O autorze
Instagram

Sklep Internetowy NoszeBiustonosze.pl





RSS
piątek, 15 kwietnia 2016

Nie mogę pozwolić, by mój wiosenny trud przepadł bez wieści, stąd kolejna notka z witryną "motylkową". Z pewnością internety mają lepszą pamięć niż ja ;)

Moje dzieło, choć na to może nie wygląda - kosztowało mnie autentycznie dużo pracy.

A wszystko przez to, że po prostu nie rozłożyłam odpowiednio swoich sił i umiejętności na zamiary.

"Nie jesteś dobrym rysownikiem, nie jesteś nawet MIERNYM rysownikiem! Co cię opętało?  Wymyśliłaś sobie motylka, to teraz się męcz!" beształam sama siebie podczas nieudolnych prób narysowania tytułowego owada. W końcu udało mi się narysować (na kartce formatu A4) jako-tako jedno skrzydło. Potem zmierzyłam okno. Następnie  odwzorowalam skrzydło na załatwionym (przy okazji robienia witryny odbyłam podróż sentymentalną do lat dzieciństwa, kiedy większość potrzebnych obywatelowi produktów albo była na kartki, albo trzeba było je "załatwiać") przez koleżankę, tekturowym arkuszu A0. Próbowałam wyciąć je przy pomocy (wymieniam w kolejności chronologicznej) noża, nożyczek, żyletki. Ostatecznie zostało wycięte nożykiem introligatorskim zakupionym w pobliskim sklepiku z farbami (ave, lokalne sklepiki!).

Wydawało mi się, że teraz będzie już z górki. Ale byłam naturalnie w błędzie. Po odrysowaniu i wycięciu drugiej sztuki (ponieważ, jak powszechnie wiadomo, skrzydła fruwają parami)  nastąpiło malowanie. Wałkiem. A następnie pędzlem. Malowanie pędzlem trzeba było powtórzyć, ponieważ farba niedostatecznie pokryła tekturę za pierwszym razem. Przy drugim malowaniu tektura postanowiła zwinąć się w dwa piękne, regularne rulony. Skrzydła zostały więc dosuszone przy pomocy suszarki do włosów i obciążone czym się dało na całą noc.

Kolejnego dnia w wolnych chwilach cięłam na kawałki stare płyty cd. W ten sposób dorobiłam się okazałych pęcherzy od nożyczek na prawej dłoni. Podczas przyklejania tych kawałków do skrzydeł  (pistoletem na gorący klej) dorobiłam się niemniej dorodnych pęcherzy na lewej dłoni :) Ale wstępny efekt przymiarkowy względnie mnie zadowolił, szczególnie po skierowaniu na moje "dzieło" małego strumienia światła:

 

Postanowiłam pokazać więc skrzydła światu. Montaż odbył się prawie bezpiecznie, bo podczas podwieszania ich w witrynie spadłam z drabiny tylko dwa razy :))

Więcej obrażeń nie poniosłam ani ja ani sprzęt.

W chwili obecnej witryna mojego sklepu wygląda tak:

 

Pan Tomek - mój opiekun handlowy z Kris Line orzekł, iż jest to wypisz-wymaluj - krisline'owy motylek. Przechodzące chodnikiem przedszkolaki twierdzą, że to elfik. Niektóre z pań-klientek obstawiają tancerkę z karnawału w Rio (mają biłgorajskie dziewczyny tę wyobraźnię!).

A Wy?

11:54, renulec
Link Komentarze (3) »
środa, 06 kwietnia 2016

Te z Was, którym temat brafittingu  nie jest obcy i robią właśnie research bielizny ślubnej, być może ucieszą się z tej notki.

Dzisiaj zwrócę Waszą uwagę ku dwóm biustonoszom, które  możecie założyć do sukni z takim dekoltem: 

Temat tego typu dekoltów, zwanych potocznie  serduszkowymi, w serduszko itd. był przerabiany na różnych portalach kobiecych i modowych już nieraz. Jednak w artykułach tych mało jest konkretów jeśli chodzi o modele i marki biustonoszy, które w nich się sprawdzają.

Więc proszę uprzejmie - mała podpowiedź dla mniejszych i średnich biustów (rozmiarowkę podam na końcu notki), czyli polska Carmelia (Konrad) oraz hiszpańska Estelle (Twin) w pełnej krasie!

