O autorze








zBLOGowani.pl
wtorek, 26 września 2017

Jakoś tak się utarło, że brafitting kojarzy się większej części społeczeństwa z dopasowaniem biustonosza do pełnego biustu. Sama często spotykam się z twierdzeniem innych kobiet, że "te z małym biustem mają łatwo; na nich wszystko świetnie leży".

Nic bardziej mylnego!

Drobny biust rządzi się innymi prawami, brafitting takiego biustu to często zbiór zupełnie innych zasad niż tych, które dotyczą większego biustu. Jest więc oczywiste, że ten pierwszy wymaga innego podejścia.

Podkreślam, że moja dzisiejsza notka dotyczy dojrzałych kobiet. Nastolatki i biust dojrzewający to zupełnie inna kategoria tematyczna i nią dzisiaj nie będę się zajmować.

Wracamy do tematu.

W kobiecych czasopismach czytamy czasem o problemach pań z większym biustem. Kobiety często mówią " duży biust był zawsze powodem moich kompleksów", skarżą się, że już od szkoły podstawowej dokuczali im koledzy, że wstydziły przebierać się przed lekcjami w-f itp.

Tymczasem z właścicielkami drobnych biustów bywa podobnie. Nie policzę już, ile to razy słyszałam "mam 25 lat, a biust jak u dziewczynki" lub "wszystkie bluzki są na mnie za luźne w tym miejscu", a nawet "jak tylko uskładam pieniądze - na pewno zrobię sobie piersi!".

Rozumiem jednocześnie, że niektóre drobnobiuściaste panie wzdrygają się na widok puszapów. Twierdzą, że są, jakie są i nie potrzebują społecznej akceptacji do pozytywnej samooceny. Jednak nie mam zamiaru piętnować kobiet, które chcą, by ich biust wyglądał na większy, tak jak nie mam zamiaru piętnować kobiet, które noszą szpilki, by wysmuklić nogi czy robią sobie biust/usta/brzuch u chirurga plastycznego, bo te dotychczasowe po prostu im się nie podobają.

Wszak (prawie) wszystkie krzyczymy dzisiaj "moje ciało-moja sprawa!", więc czy nie powinnyśmy uszanować decyzji tych, które chcą za pomocą odpowiednio dopasowanego stanika powiększyć sobie biust czy zmienić jego kształt? Twierdzę, że moja rola jako brafitterki to przede wszystkim dyskretna i empatyczna pomoc w doborze odpowiedniego fasonu/rozmiaru a nie moralizowanie i nauczanie każdej drobnobiuściastej klientki, że puszap to samo zło. Bo tak wcale nie jest.

Uważam też, że lepiej, bym to ja dobrała kobiecie "puszka", niż miałaby to zrobić na własną rękę, w pierwszej lepszej sieciówce ze stanikami made in Bangladesh, lub na targu (byłam wczoraj na biłgorajskim targowisku, wierzcie mi - wiem, o czym piszę).

Zastanawiałam się więc, czy w ogóle istnieje jakiś sposób, by połączyć trzy kwestie - wygodę, brak fiszbiny w miseczce oraz bardzo dobrą konstrukcję push-upa. Co prawda różne marki zapewniają potencjalne klientki w swoich telewizyjnych reklamach, że ostanikują je w najwygodniejsze na świecie, bezfiszbinowe staniki, robiące cuda z ich biustem, jednak w życiu bywa (jak się potem niejednokrotnie przekonuję w przymierzalni) różnie ;).

Po kilku krótkich flirtach z różnymi markami myślę, że jeśli TA firma nic nie skiepści w swoim bezfiszbinowcu-puszapowcu, to będę miała z niej pożytek. A właściwie moje klientki będą miały. Choć w zasadzie, nie czarujmy się - satysfakcja będzie obustronna. 

Przechodzę do meritum.

Od niedawna mam przyjemność pracować z modelem o wdzięcznym imieniu Sophie. Jest to najmłodsze dziecko marki KONRAD.

