie jakości ich życia i świadomości społecznej.". Uważam, że taka inicjatywa wpisywałaby się cudnie w działalność Stowarzyszenia. Ku pokrzepieniu serc, ócz i biustów naszych!

Poglądowo pokażę Wam, jak nawet przy użyciu prostego edytora zdjęć, w przeciągu niecałej minuty można zmienić proporcje kobiecego ciała (wybaczcie brak wprawy, muszę jeszcze nad tym popracować ;) :

A Wy?

Jesteście przeciw czy za #wolneodretuszu?

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Na różnych forach natykam się na ten temat. Kilkakrotnie zostałam też o to nagabnięta przez moje klientki. Im więc dedykuję tę notkę - dociekliwym kobietom, którym nie jest wszystko jedno, czy mierzą dany stanik jako pierwsze.

Do rzeczy.

Posługując się prywatnymi i służbowymi kontaktami oraz bywając w innych sklepach z bielizną ustaliłam, że w większości sklepów nie dezynfekuje się przymierzanych staników.

Jeśli nawet temat pojawiał się tu i tam w rozmowach branżowych, usychał rychło jak żaba bez dżdżu. No, bo jak? Prać taki stanik? Wywieszać na słońce? Poddawać strumieniowi gorącego powietrza, a może - brafitterskim egzorcyzmom ;) ?

A serio - uznałam, że przecież czasy "Stulecia chirurgów" na szczęście za nami. Z pewnością istnieją jakieś skuteczne metody odkażania odzieży, z aco za tym idzie - bielizny!

Z wiadomych względów (Noszę Biustonosze to miejsce sprzedażowe, więc niejako publiczne, ja zaś nie posiadam w salonie warunków do takich zabiegów) eliminowałam gotowanie w gorącej wodzie oraz dezynfekcję przy pomocy użycia specjalistycznych mieszanek gazowych ;).

Pozostało mi więc ozonowanie lub odkażanie przy pomocy promieniowania UV. Odpowienio przeprowadzone mogą zachować bieliznę w niezmienionej formie bez pasażerów na gapę (mam na myśli drobnoustroje wszelkiej maści) i nie powodują zminiejszenia jej wartości użytkowej. Nie umniejszają też jej walorów estetycznych. 

Na pierwszy ogień wzięłam ozonowanie. Niestety, nawet małe, domowe ozonatory w swoich instrukcjach użytkowania zawierają zalecenia, by po przeprowadzonym ozonowaniu dokładnie przewietrzyć pomieszczenie (czas rozkładu ozonu czyli O3 wynosi ok 2 godziny), w którym się ono odbywa. Trudno mi sobie wyobrazić, bym brafittingując, zakladając nawet wydzielenie specjalnego pomieszczenia do ozonowanie bielizny, biegała i wietrzyła wcześniej mierzone, poddane ozonowaniu staniki ;)

Tak więc, metodą eliminacji, pozostały mi promienie UV.

Jeśli chodzi o fizykę powyżej poziomu prawa Archimedesa - jestem zielona jak szczypiorek na wiosnę, zaś udawać, że pozjadałam wszystkie rozumy nie lubię. Istotę promieniowana UV oraz jego podział wyjaśni Wam  więc świetnie opracowanie, które znajduje się na stronie Centrum Nauki Kopernik:

N A D F I O L E T

Przy okazji nadmieniam, że ciekawie i konkretnie do tematu dezynfekcji (w tym przypadku interesuje nas dezynfekcja vel odkażanie), ale też sterylizacji i antyseptyki (warto przeczytać też o nich, by odróżniać pojęcia) podeszła pani doktor Małgorzata Fleischer z Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu. Jej opracowanie równieżgorąco polecam, znajdziecie je na stronie uczelni:

DEZYNFEKCJA, STERYLIZACJA, ANTYSEPTYKA

Doszłam do wniosku, że jedynym skutecznym i niekłopotliwym dezynfekowaniem bielizny w warunkach mojego sklepu jest krótkotrwałe korzystanie z promieniowania UVA. 

 

Obecnie posiadam urządzenie wykorzystujące takie promienie. Wyposażone jest ono w cztery lampy o mocy 15W każda i promieniowaniu w zakresie 300-400nm. 

Znajduje się ono w pojemniku z tworzywa sztucznego zamykanym od góry. Pojemik jest przezroczysty (tworzywo i szkło przepuszczają promienie UVA), więc przykrywam go dodatkowo grubszą narzutką. Urządzenie włączam na 5 minut by każdorazowo zdezynfekować mierzone biustonosze. Czas działania urządzenia konsultowałam z zaprzyjaźnionym fachowcem naprawiającym na codzień sprzęt szpitalny, w tym lampy bakteriobójcze.

