O autorze








zBLOGowani.pl

recenzje

poniedziałek, 12 marca 2018

Jeśli potrzebujecie biustonosza, który nie odznacza się pod bluzką, a jednocześnie nadaje biustowi okrągły kształt i konkretnie zbiera go do dekoltu - zainteresujcie się Casey.


Casey została popełniona przez amerykańską markę Parfait. Jest to nadzwyczaj sprytny produkt. Określeniem "sprytny" obdarzam staniki, które łączą w sobie co najmniej dwie, lub kilka praktycznych cech. A cechy te, jak zapewne wiecie -  w świecie biustonoszy łączone są w większej ilości stosunkowo rzadko. Na przykład nieczęsto biustonosz typu plunge (czyli taki przeznaczony dla piersi, które pragną ekspozycji w V-dekoltach) nadaje im niemal regularnie okrągły kształt. I odwrotnie - jeśli już stanik "daje kulki", to do dekoltu zbiera średniawo. Tymczasem Casey jest przykładem na to, że da się połączyć: gładką miskę, "kulkę" oraz zebranie piersi w dekolcie. 

Dość często plandże (lubię spolszczenia) wyglądają "kanciasto", szczególnie, gdy nosicielka patrzy na swój biust z góry. I wtedy w przymierzalni zaczyna się zaczyna się marudzenie ;).

Trzeba czasem wielu poszukiwań, by trafić na swojego plandża. Niezawodną metodą jest oczywiście mierzenie, mierzenie i jeszcze raz MIERZENIE. Jeśli już trafimy na odpowiedni podkrój pod pachą, odpowiednią fiszbinę, sprofilowaną "pod siebie" miskę i wygodny obwód - schylmy się w tym biustonoszu, pomachajmy rękami, a nawet podskoczmy sobie parę razy. Jeśli po powrocie do pozycji wyjściowej nasz biust będzie prezentował się tak:

Zdjęcie #wolneodretuszu naturalnie!

 

to wszystko będziemy miały pod kontrolą :).

Casey, jak widziałyście, poraziła sobie z wygibasami dzielnie.

 

Dodam przy okazji, że pani modelka nie toleruje wysokich mostków, a jednocześnie często nosi elastyczne bluzki blisko ciała lub jasne koszule.

Jakość biustonosza jest bez zarzutu. Produkt w pełni zasługuje na cenę 159zł, która nie jest niska, ale w porównaniu do niejednej zagranicznej produkcji nie jest też obłędnie wysoka. Z pewnością nie będą to dla Was pieniądze wyrzucone w błoto.

Rozmiarówkę określiłabym mianem realnej (czyli producent zdaje sobie sprawę z potencjału biustonosza w określonym zakresie rozmiarowym):

30UK-44UK D, DD, E, F, FF, G

34UK-44UK C

 

Wspomnę jeszcze, że w kolekcji bazowej dostępne są, obok nudnej ;), czarnej, niebieskiej oraz koloru wina także o wiele ciekawsze wersje tego stanika, takie jak Black Rose Print:

czy Summer Print:


Zachęcam Was więc do zawarcia bliższej znajomości z Casey. Myślę, że ma szansę przeobrazić się ona w cieplejszą relację, a może nawet...przyjaźń?

 

13.03.2018

P.S.

Właśnie w "stacjonarce" Noszę Biustonosze dobiegają końca Dni z Markami Parfait, Audelle i Charnos. Casey została ich  niekwestionowaną liderką sprzedażową. Kobiety doceniły jej walory, których w zasadzie...nie widać. Jedna pani powiedziała nawet, że to taki "biustonosz-niewidka". Nie miała pojęcia, jak wielką frajdę sprawiła mi tym określeniem :D!

 

 

#dopasujstanik #brafitting #wolneodretuszu #tshirtbra #plunge #parfaitlingerie #brafitterka #zdrowybiust #biłgoraj #noszebiustonosze

czwartek, 30 listopada 2017

- Królewno kochana! – zakrzyknął rycerz. – Z całym szacunkiem, ale rzec muszę, że więcej szczęścia masz niż rozumu! Jestem ci ja bowiem wiedźminem ze specjalizacją brafitterską! Jestem gotów wesprzeć Cię mężnie w walce z potworem! Mam tylko jeden warunek - jeszcze dzisiaj przymierzysz i ocenisz nowego straplessa, którego w swoich sakwach wiozę.