Biustonosz został uszyty z termicznie formowanej pianki w kolorze Pink Marshmallow. Miseczki posiadają stałe wypełnienie, jednak nie są to zdecydowanie push-upy w wersji max. Niektóre panie mają wręcz obawę, czy ten biustonosz nie pomniejszy im biustu. 

 

"Naprawdę? Czy ten "płaszczak" jest w stanie zrobić cokolwiek z moimi drobnymi piersiami? Nie wierzę!" - mówią, gdy wysłuchawszy ich czekiwań - podaję Sophie. Bo też nie sprawia ona wrażenia zaprawionego w boju "pakera" ;) !

Stanik jest mięciutki, lekki, niby płaski, ale doskonale wyprofilowany. Na wieszaku wygląda niepozornie, za to na kobiecym biuście już od pierwszej chwili od założenia zaczyna roztaczać wokół swój czar. Niezależnie od tego, jaką biust ma konsystencję, w jakim jest wieku, jakiego wyznania i poglądów politycznych - kiedy do przymierzalni trafia Sophie, słychać z niej zawsze najpierw odgłos głęboko wciąganego do płuc powietrza a potem entuzjastyczne komentarze. Łagodnieją obyczaje, nawet, jeśli klientka wpada poddenerwowana po całym dniu stresującej pracy :D.

Biustonosz potrafi zgrabnie zebrać biust ku środkowi, często wypracowuje tzw. dolinkę. Zaskoczę Was, bo...Sophie nie ma fiszbin! Ani tych w miseczce, ani tych bocznych. Szerszy pas koronkowego obwodu podszytego siateczką przekłada się na stabilne i wygodne opinanie okolicy okołożebrowej.

Design tego stanika określiłabym jako barokowo-buduarowy. Czarna koronka na różowym spodzie nadaje mu odrobinę frywolności, jednak całość utrzymana jest w dobrym smaku i nie jest absolutnie kiczowata. A nawet, gdyby była - wybaczyłabym mu to, tak jak kochający, mądry rodzic wybacza swojemu potomstwu poszukiwanie własnego stylu ;)

Jestem też skłonna zaakceptować skromną rozmiarówkę miseczkową  (od B do D). Rozumiem, że to nowy model, firma czeka na reakcję rynku.

Jednak jest coś, czego nie mogę Konradowi wybaczyć. Przy całej mojej tolerancji i skłonności do tłumaczenia całego zła tego świata przyczynami obiektywnymi.

Bo jak mogłeś, Konradzie? Jak mogłeś? I DLACZEGO?!?!

Dać kobietom świetny, lekki, przewygodny biustonosz, robiący na dokładkę fajny efekt nabiustny i ... nie zrobić obwodu 65?

 

 

 

P.S.

Wszystkie pianki Marshmallow użyte do aranżacji zdjęć zostały przeze mnie okrutnie pożarte

(a miały iść na talerzyk i planowałam nimi częstować klientki, ćwicząc jednocześnie swoją silną wolę)...

Wiem, jestem bestią.

Możecie sprawę zgłosić odpowiednim służbom.

P.S.2.

JUPI! Dzisiaj, 22.11.2017 Konrad przysłał pakę Sofijki i są (są! są!) 65-ki! 

 

niedziela, 23 lipca 2017

Dzisiaj będzie trochę gorzko.

Po pierwsze - taki mamy klimat ;)

Po drugie - wkurzona jestem.

Po trzecie - protestuję.

 

W przeciągu kilku ostatnich dni odwiedziły mnie trzy dziewczyny, które prawie już za chwileczkę staną na ślubnym kobiercu. Każda przyszła do Noszę Biustonosze niezależnie od pozostałych, nie była to wizyta grupowa ;) Jednak po rozmowie z nimi mam jednakowe refleksje. Spowodowały one, że narosła we mnie wielka złość na...salon ślubny.