Najprawdopodobniej jestem jedną z pierwszych osób (ponoć w którymś z łódzkich sklepów też praktykuje się dezynfekcję promieniami UV) w naszym kraju, która czysto teoretyczne rozważania wcieliła w czyn.

Zdaję sobie sprawę z tego, że moje rozwiązanie jest zapewne niedoskonałe. Ale lepsze takie, jak żadne. Uważam, że nie należy zamiatać tematu pod sklepową ladę. Mamy teraz okres zimowo-wiosenny (wczoraj był mróz, dzisiaj pięknie świeci słońce i brak śniegu; temperatura 3 stonie na plusie), wszyscy jesteśmy podatni na różnego rodzaju bakterie i wirusy. Chcę tego oszczędzić moim klientkom i sobie, naturalnie - też.

Czy spotkałyście gdzieś jakieś "sklepowe" rozwiązania tematu dezynfekcji mierzonej bielizny? Chętnie dowiem się, jak robią to inni. 

A jeśli po lekturze tej notki podejmować będziecie gdziekolwiek ten temat - będzie mi niezmiernie miło, gdy mnie podlinkujecie.

Miejsce polecane do odkażania naturalnie ;)

 

 

P.S.

Dziękuję Kasicy ze Stanikomanii za zasygnalizowanie mi, że również według niej i kobiet, z którymi rozmawia - ten temat jest istotny. 

P.S.2.

W wyżej opisany sposób odkażam staniki już od jakiegoś czasu, ale notka raz odłożona dalej odkładała się sama, pardon ;) 

czwartek, 30 listopada 2017

- Królewno kochana! – zakrzyknął rycerz. – Z całym szacunkiem, ale rzec muszę, że więcej szczęścia masz niż rozumu! Jestem ci ja bowiem wiedźminem ze specjalizacją brafitterską! Jestem gotów wesprzeć Cię mężnie w walce z potworem! Mam tylko jeden warunek - jeszcze dzisiaj przymierzysz i ocenisz nowego straplessa, którego w swoich sakwach wiozę.

Królewna z radością przystała na tę propozycję. Zamaszystym ruchem zgarnęła ze stołu pieczone przepiórki, sarninę, trufle i kawior. Poprosiła rycerza, by wyświadczył jej tę grzeczność i zaprezentował biustonosz.

Gdy w końcu jej oczom ukazał się biust-halter -  mina jej lekko zrzedła. Nie miał żadnych ozdób. Obwód nie posiadał ani centymetra koronki (nawet na karczku!), a miseczki wyglądały jak pękate, puste dwojaki służące jej poddanym do noszenia jadła.   Szczerze mówiąc, spodziewała się czegoś ekstra, przynajmniej choć jednego, frymuśnego dyndadełka! No, w końcu była królewną!

Żeby jednak nie rozgniewać Sławka, udała się do gotowalni, gdzie (sprawnie wygarniając biust do miseczek) założyła straplesika.

I nagle nastała jasność. W ciągu jednaj chwili świat wydał jej się piękny, zaś wrogi Niedopas - wcale nie taki straszny. Przeszło jej nawet przez myśl, że wręcz zaczyna rozumieć motywację potwora w porywaniu jej poddanek!

Bo jak tu zachować zimną krew, gdy widzi się białogłowę, która sama sobie czyni krzywdę? Przecie i święty by nie wytrzymał, gdyby patrzył wciąż na wylewające się z bielizny piersi, obwód pod łopatkami czy odstające miski! A te sukienki z odkrytymi ramionami i biustonosze, które, najczęściej przez niedobranie odpowiedniego kroju – wyskakiwały radośnie na świat w najmniej odpowiednich momentach!

Królewna zerknęła po raz kolejny w lustro. Tak! To było zdecydowanie TO, czego szukała!

Zapominając o skromności, wybiegła do salonu w samych pantalonach i biustonoszu.

Była tak szczęśliwa, że najpierw zaczęła kręcić piruety, a następnie robić gwiazdy. Straplesik zaś ani drgnął. Trzymał jej biust mocno, jak zaufana dwórka tajemnicę, że swą talię jej chlebodawczyni zawdzięcza pewnemu  wyszczuplającemu body od firmy Orchideja.