Królewna z radością przystała na tę propozycję. Zamaszystym ruchem zgarnęła ze stołu pieczone przepiórki, sarninę, trufle i kawior. Poprosiła rycerza, by wyświadczył jej tę grzeczność i zaprezentował biustonosz.

Gdy w końcu jej oczom ukazał się biust-halter -  mina jej lekko zrzedła. Nie miał żadnych ozdób. Obwód nie posiadał ani centymetra koronki (nawet na karczku!), a miseczki wyglądały jak pękate, puste dwojaki służące jej poddanym do noszenia jadła.   Szczerze mówiąc, spodziewała się czegoś ekstra, przynajmniej choć jednego, frymuśnego dyndadełka! No, w końcu była królewną!

Żeby jednak nie rozgniewać Sławka, udała się do gotowalni, gdzie (sprawnie wygarniając biust do miseczek) założyła straplesika.

I nagle nastała jasność. W ciągu jednaj chwili świat wydał jej się piękny, zaś wrogi Niedopas - wcale nie taki straszny. Przeszło jej nawet przez myśl, że wręcz zaczyna rozumieć motywację potwora w porywaniu jej poddanek!

Bo jak tu zachować zimną krew, gdy widzi się białogłowę, która sama sobie czyni krzywdę? Przecie i święty by nie wytrzymał, gdyby patrzył wciąż na wylewające się z bielizny piersi, obwód pod łopatkami czy odstające miski! A te sukienki z odkrytymi ramionami i biustonosze, które, najczęściej przez niedobranie odpowiedniego kroju – wyskakiwały radośnie na świat w najmniej odpowiednich momentach!

Królewna zerknęła po raz kolejny w lustro. Tak! To było zdecydowanie TO, czego szukała!

Zapominając o skromności, wybiegła do salonu w samych pantalonach i biustonoszu.

Była tak szczęśliwa, że najpierw zaczęła kręcić piruety, a następnie robić gwiazdy. Straplesik zaś ani drgnął. Trzymał jej biust mocno, jak zaufana dwórka tajemnicę, że swą talię jej chlebodawczyni zawdzięcza pewnemu  wyszczuplającemu body od firmy Orchideja.

- Rycerzu! Ten strapless jest białym krukiem, na który czekałam wiele nocy i wiele dni! Nadaje okrągły kształt mojemu biustowi a obwód trzyma doskonale! A jak mi w nim wygodnie! Nie dusi! Gładkie miseczki nie będą odznaczać się pod moimi ubraniami i  jest leciutki jak piórko! Mówisz, że kosztuje mniej niż 100 złotych? Nie-sa-mo-wi-te! O czymś takim marzyłam i to mi przywiozłeś! Moje ego zostało podbudowane tak bardzo, że nie tylko nie boję się Niedopasa, ale skłonnam z nim pertraktować! Świat mi się odmienił!  Myślę teraz, że może jednak potwór ma jakieś powody, dla których porywa moje poddane? Może nie powinnam iść z nim na wojnę, a pertraktować? Zostaniesz moim posłańcem?

Sławko przyjął propozycję królewny. Wyruszył na wyprawę do niedalekiej Kipiolandii Dekoltowej, gdzie rezydował Niedopas. Obaj panowie szybko znaleźli wspólny język, bowiem okazało się, że pobierali nauki podstaw i historii brafittingu  w tym samym BraGwarcie. Potem każdy z nich poszedł w inną stronę. Sławko zawodowo zajął się kupiectwem bieliźnianym a po godzinach walczył z wszelkimi patologiami świata brafittingowego, zaś Niedopas, po burzliwym konflikcie spowodowanym różnicą zdań na temat ściśliwości obwodu (i związanej z nią pracy fiszbin) z jednym z profesorów – postanowił zbawiać brafittingowy świat po swojemu – przemocą.