Wiem, że nie można wszystkich wrzucać do jednego worka. Nie chcę też nikogo piętnować.

Tym bardziej, że obecnie spora część salonów ślubnych podpisuje umowy ze swoimi klientkami na uszycie/sprowadzenie konkretnej sukni, więc przyjmuje się, że klientka jest w pełni świadoma, na jaki produkt się decyduje.

A tymczasem okazuje się, że niekoniecznie.

Postanowiłam więc streścić, z czym panie miały problem (w kolejnej notce podejdę do tematu w sposób poradnikowy). 

W zasadzie wszystkie trzy dziewczyny przyszły do mnie po biustonosz wielofunkcyjny. Tylko i wyłącznie po to. Plus "ewentualne określenie rozmiaru" (ewentualne!). Żeby była jasność - suknie były szyte w tym samym mieście (nie w naszym) jednak pewne szczegóły obsługi klienta powtarzały się jak na zasadzie kopiuj-wklej, więc jestem prawie pewna, że chodzi o jeden salon. Prawie, bo nie dopytywałam. Jestem w końcu brafitterką, a nie detektywem.

Panny młode miały pełne biusty, zakres rozmiarowy 70F-75G. Suknie z baaardzo głęboko wyciętymi plecam. Na dokładkę jedna PM miała odkryte ramiona.

I teraz UWAGA:

KAŻDA z tych dziewczyny usłyszała już na etapie przymiarek do sukni, że biustonosz nie stanowi żadnego problemu. Ponieważ istnieje taki cud, który spowoduje, że będą się cieszyć odsłoniętymi plecami, a do tego ładnym kształtem biustu i świetną stabilizacją. A cud ten zwie się STANIKIEM WIELOFUNKCYJNYM.

Zaintrygowana, dopytywałam, w jaki sposób ktoś wytłumaczył klientkom - jakie funkcje posiada taki biustonosz? Otrzymywałam odpowiedzi typu  - "kupi pani sobie prostą bardotkę z silikonowym tyłem" lub "taki biustonosz z krzyżakiem z tyłu".

Na takie dictum udałam się na ekspresową emigrację wewnętrzną. Mojej wyobraźni odmówiono wizy. Wróciłam i zafrasowałam się.

Brnęłam jednak w temat dalej. Dociekałam, czy któraś z pań próbowała oponować, że na jej biust  będzie raczej kłopotliwe kupić tego typu biustonosz? Owszem. Ta najbardziej zaniepokojona otrzymała uspokajającą odpowiedź, że nie ma problemu, salon posiada takie staniki u siebie.

Kiedy miały nastąpić ostateczne poprawki okazywało się ( w każdym z trzech przypadków), że niestety - ani salon, ani żaden sklep z bielizną nie jest w stanie zapewnić naszym bohaterkom odpowiedniego biustonosza. W ten sposób, opierając się na opiniach i poleceniach znajomych - trafiły do mnnie.

A ja...cóż. Po udzieleniu kobiecego wsparcia rozwiałam złudzenia każdej z pań. Bardzo lubię moją pracę i cenię sobie zaufanie,jakim obdarzają mnie kobiety. Znajduję się jednak czasem w  sytuacji, kiedy bezradnie rozkładam ręce. Owszem, zawsze szukam wyjść ratunkowych. Jednak same przyznacie - pas silikonowego obwodu w zestawieniu z suknią ślubną to mało estetyczny dodatek.

Wracając do tematu.

Po trzeciej wizycie wzięłam głęboki oddech. Policzyłam do 20 (po 10. nie było żadnego efektu) by przeszła mi złość. Daruję sobie też ocenę etyki pracy tego salonu ślubnego, zresztą chyba same już zdążyłyście się zorientować, że nie byłaby ona zadowalająca.