Celowo przedstawiam Wam oba naraz. Przyznacie chyba, że oglądając je nie będziemy nucić, że "skojarzenia to przekleństwo, więc możemy dziś dać głowę - jakiekolwiek podobieństwo było czysto przypadkowe" ;) ! O ile Estelle jest obecnie zastąpiona innym modelem w kolekcji ślubnej, to Carmelia znajduje się wciąż w regularnej sprzedaży. Jednak zestawienie właśnie tych dwóch konkretnych modeli uznałam za zabawne.

Być może ich podobieństwo jest dziełem przypadku, być może nie, ale z pewnością zasługuje na uwagę i jest dowodem na to, że w polskich firmach bieliźniarskich drzemie potencjał, trzeba go tylko umiejętnie wykorzystać.

Bo tak naprawdę klientki zupełnie nie są zainteresowane tym, kto był pierwszy i kto kogo inspirował. Dla nich istotne jest, że oba biustonosze świetnie sprawdzają się przy mniej i średnio wyciętych "serduszkach".

 

Jeśli chodzi o ten konkretny dekolt - z doświadczenia wiem, że dla kilku różnych pań z różnych salonów sukien ślubnych może on wyglądać inaczej.

Widziałam, że nazwano serduszkiem dekolt tego typu:

 

a nawet...taki:

 

Ekhm...Pozostawiam to bez komentarza. Jest taka teoria, że coś powtórzone sto razy staje się prawdą, więc być może były to podobne przypadki.

I o ile jestem skłonna iść  na ustępstwa odnośnie talii (nie każda kobieta ma tę osy ;) ), to jesli chodzi o "górę" - nie uznaję kompromisów. Serduszko to serduszko i kwita! Może być bardziej  lub mniej wycięte czy wcięte, ale rysunek dekoltu powinien zostać zachowany.

Wracając do biustonoszy - oba to straplessy z lekko obniżonym mostkiem i miseczkami na typowych kopach (kopa - miseczka formowana termicznie), ze stałym, lekkim wypełnieniem piankowym u dołu.

Carmelia:

Estelle:

Od zewnątrz miseczki pokryte są subtelnym, prześwitującym, haftowanym tiulem.

Jak zapewne zauważyłyście - Carmelia jest koloru śnieżnobiałego i posiada srebrną oprawę przywieszki. Estelle to biustonosz w kolorze ecru i ma przywieszkę w kolorze złota.

Oba biustonosze posiadają dość luźne obwody, więc radziłabym poważnie przemyśleć kwestię porządnego ich zaniżenia (szczególnie do ciężkich, bezgorsetowych sukni z odkrytymi ramionami). Mają co prawda na obwodzie silikonowe paski zapobiegające obsuwaniu się obwodu:

Carmelia

Estelle

ale przezorności (szczególnie w TYM dniu) nigdy dość ;) !

 

Podaję zakres rozmiarów modelu Carmelia marki Konrad:

60 D E F G H

65 C D E F G

70 B C D E F 

75 A B C D E

80 A B C D

85 A B C

90B

 

oraz aktualny zakres rozmiarów siostrzanego, (bardziej od Estelle zapewne dostępnego obecnie) modelu Eleanora marki Twin:

60 G H

65 D E F G

70 C D E F

75 B C D E

80 B D

85 B C

Na uwagę zasługuje fakt, iż obwody 60 i 65 oraz miseczki powyżej D w tym modelu zostały wyprodukowane w odpowiedzi na zapotrzebowanie polskiego rynku :)

Eleanora, tak jak Estelle, utrzymana jest również w kolorze ecru, jednak haft u dołu miseczki jest inny niż u jej starszej siostry:

Na zakończenie życzę Wam, aby Wasze ślubno-dekoltowe werdykty w pojedynku

były zawsze obiektywne, słuszne i trafione!

A tego wyjątkowego dla Was dnia -  oby Wasze biustonosze spisały się na medal!

 

P.S.1.

Serdecznie dziękuję firmie Adria ( www.suknie-adria.waw.pl ) za wyrażenie zgody na opublikowanie zdjęć sukni ślubnych.

 

P.S.2.