Jednak, podczas wspólnych wspominek starego, poczciwego BraGwartu ( „a pamiętasz, jak podczas próby wytrzymałościowej jeden z waszego rocznika rozgotował w pralce całą rozmiarówkę biodegradowalnych biustonoszy do karmienia?”, „te ramiączka z laserowymi zapięciami, to był odlot, prawda?”) odżyły dawne szlachetne założenia i nauki starych profesorów. Znów, jak młodzi adepci idealnego dopasowania zatęsknili do niesienia w świat kaganka brafittingowej oświaty.

W ciągu jednej nocy zaplanowali szereg kampanii i eventów społecznych, podczas których Niedopas miał uwalniać porwane wcześniej białogłowy, które w międzyczasie zostały zbrafittingowane przez jego służki. Kobiety te miały dzielić się świadectwem, że życie w stanikowym nieuświadomieniu nie jest do końca pełne i że każda – czy to młoda dziewka czy stateczna matrona – powinna choć raz spróbować dopasować sobie biustonosz. Oczywiście świetlanym przykładem miała służyć Królewna.

Po zapoznaniu się z planami obu panów, a będąc wciąż pod wrażeniem nowego, polskiego, niedrogiego straplessa -  przyklasnęła ich pomysłom i dołączyła do teamu. Odtąd we trójkę pilnowali brafittingowego ładu i porządku w królestwie – królewna nadzorowała dopasowanie w salonie , zaś  Sławko zajmował się dystrybucją i handlem.  A Niedopas? - zapytacie.

Owszem, miał coraz mniej pracy i świat zapomniał prawie o tym, jak wygląda, tak rzadko opuszczał swoją pieczarę. Jednak wciąż żył w ustnych przekazach. Napiszę więcej - nawet dzisiaj usłyszycie, jak przyjaciółki mówią czasem do siebie „musisz iść po dobry biustonosz, bo w przeciwnym razie porwie cię Niedopas!”.

Jak widzicie, moi drodzy, bajka zakończyła się szczęśliwie. A wszystko to wydarzyło się za sprawą jednego, skromnego biustonosza od białostockiej Veny…

Zaś morał z bajki płynie taki, że nie trzeba mieć królestwa ani nie trzeba wydawać fortuny. Nie trzeba też wcale czekać na rycerza by  dopasować sobie biustonosz. Wystarczy dobra przyjaciółka, która potrafi Cię dobrze postraszyć. Lub...inny smok ;)

 

K O N I E C

 

Uwaga!

BAJKA ZAWIERA LOKOWANIE PRODUKTU!

 

Sponsorem  bajki jest Salon Noszę Biustonosze Biłgoraj, posiadajacy w swojej ofercie lokowany produkt, utrzymujacy staly kontakt z Królewną, Rycerzem Sławkiem i (sporadycznie) Niedopasem.

P.S.

Jako osoba niezwykle spolegliwa - autorka bajki, ulegając prośbom czytelniczek, dorzuca niniejszym dokładne zdjęcia straplessa dobrego, polskiego, taniego. Saute. Czyli biustonosz bez  Królewny (bo gdzieżby tam Królewna bez biustonosza ;) !

 

 

wtorek, 10 października 2017

Dostałam ją wczoraj. Na lekturę przeznaczyłam dzisiejszy wieczór, ale oczywiście mój wewnętrzny niecierpliwiec obudził mnie już w środku nocy. „Machnęłam” całą treść do 3.00 nad ranem. Jak się domyślacie – jest to ta część naszej doby, kiedy trudno o interlokutora. Musiałam więc swoje spostrzeżenia zachować dla siebie. Może to i lepiej, bo przynajmniej przedstawię je Wam na świeżo, nie poddane niczyjej korekcie, nawet tej niezamierzonej ;)