- Rycerzu! Ten strapless jest białym krukiem, na który czekałam wiele nocy i wiele dni! Nadaje okrągły kształt mojemu biustowi a obwód trzyma doskonale! A jak mi w nim wygodnie! Nie dusi! Gładkie miseczki nie będą odznaczać się pod moimi ubraniami i  jest leciutki jak piórko! Mówisz, że kosztuje mniej niż 100 złotych? Nie-sa-mo-wi-te! O czymś takim marzyłam i to mi przywiozłeś! Moje ego zostało podbudowane tak bardzo, że nie tylko nie boję się Niedopasa, ale skłonnam z nim pertraktować! Świat mi się odmienił!  Myślę teraz, że może jednak potwór ma jakieś powody, dla których porywa moje poddane? Może nie powinnam iść z nim na wojnę, a pertraktować? Zostaniesz moim posłańcem?

Sławko przyjął propozycję królewny. Wyruszył na wyprawę do niedalekiej Kipiolandii Dekoltowej, gdzie rezydował Niedopas. Obaj panowie szybko znaleźli wspólny język, bowiem okazało się, że pobierali nauki podstaw i historii brafittingu  w tym samym BraGwarcie. Potem każdy z nich poszedł w inną stronę. Sławko zawodowo zajął się kupiectwem bieliźnianym a po godzinach walczył z wszelkimi patologiami świata brafittingowego, zaś Niedopas, po burzliwym konflikcie spowodowanym różnicą zdań na temat ściśliwości obwodu (i związanej z nią pracy fiszbin) z jednym z profesorów – postanowił zbawiać brafittingowy świat po swojemu – przemocą.

Jednak, podczas wspólnych wspominek starego, poczciwego BraGwartu ( „a pamiętasz, jak podczas próby wytrzymałościowej jeden z waszego rocznika rozgotował w pralce całą rozmiarówkę biodegradowalnych biustonoszy do karmienia?”, „te ramiączka z laserowymi zapięciami, to był odlot, prawda?”) odżyły dawne szlachetne założenia i nauki starych profesorów. Znów, jak młodzi adepci idealnego dopasowania zatęsknili do niesienia w świat kaganka brafittingowej oświaty.

W ciągu jednej nocy zaplanowali szereg kampanii i eventów społecznych, podczas których Niedopas miał uwalniać porwane wcześniej białogłowy, które w międzyczasie zostały zbrafittingowane przez jego służki. Kobiety te miały dzielić się świadectwem, że życie w stanikowym nieuświadomieniu nie jest do końca pełne i że każda – czy to młoda dziewka czy stateczna matrona – powinna choć raz spróbować dopasować sobie biustonosz. Oczywiście świetlanym przykładem miała służyć Królewna.

Po zapoznaniu się z planami obu panów, a będąc wciąż pod wrażeniem nowego, polskiego, niedrogiego straplessa -  przyklasnęła ich pomysłom i dołączyła do teamu. Odtąd we trójkę pilnowali brafittingowego ładu i porządku w królestwie – królewna nadzorowała dopasowanie w salonie , zaś  Sławko zajmował się dystrybucją i handlem.  A Niedopas? - zapytacie.

Owszem, miał coraz mniej pracy i świat zapomniał prawie o tym, jak wygląda, tak rzadko opuszczał swoją pieczarę. Jednak wciąż żył w ustnych przekazach. Napiszę więcej - nawet dzisiaj usłyszycie, jak przyjaciółki mówią czasem do siebie „musisz iść po dobry biustonosz, bo w przeciwnym razie porwie cię Niedopas!”.

Jak widzicie, moi drodzy, bajka zakończyła się szczęśliwie. A wszystko to wydarzyło się za sprawą jednego, skromnego biustonosza od białostockiej Veny…

Zaś morał z bajki płynie taki, że nie trzeba mieć królestwa ani nie trzeba wydawać fortuny. Nie trzeba też wcale czekać na rycerza by  dopasować sobie biustonosz. Wystarczy dobra przyjaciółka, która potrafi Cię dobrze postraszyć. Lub...inny smok ;)

 

K O N I E C

 

Uwaga!

BAJKA ZAWIERA LOKOWANIE PRODUKTU!

 

Sponsorem  bajki jest Salon Noszę Biustonosze Biłgoraj, posiadajacy w swojej ofercie lokowany produkt, utrzymujacy staly kontakt z Królewną, Rycerzem Sławkiem i (sporadycznie) Niedopasem.

P.S.

Jako osoba niezwykle spolegliwa - autorka bajki, ulegając prośbom czytelniczek, dorzuca niniejszym dokładne zdjęcia straplessa dobrego, polskiego, taniego. Saute. Czyli biustonosz bez  Królewny (bo gdzieżby tam Królewna bez biustonosza ;) !