Kochane Czytelniczki,

Dzisiaj (27.06.2016) otrzymałam emocjonalnego maila od właściciela firmy Atelier, która jest dystrybutorem marki Twin na Polskę. Tekst maila przedstawiam Wam w całości. Nie dlatego, iż Dystrybutor postraszył mnie pozwem sądowym (także za użycie...moich własnych zdjęć), ale dlatego, by przedstawić Wam jego punkt widzenia. Odnoszę jednak nieodparte wrażenie, że ktoś ma chęć pisać za mnie bloga i w dość obcesowym tonie dyktuje mi jego tematykę i treść. Sprawę pozostawiam bez komentarza. Od dziecka uważam, że tylko winni się tłumaczą i od tej zasady nie robię wyjątków. Ja zaś żadnej winy w sobie nie znajduję (chyba, że winą jest informacja o dodatkowym wprowadzeniu obwodu 60 i 65 oraz dodatkowych miseczek w odpowiedzi na zapotrzebowanie polskiego rynku ;) ?

Wasza, pozostająca w niezmiernym zadziwieniu nad różnymi perspektywami widzenia bieliźnianego świata

- Renulec

 

Szanowna Pani,

Reprezentuję markę Twin Lingerie na rynku Polskim od 2007 r. Artykuły na temat tej marki pojawiały się wieliokrotnie. Miałem też możliwość zapoznać się z zamieszczonym przez Panią na blogu „noszebiustonosze.blox.pl” artykułem porównującym biustonosz ślubny Estelle Twin Lingerie z biustonoszem firmy Konrad. Przykro mi że, autor artykułu nie zadał sobie wystarczająco trudu by w wiarygodny sposób przedstawić fakty powstania oraz charakterystykę obydwu modeli. Postaram się więc choć trochę przybliżyć genezę. Biustonosz seria Estelle należy do grupy premium modeli ślubnych wprowadzonych na rynek polski w marcu 2013 roku, drugą serią z tego samego roku jest Vera. Hiszpański producent od roku 2010 z sukcesami wprowadzał kolejne serie, by rozwiać wątpliwość Konrad wprowadził swój model na sezon wiosna 2014 (stąd podobieństwo wizualne do poprzedniej serii marki Twin). Tekst został bardzo spłycony (albo wynika to z ignorancji autora lub próby wprowadzenia w błąd czytelnika), jestem rozczarowany, że porównując te dwa modele autor ograniczył się tylko i wyłącznie do spojrzenia przez pryzmat kszałtu pomijąjąc takie aspekty jak forma copy (w biustonoszu Twin podwójny push-up lub pojedynczy push-up). Został również całkowicie pominięty aspekt zastosowanych materiałów, w przypadku Estelle i produktów Twin Lingerie, są to zawsze materiały najwyższej jakości, zarówno wypełnienia copy, fiszbiny, dodatki jak też koronki producentów włoskich, hiszpańskich czy też francuskich, posiadające certyfikaty jakości. Jestem zaskoczony że osoba z takim doświadczeniem nie dostrzegła tych różnic. Rozumiem że, jest to porównanie modelu marki Twin z roku 2013 ale brak zadania sobie trudu by dowiedzieć się jak modele Twin ewoluowały w ciągu tych trzech lat (chociażby że opisywane obwody – w produktach Twin są dużo ściślejsze) jest ignorancją autora lub zabiegiem celowym, można pomyśleć że stronniczym dalekim od obiektywizmu. Trudno oprzeć się wrażeniu że tekst miał na celu zdyskredytowanie marki Twin jako produktu Premium. Nie mogę zgodzić się na taką formę porównania. Szanowna Pani, pragnę również przypomnieć że publikacja zdjęć wymaga zgody właściciela, a nie przypominam sobie by taka zgoda była wydana. Oczekuję zamieszczenia sprostowania, które rzeczowo wyjaśni różnice między produktami. Brak publikacji takowego sprostowania do 07.07. 2016r. będzie skutkował skierowaniem sprawy na drogę sądową. 

12:48, renulec
Link Komentarze (4) »
czwartek, 24 marca 2016

Zastanawiam się, czy przypadkiem nie kładę zbyt wielkiego nacisku na pewne aspekty mojej pracy.

Bo?

Bo w Noszę Biustonosze, oprócz wyświadczanej komplementarnie usługi brafittingu, jestem przecież także kupcem i handlowcem. Nie obrażam się więc na określenie "sklepowa" czy "sprzedawczyni", bo przecież to jest prawda.