Autorką książki jest pani Izabela Sakutova. Dzisiaj to przede wszystkim bizneswoman, ale zanim założyła firmę dystrybuującą bieliznę – „nabiustnie” doświadczyła niedostatków oferty stanikowej w Polsce i prowadziła swój bra-biznes (internetowy sklep z bielizną) o wdzięcznej nazwie Belissima. Od dłuższego czasu wraz z mężem kieruje firmą So Chic, która jest wyłącznym przedstawicielem na Polskę marek ze stajni Panache, marki Bluebella oraz środka do prania tkanin delikatnych i bielizny - SOAK. Chcąc stworzyć w Polsce (a obecnie również w...Bułgarii, brawo!) świadomy, kobiecy rynek dla „swojej” bielizny - podjęła się kilka lat temu niezwykle ambitnego zadania jakim jest edukacja z zakresu podstaw brafittingu dla swoich klientów. Byli to przede wszystkim właściciele sklepów z bielizną  ale też klienci wspomnianego wcześniej sklepu detalicznego. Rozwijająca się firma, zmieniające się czasy,  podejście do kwestii dopasowania biustonosza środowisk kobiecych oraz oczywiście konkurencja (dzisiaj w Polsce funkcjonuje co najmniej kilku dystrybutorów bielizny brytyjskich marek, a i polskie firmy nie zasypiają gruszek w popiele) spowodowały, że Pani Izabela wraz z mężem postawili też na pozytywne wyróżniki swoich działań, by zbudować obraz swojej firmy jako marki społecznie odpowiedzialnej. Jednym z takich wyróżników było przebycie przez potencjalnych kontrahentów szkolenia brafittingowego w firmie So Chic. Z czasem firma pani Izabeli zaczęła organizować też eventy edukujące (np. Klinika Stanika) w zakresie dopasowania biustonosza (poszerzone później o elementy z zakresu profilaktyki raka piersi, tak jak np. akcja Dotykam=Wygrywam). Do współpracy z markami Panache pani Izabela zaprosiła osoby znane z mediów – aktorki i dziennikarki. Sama obecnie jest coraz bardziej zauważalna w telewizji, biorąc udział w programach śniadaniowych czy innych produkcjach. Z jej inicjatywy odbyła się w ubiegłym roku próba pobicia rekordu Guinessa w samobadaniu piersi.

Jak widzicie – Autorka to niespokojny duch i wciąż stawia przed sobą nowe wyzwania. Stąd pewnie też ta książka, która zdecydowanie jest wizerunkowym umocnieniem jej (wypracowanego przecież przez lata) brafittingowego autorytetu.

Część poradnikowa książki jest najobszerniejsza, wzbogacona o świetne zdjęcia. Pani Iza rozprawia się w niej z głównymi bieliźnianymi mitami i „mądrościami ludowymi” ;) , takimi jak np. „tylko usztywniany stanik do dużych piersi”.

„Brafitting. Lifting piersi bez skalpela” jest pierwszym polskim opracowaniem podstaw brafittingu wydanym w formie książkowej. Do tej pory kobiety mogły skorzystać z tej wiedzy jedynie podczas kobiecych eventów, kiedy pojawiała się jakaś „biuściasta” marka, czytając artykuły w prasie lub oglądając kobiece kanały telewizyjne. Ten poradnik jako pierwszy dotyka tematu metodycznie i bez użycia (niezrozumiałego niekiedy dla niewtajemniczonych osób spoza bra-nży) slangu. W przystępny sposób wyjaśnia - dlaczego w jaki sposób trzeba należy dopasować sobie odpowiedni biustonosz, jak układać biust w miseczkach itp.

Język Autorki jest prosty, nieskomplikowany, przez co łatwo trafia do odbiorcy. Pani Izabela nie używa zdań wielokrotnie złożonych, formułuje czytelne komunikaty. Czasem przytacza przykłady z życia, które są dla czytelniczek wiarygodnym poparciem jej stanowiska.

 Autorytety na które powołuje się pani Iza w książce to osoby, które dzisiaj są zauważalne na polskiej scenie brafittingowej.  Postaci te podzieliłabym na aktywne niekomercyjnie (Katarzyna Kulpa, autorka kultowego stanikowego bloga Stanikomania), patrzące na brafittingowy światek oczyma konsumentki oraz aktywne komercyjne (Katarzyna Sałata, Agnieszka Socha, prowadzące m.in. odpłatne szkolenia dla właścicieli sklepów z bielizną). Chirurg plastyczna dr Karolina Kondej oraz fizjoterapeutka Joanna Tokarska są, jako osoby związane ze środowiskiem medycznym, osobami uwiarygadniającymi poradnik od strony naukowej (przy czym Joanna przedstawiła też swoje propozycje ćwiczeń „na dobry biust”, za co jej chwała!). Wymienione są też (z podaniem dokładnych linków), polskie blogi brafittingowe, które według Autorki warte są uwagi bardziej dociekliwego czytelnika (jednocześnie dziękuję za umieszczenie w tym gronie bloga noszebiustonosze, doprawdy jest mi bardzo miło).