Postanowiłam w trybie przyśpieszonym wdrożyć akcję rekomendacyjną przybytków modowych na moim terenie. Moje osobiste polecenie takiego miejsca wygląda następująco:

W tym momencie moją rekomendację ( także w postaci naklejki na drzwi/lustro w przymierzalni) posiada jeden salon ślubny, jedno atelier krawieckie oraz jeden sklep odzieżowy. Właścicielki tych miejsc to osoby, które podczas pracy z kobietami poświęcają wiele uwagi biustowi. Są świadome, że tam, gdzie jest odpowiednia zakładka - właśnie tam jest miejsce na biust. Często "wyłapują" błędy w szyciu, doradzają odpowiedni model sukienki do figury. Jednym słowem - zwracają uwagę na wszystkie aspekty wybieranej przez klientkę stylizacji. Za to jestem im bardzo wdzięczna i właśnie dlatego postanowiłam je wyróżnić.

Są to:

- Galeria Mody Ślubnej Agness, Agnieszka Obszyńska, ul. Lubelska 11 w Biłgoraju,

- Atelier Krawieckie Lukrencja, JustynaMałyszek, ul. Kościuszki 61 w Biłgoraju,

- Sklep Odzieżowy państwa Nowackich, ul. Kościuszki 27 w Biłgoraju.

Nie wykluczam kolejnych rekomendacji, ale nie ukrywam, że nie mam zamiaru nimi szafować. Na moje zaufanie trzeba po prostu zasłużyć rzetelną obsługą klientek.

W odróżnieniu od salonu ślubnego wspomnianego w pierwszej części notki - właśnie te panie-właścicielki wspomnianych przeze mnie trzech kobiecych biznesów, często proszą swoje klientki, by zajrzaly do mnie na konsultacje brafittingowe przed podjęciem decyzji zakupowej. Nie dziwi mnie więc fakt, że przy tak odpowiedzialnym i etycznym podejściu do wykonywanej pracy, a co za tym idzie - do biznesu - KAŻDA z nich może pochwalić się mniejszymi lub większymi sukcesami w branży modowej.

Ciekawa jestem, jak pracują salony ślubne, pracownie krawieckie i sklepy odzieżowe w Waszej okolicy. Czy zauważyłyście w nich trend pro-brafittingowy? Czy raczej odwrotnie - po trupach do celu, i w myśl zasady - JZK (jak złupić klientkę)?

środa, 05 lipca 2017

Z racji wykonywanego zawodu często widuję dekoltowe efekty różnych kuracji odchudzających. W zasadzie rozumiem motywację pań, które podjęły taką decyzję. Niejednokrotnie za zrzuceniem nadmiarowych kilogramów stoją wskazania zdrowotne (stwierdzone uprzednio przez lekarza zbytnie obciążenie układu kostnego, nadciśnienie, cukrzyca, duże otłuszczenie narządów - uwaga! nie zawsze dotyczy ono osób z nadwagą!). 

Gorąco kibicuję moim Klientkom, jeśli do kuracji podchodzą rozsądnie, pod okiem dobrego dietetyka. Jeśli przy tym mogą uprawiać jakąś aktywność fizyczną - jestem wręcz, jako brafitterka - w siódmym niebie. Z doświadczenia wiem, że dobra dieta, przemyślany ruch i odpowiednia pielęgnacja skóry to najlepsze, co w tm czasie kobieta może zrobić dla swojego ciała, a co za tym idzie - dla swojego biustu.

Nie popieram i nie akceptuję ekspresowych diet-cud oraz diet restrykcyjnych, tym bardziej, kiedy nie są podyktowane stanem zdrowia i są przeprowadzane na własną rękę.

Najczęściej takie samodzielne diety, gdy kobieta w krótkim czasie (od 2 do 6 m-cy) chudnie nawet 20 i więcej kilogramów - wiążą się z nadmiernym rozluźnieniem tkanki biustu. Skutkuje to tym, że nierzadko  jego konsystencja zaczyna przypominać konsystencję lejącego budyniu. Skóra, pozbawiona naturalnego "wypełniacza", często ujawnia rozstępy. Piersi, według samych właścicielek, zaczynają swoim wyglądem przypominać, w zależności od tego, jak bardzo samokrytyczna jest kobieta:

- łezki,

- uszy spaniela.