Jako osoba odpowiedzialną, biorę (dosłownie i w przenośni ;) ) "na klatę" ekonomiczne efekty mojego przedsięwzięcia. Brafitting jest słuszną ideą. Jednak samą teorią właścicielka bra-bizu się nie naje. Z czegoś wypada utrzymać lokal, kupić towar, zapłacić rachunki itp. Więc - owszem, jestem brafitterką, ale przy tym także najsurowszym dla samej siebie analitykiem sprzedaży.

W związku z tym regularnie podejmuję decyzje dotyczące towaru, z którym pracuję i który w końcowym efekcie wspólnych starań moich i konkretnej Klientki - wynosi ona potem z mojego salonu.

Na wyżej wspomniane decyzje ma wpływ kilka czynników. Jednak determinandta jest jedna -  jakość produktu. Jest ona dla mnie na tyle ważna, że kolejne etapy postępowania z danym towarem (między innymi wycena i eksponowanie wśród innych produktów) są zawsze rozpatrywane przeze mnie w powiązaniu z tym czynnikiem. 

Moja praca od kilku lat opiera się na kilku pozytywnych wyróżnikach.

Między innymi takim wyróżnikiem jest dla mnie jakość adekwatna do ceny. I nikt, żaden autorytet świata, nie jest w stanie we mnie zmienić tego przekonania. Być może uznacie, że jestem niereformowalna, ale taka jestem. Koniec. Kropka. Jak ładnie określa to teoria biznesu - jest to mój autorski sposób pojmowania i prowadzenia działalności gospodarczej ;)

Już Platon powiedział, że jakość jest to pewien stopień doskonałości. Uważam więc, że to, co firmuję swoją marką (nazwą sklepu czy moim imieniem i nazwiskiem) powinno udowadniać klientkom, że do tej doskonałości dąży.

Dość tego słowowstąpienia (słowotwórstwo akurat na czasie, sami musicie przyznać ;) ). Pora na konkrety.

Czy według Was cena biustonosza z niewykończonym, niedbale wszytym ramiączkiem, mostkiem tudzież fiszbiną boczną, powinna oscylować w granicach 160-200zł? Bo ja uważam, że nie! I żadne argumenty świata nie przekonają mnie, bym taki stanik proponowała komukolwiek w tej cenie.

 

Duże znaczenie przywiązuję też do samego szycia. Nie akceptuję niedoróbek w postaci "mijaków" w szwach, wystających nieestetycznie, nieobciętych nitek, marszczących się pod ściegiem materiałów (chyba, że marszczenie jest zamierzone). Każda kobieta odniesie wtedy wrażenie, że ma przed sobą niepełnowartościową, niewykończoną należycie rzecz. Lubicie to? Ja także nie:

A coś takiego? Ramiączka stanika, które po kilkumiesięcznej ekspozycji na wieszaku ulegają samoistnemu "falbankowaniu"? Czy istnieje cena adekwatna do tak wybitnie trwałego dzieła polskiego przemysłu bieliźnianego?

 

 

Sama noszę biustonosze ( :D ), z oferty mojego salonu. I jeśli wskaźniki użytkowe takie jak zmiana wymiarów po praniu czy odporność na wybarwienia mnie nie zadowalają - tracę  zainteresowanie danym modelem biustonosza. Gdy ktoś mnie zapyta - po prostu, po babsku po takim doświadczeniu uprzedzasz się do tego producenta? Odpowiem - Owszem! Nie stać mnie na eksperymenty. Tego samego oszczędzam więc moim klientkom!

Czy bywa, że daję takiemu producentowi "drugą szansę"? Czasem tak. Ale jeśli zawodzi mnie po raz kolejny - rozstaję się z nim bez żalu.

 

Jakie jest Wasze podejście do jakości bielizny? Macie może jakieś swoje mierzalne wyznaczniki, lub swoją ich hierarchię?

Czy w Waszej ocenie w ogóle nasze czasy są czasami dobrymi dla high quality?  Zwracacie uwagę na jakość materiału, trwałość użytkowania produktu, dbałość o wykończenie szczegółów?

A może ja jestem po prostu przewrażliwiona? Może powinnam schować głęboko do kieszeni swoje niemądre, jakościowe skrupuły, hm?

Jak uważacie?

Z tymi pytaniami pozostawiam Was na zbliżający się wielkimi susami świąteczny weekend, życząc smacznego kogla-mogla (bynajmniej nie mam na mysli pogody ;)  oraz mokrego Śmigusa-Dyngusa, buziaki!

13:13, renulec
Link Komentarze (5) »