Na tle innych opracowań dotyczących dopasowania biustonosza, dostępnych w gazetach czy w necie, książka pani Izabeli wyróżnia się przede wszystkim świeżym spojrzeniem na anatomię kobiecej piersi. Nie macie pojęcia, jak bardzo się ucieszyłam z rozdziału 6. (Anatomia piersi i biomechanika stanika), w którym Autorka przybliża CO tak naprawdę utrzymuje nasze piersi na odpowiedniej wysokości (mam tu na myśli więzadło potocznie nazywane przez chirurgów plastycznych więzadłem Wuringer). Sama jakiś czas temu na ten temat popełniłam notkę (http://noszebiustonosze.blox.pl/2017/04/Nowe-szaty-cesarza-czyli-biust-w-hamaku.html), ale po tym fakcie X razy odnosiłam wrażenie, że jest ona niczym rzucanie grochem o ścianę, ponieważ wciąż natrafiałam na coraz to nowe publikacje dotykające tematu, a powołujące się na stare brafittingowe tezy. Tak więc odetchnęłam z ulgą. Jest nas teraz co najmniej cztery osoby, które oficjalnie detronizują zdogmaciałe (wybaczcie słowotwórstwo, ale określenie samo mi się jakoś nasunęło) więzadła Coopera. Ja, Joanna Tokarska, Kasica ze Stanikomanii oraz - Izabela Sakutova. Pomna wrześniowej lektury kolejnego artykułu umieszczonego w jednym z czasopism o tematyce zdrowotnej, dotyczącego kobiecego biustu, pisanego ponoć po konsultacji z brafitterką nadmieniam, że jeśli czytacie gdzieś o WIĘZADLE Coopera (w liczbie pojedynczej) odpowiedzialnym za uniesienie naszych piersi – odsuńcie od siebie taką publikację, bo autor mógł znajdować się pod wpływem jakiegoś środka  zmieniającego postrzeganie rzeczywistości, ew. powielanych bezkrytycznie starych założeń, zaś nie - rzetelnej wiedzy brafittingowej. Choć w sumie wolę wierzyć, że ktoś tu kogoś nie zrozumiał lub źle zapisał.

Wracając do książki. Zawiera ona także zarys historii polskiego brafittingu. Autorka przedstawiła ją ciekawie i obrazowo, jednak ja przeczytałam ten fragment książki dwa razy. Czemu? Pomyślałam bowiem, że po prostu ominęłam ważne fragmenty. Na szczęście jednak wzrok mi jeszcze dopisuje, więc najwidoczniej różnimy się z panią Izabelą w tej kwestii lub inaczej ją postrzegamy (co nie jest przecież grzechem, żyjemy wszak w wolnym kraju). Ja jednak, korzystając z okazji, pozwolę sobie dokonać istotnych z mojego punktu widzenia uzupełnień. Uważam bowiem, że białe plamy w jakiejkolwiek historii są, najogólniej rzecz ujmując - niefajne.

Pani Hanna

Gdy oddolny ruch konsumencki oseskował jeszcze na jednym z internetowych forów, w Warszawie przy ulicy Grochowskiej biustonosze dopasowywała pełną parą Pani Hanna Sitkiewicz. „W kręgach” mówi się o niej „słynna Pani Hania”. Zapytajcie swoją brafitterkę o tę osobę, z pewnością otrzymacie kilka ciekawych „powiastek”, ponieważ do dziś ta postać obrosła niemal legendą. Z kronikarskiego obowiązku nadmieniam, że, choć zmieniła adres sklepu - wciąż jest aktywna zawodowo :).