Jak taki gwałtownie zmieniony biust ostanikować, by dobrze wyglądał?

Czy jest to w ogóle możliwe?

Takie pytania niejednej brafitterce spędzają sen z powiek.

Według mnie jest to jak najbardziej możliwe. Jednak taki brafitting powinien być poprzedzony bardziej wnikliwym niż zazwyczaj wywiadem, ze szczególnym ustaleniem następujących faktów:

- w jakim czasie i ile schudła kobieta,

- czy zmiana wagi była podyktowana celową dietą, czy nastąpiła samoistnie,

- czy dieta i cały proces chudnięcia były nadzorowane przez lekarza lub dietetyka,

- czy chudnięcie było konsekwencją wskazań lekarskich (o ile możliwe - ustalić jakich).

 

Z uwagi na różnorodność kobiecych sylwetek, klatek piersiowych (tutaj niebagatelne znaczenie ma rozstaw biustu, jego zawieszenie i szerokość podstawy, a także budowa mostka) jak i cech osobniczych (rodzaj przeważającej tkanki w piersiach), dobór biustonosza po dużym chudnięciu to często niełatwa sprawa. Pomimo to wskażę Wam najczęściej stosowane i sprawdzone konstrukcje biustonoszy dla biustów "po przejściach":

1. Fullcup

Biustonosz zabudowujący całą pierś. Fullcup z miękką, elastyczną koronką u góry miseczki często jest wybierany na wygodny, codzienny biustonosz.

2. Halfcup

Czyli biustonosz z jednym pionowym, lub dwoma pionowymi cięciami miseczki, o niezabudowanej miseczce. W przypadku chudnięcia polecam Wam halfcupy, których górne krawędzie nie są mocno otwarte na zewnątrz. Przykładem takiej konstrukcji jest model Scarlet p-up marki Alles. Producent nazwał go tak a nie inaczej, na to nie mam wpływu ;), ale świetnie leży na biustach "z historią". Panie cenią go za uniesiony profil i wygodę. Posiada niezbyt duże usztywnienie, bawełnianą wyściółkę i wyjmowane wkładki.

 

3. Spacer-bra

"Spacerów" Ci u nas dostatek. Wysyp tego rodzaju biustonoszy spowodowany został najprawdopodobniej sukcesem najpopularniejszego "spacerniaka" - modelu Virginia marki Corin. Dzisiaj niemal każda szanująca się polska marka na swojego spejsera - Ava, Nipplex, Samanta, Konrad, Vena, Krisline, Kinga, Alles, Dalia. Niemniej to właśnie corinowa Virginia wiedzie wśród nich prym - miseczka ładnie pracuje, naddając się i jednocześnie zamykając biust od góry. 

4. Plunge z elastyczną u góry miseczką

Plunge, czyli stanik z niskim mostkiem i ukośnie ciętymi miseczkami to propozycja dla pań, które nie tolerują ucisku w okolicy końca wysokiego mostka stanika. Elastyczna koronka często dyscyplinuje "pochudnięciową", luźniejszą niż zazwyczaj tkankę biustu.

 

 

  

Moja lista biustonoszy dla biustów zmęczonych odchudzaniem/karmieniami/różnymi zdrowotnymi historiami wciąż jest otwarta. Jeśli macie swoje "typy" - piszcie o nich w komentarzach. Z pewnością będą to przydatne opinie dla tych z Was, które nie są biegłe w "stanikowe klocki".

 

P.S.

Oczywiście stanik najważniejszą na świecie częścią damskiej garderoby jest. Jednak ta świadomość ŻADNEJ  z nas, a szczególnie tych, które planują (lub podejrzewają u siebie) większą zmianę wagi ciała - nie zwalnia z dbania o skórę biustu. Ale o tem potem, czyli za jakiś czas ;) !