Ewa Michalak

Genialna, absolutnie genialna konstruktorka bielizny! POLSKA konstruktorka. Jakiś czas temu pracowała dla firm bieliźniarskich. Podczas brafittingowego boomu poszła po rozum do głowy i założyła własną firmę. Trzeba oddać Ewie sprawiedliwość – kolokwialnie mówiąc ta kobieta „ma łeb na karku”. Geniusz konstrukcji i świetna biznesmenka w jednym. Obecnie także właścicielka stanikowej marki pod swoim nazwiskiem. Wiele biuściastych pań uważa, że „Effuniaki” to jedyne staniki, które robią z ich biustem to, czego oczekują. Jeśli brafitterka powie Wam, że nie zna Michalakowej – uciekajcie z tego sklepu! Można nie mieć w swoim sklepie biustonoszy Ewy Michalak, można na nich nie pracować, ale NIE MOŻNA nie znać tej postaci i jej dokonań, bo (wybaczcie szczerość) w dzisiejszej dobie, w naszym kraju jest to oznaka totalnej brafittingowej ignorancji.

MaHeDa

Maria Dastych pseudo MaHeDa. Do roku bodajże 2012 najpopularniejsza polska brafitterka. Konsultantka kilku firm bieliźniarskich szyjących biustonosze w szerokiej rozmiarówce, trenerka brafittingowa wielu obecnych dziś na rynku, wciąż świetnie radzących sobie sklepów z bielizną, zapalona stanikowa lobbystka, współpracownica kilku portali kobiecych oraz organizacji non-profit. MaHeDa, wraz 
z Agnieszką Socha, była współzałożycielką pierwszej na świecie Akademii Brafittingu oraz wykładowczynią tamże. To osoba o ogromnej charyźmie i wielkiej kulturze osobistej. Kamera ją uwielbiała, co zauważyli także dystrybutorzy bielizny, angażując ją często do prowadzenia eventów i szkoleń brafittingowych.

Nie są znane mi powody, z jakich MaHeDa dość nieoczekiwanie, znajdując się na wysokim poziomie medialnej popularności, wycofała się z Akademii (Akademia Profesjonalnego Brafittingu została założona czy przekształcona, bo szczegółów sprawy nie znam, przez Agnieszkę dopiero po tym fakcie) i jednocześnie - z bra-nży.

Szkoda. Niemniej uważam, że wkład MaHeDy w rozwój polskiego brafittingu jest tak znaczący, że wprost nie wypada przemilczeć tej postaci, a co za tym idzie – odmówić jej zasług. Jeśli przypadkiem czyta tę notkę - serdecznie ją pozdrawiam i mocno ściskam, gdziekolwiek się teraz znajduje.

No i w zasadzie była to moja jedyna łyżka dziegciu, jeśli chodzi o ten poradnik.

Doceniam za to:

- fakt podkreślenia w nim, że ciało kobiece jest zmienne i że brafitting dziewczynki, młodej kobiety 
i dojrzałej pani to zupełnie klimaty;

- podniesienie kwestii bardzo ważnej roli profilaktyki raka piersi wśród kobiet;

- zauważenie, że biustonosz dobiera się nie tylko do konkretnego biustu, ale też do konkretnej figury (choć nie ukrywam, że w przypadku tego podtytułu liczyłam na typologię figur i przykłady konkretnych biustonoszy do nich pasujących, ale cóż, mam nadzieję, że w kolejnej książce Autorka to nadrobi);

- przyznanie poczesnego miejsca brafittingowi dla amazonek; wciąż jeszcze zbyt mało z nich wie, że istnieją piękne, kolorowe, dobrze uszyte biustonosze dla kobiet z epizodem onkologicznym.

 

Reasumując – książka „Brafitting. Lifting piersi bez skalpela” Izabeli Sakutovej to dobry poradnik wprowadzający kobietę w świat dopasowania biustonosza. Może być on świetnym prezentem dla partnerki, przyjaciółki, siostry, mamy. Jeśli chcielibyście zwrócić uwagę którejś z nich w stronę jej własnego biustu (przecież różnie to w życiu bywa, czasem przydałaby się jakaś dyskretna wskazówka, a nie mamy śmiałości czy okazji, by powiedzieć komuś, że najprawdopodobniej ma kiepski biustonosz,  prawda?) – jest to udane, niedrogie, trafione i szybkie rozwiązanie problemu.

Rekomenduję tę książkę szczególnie w części merytorycznej.

Z serdecznymi pozdrowieniami

- Wasza Renulec (vel, jak niektórzy zapewne stwierdzą - zoil brafittingowy ;)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8